niedziela, 31 lipca 2016

Shibido Selavi z Dworu Dnia!

"Czy nocą czy za dnia... widać moje oczka dwa"


Shibido z Dworu Dnia

Od Mattias'a C.D Feyry

— Z najwyższą ochotą — odpowiedziałem, a Feyra uśmiechnęła się lekko.
Władza, emanowała siłą, przez którą czułem do niej szacunek. Zdecydowanie ktoś taki jak ona, byl u szczytu władzy. Właściwie zdecydowałem się dołączyć, aby spotkać także moją siostrę, Alyssę. Chciałem zobaczyć jak bardzo wyrosła moja mała, młodsza siostrzyczka.
— Wsiadaj — poleciła mi, wskazując na swoją karocę.
Spojrzałem na nią niepewnie.
— Jesteś tego pewna, Wasza Wysokość? — Wolałem się upewnić.
Feyra westchnęła głośno, po czym pokręciła głową, widocznie użalając się nad moją głupotą.
— Chyba ci coś mówiłam, prawda? Daj spokój z tymi tytułami — rzekła, wywracając oczami.
Skinąłem po prostu głową, nie ośmielając się powiedzieć nic więcej. Wolałem nie wyjść na większego głąba czy niezbyt rozumnego człowieka, choć między tym i tym wielkiej różnicy nie było. Różnica polegała jedynie na różnej wymowie czy pisowni, znaczenie było jedne.
Las, przez który jechaliśmy był rozległy i potężny. Księżniczka wydawała się być rozluźniona, pozwalając zamknąć sobie oczy i w pełni odprężyć. Ja z kolei czułem się niewyobrażalnie spięty. Nie chodziło o to, że czułem się nieswojo. Nie przepadałem za wyższymi sferami. To nie było dla mnie.
— A więc, Mattiasie — zaczęła, otwierając oczy. — Skąd tu się znalazłeś?
— Podróżowałem — odarłem krótko.
Feyra zainteresowała się tym.
— Słyszałam niegdyś od twojej drogiej siostry, że właśnie wprost kochasz podróżować — poinformowała mnie, wpatrując się we z ciekawością.
— Tak, można tak powiedzieć.
— Powiesz mi zatem, jakie są odległe krainy? — zapytała, tym razem z nadzieją. — Ja nie mogę podróżować, bynajmniej nie tam gdzie chcę i kiedy, pełnie ważną rolę i muszę wyłącznie na tym skupić. Nie chcę dla swoich zachcianek zaniedbać moich poddanych — wyjaśniła, robiąc nieco smutną minę.
Mogłem się domyślić, że władza nie była tylko przywilejami i bogactwem, ale i wielkim wysiłkiem, z którym nie każdy mógł dać sobie radę. Przyjrzałem się uważnie Feyri. Z pewnością mogła być zmęczona, ale nie okazywała tego.
Opowiedziałem jej o odległych krainach, nie pomijając żadnego szczegółu.

< Feyra? Przepraszam, że tak długo musiałaś czekać. default smiley :'( >

Od Alyssy C.D Akise

— Czuję się dobrze — odpowiedziałam, po czym uśmiechnęłam się szeroko. — A szczególnie jeśli ty jesteś tu ze mną.
Akise prychnął śmiechem.
— I kto tu jest lizusem, hmm? — Nachylił się w moim kierunku, odchylając podbródek do tyłu, aby móc lepiej na mnie spojrzeć.
Wybuchłam szczerym, radosnym śmiechem. Każdy wiele by dał za takiego przyjaciela, jakiego miałam ja. Tym mogłam się szczycić. Naprawdę czułam się wspaniale wiedząc, że obok jest ktoś na kim mi zależy, a szczególnie jeśli również zależało na mnie jemu.
— Słyszałem, że twój brat jest na dworze — poinformował mnie chłopak, a mnie ogarnęło zaskoczenie. Poderwałam się do góry, sycząc z bólu. Brunet doskoczył do mnie, upewniając się czy wszystko ze mną dobrze. Machnęłam dłonią.
— Jest dobrze — mruknęłam. — Ale skąd Mattias się tu wziął? — Pomyślałam głośno, marszcząc brwi.
Akise wzruszył ramionami.
— Nie zawracaj sobie na razie tym głowy, Aly — Wyraził swoją opinię.
— Nie, nie mogę. — Pokręciłam wolno głową. — Bądź co bądź to mój brat, a dawno już go nie widziałam. W dodatku może wie co się dzieje z Shirą — dodałam cicho.
Chłopak zmarszczył lekko brwi i wyraźnie zaciekawiony zapytał:
— Shirą?
— To moja siostra.
Skinął głową na znak, iż rozumie. Zastanowiłam się chwilę co w obecnej sytuacji mogę zrobić. Nie mogłam się ruszyć z łóżka przez jakiś czas, a nie wiedziałam, ile jeszcze mój brat zabawi na dworze, więc musiałam działać natychmiast.
— Aki? — zapytałam.
— Tak?
— Mógłbyś przyprowadzić do mnie Mattias'a?
Brunet zawahał się.
— Nie wiem czy to będzie dobry pomysł, Aly — mruknął niechętnie.
Uważnie wpatrywałam się w chłopaka. Wyglądał na spiętego.
— Czy ukrywasz coś przede mną?
— Nie, nie — odparł natychmiast. Westchnął, przeczesując z roztargnieniem włosy. — Po prostu się martwię, okay?
Uśmiechnęłam się lekko.
— To nie martw się — zaśmiałam się cicho. — To mógłbyś?

< Akise? Wybacz,że tyle musiałeś czekać :< >

Od Akane (do Jacoba)

Wyszłam za mury zamku od dłuższego czasu. Rhysa i tak nie było, a mi się kompletnie nudziło. Księcia zostawiłam, każąc mnie kryć na wszelki wypadek, gdyby Rhys miałby wrócić wcześniej. Zajrzałam na rynek. Chodząc z jednego na drugie stanowisko, zastanawiałam się coraz to bardziej nad tym aby kupić moje ulubione ciastko. Niestety za każdym razem, gdy podchodziłam do innego stanowiska to się spóźniałam. Wszystkie były jak na złość wykupione. Wtem przypomniałam sobie o straganie, gdzie właściciel i jego rodzina mnie znała. Idąc wręcz biegnąc byłam tam i miałam nadzieję, że się nie spóźniłam.
- Witaj A-chan! - przywitał się miło mężczyzna, a ja się uśmiechnęłam.
- Czy macie może moje ulubione ciacho? - spytałam z nadzieją, ze odpowie długo wyczekiwane przeze mnie słowo "tak"
- Specjalnie dla ciebie zostawiłem je jak i kilka innych przysmaków - gdy to usłyszałam mój uśmiech się powiększył. Przytuliłam mężczyznę i wzięłam od niego torbę ze słodyczami.
- Dziękuję ci! - pomachałam na dowidzenie i teraz pozostało mi znalezienie spokojnego miejsca. Jako, że byłam pokroju kota to weszłam na drzewo rosnące przy jednym z ulicznych drzew. Może nie było spokojnie, ale przyjemnie. Chcąc już wziąć pierwszego kęsa, moją ciekawość przyciągnął nie białowłosy chłopak, a osoba za nim idąc. Mężczyzna jaki szedł za nim, nie miał dobrych zamiarów, a białowłosy nie zdawał sobie chyba z tego sprawy. Gdy ten skręcił w uliczkę ja poszłam za nimi. Mężczyzna idący za białowłosym, wyciągnął pistolet, a ja stanęłam za nim i przecięłam swoich sztyletem jego tętnicę szyjną i trochę poza nią.
Białowłosy spojrzał się na mnie.
- Wybacz nie powinieneś tego zobaczyć, ale on musiał ponieść konsekwencje za to co zrobił kilku osobom - wytłumaczyłam się jakoś, aby nie uciekną czy coś, ale okazał się być innym chłopakiem niż inni, normalni ludzie.

<Jacob?> Czy będziesz tak dobry i popiszesz ze mną?

Od Akane C.D Rhysa

Miło było, że Rhysowi się spodobało śniadanie. Mało kiedy, a raczej wcale nie miałam dla kogo robić śniadań, od kąd odszedł mój brat. Zostałam zaproszona przez Rhysa do śniadania, a gdy wypowiedział to takim tonem głosu nie mogłam mu odmówić.
- Z miłą chęcią przyjmę pańską ofertę - chwyciłam go za dłoń i usiadłam po jednej stronie stołu. Śmialiśmy się.
- Ej, Rhys czy wiesz może gdzie prowadzi tamta ścieżka pomiędzy górami i dalej za nimi? - wskazałam na góry, które można było zobaczyć. Zawsze zastanawiałam się co jest oddalone od nich i jacy żyją tam ludzie.

<Rhys?>

sobota, 30 lipca 2016

Od Jacoba CD Katariny

Poczułem zimną stal przy swojej krtani. Delikatnie i spokojnie spojrzałem dziewczynie w oczy.. potem pogłębiłem spojrzenie. Byłem ostrożny.. chyba charakter podobny do mojej siostry. Czemu trafiam ciągle na takie dziewczyny się pytam..? Ciężkie do zrozumienia.. gdy chcesz cos zrobić, dostajesz albo po pysku.. albo na dodatek prawie tracisz życie.
 -  Jacob.. – odparłem sucho..
Osobiście już sam nie wiedziałem, czego szukałem u tej dziewczyny.. a tak – spotkałem ja przypadkiem. Wredna miała ostre te ostrza.. zadrapania szczypały i niektóre na dodatek były głębokie. Czułem, jak kropla krwi spływa po mojej klatce piersiowej..
Jedyne, co mi właściwie zostało, to spojrzeć dziewczynie jeszcze głębiej w oczy.. delikatnie jedną ręką sięgnąłem do nadgarstka z bronią.. Delikatnie objąłem jej rękę.. Przycisnęła mocniej ostrze do mojego gardła i spojrzała złowrogo w oczy..
 - Nie bój się.. Nie skrzywdzę cię - moje słowa były delikatne, owiane nutą spokoju.
Cofnąłem jej rękę z nożem z mojego gardła.. I spojrzałem ufnie w oczy.. Miała bliznę na oku.. Dziewczyna schowała ostre narzędzie..
Byłem od niej wyższy, więc delikatnie cmoknąłem ją w czoło.
 - Nie zabij mnie.. Ale śliczna jesteś.. - za te słowa dostałem szybkiego liścia w policzek..
Naprawdę spodobała mi się.. Delikatnie przytuliłem ją..
 - Bardzo mi się spodobałaś.. Daj się proszę troszkę nacieszyć swoją obecnością.. Wątpię, bym jeszcze kiedykolwiek dostąpił zaszczytu trzymania Cię w swych ramionach..
Czułem jej oddech na szyi.. Niezbyt jej się to podobało.. Więc puściłem ją.. Odczepiłem swoje ubranie os drzewa i właściwie byłem gotowy ruszyć dalej.. Zmieniłem się nawet w konia..
 - Jacob.. - usłyszałem ciche słowo..
Spojrzałem najpierw w jej stronę, potem dmuchnąłem w twarz.
 - Tak piękna..? - spytałem i znowu spojrzałem jej w oczy..
Utonąłem w nich.. Oby jako pierwszy..
Czekałem na słowa.. czekałem na ruch.. czekałem na gest.. zmieniłem się nawet w człowieka.. i ciągle tonąłem w jej oczach, ufny.. ale jednocześnie głupi.. Głupi, bo swe życie powierzyłem nieznajomej..

(Katarina?)

piątek, 29 lipca 2016

Od Katariny CD Jacob'a

Miałam kolejną chwile słabości, tęskniłam za ojcem pod jednym z drzew tutejszych terenów jako mały lisek otuliłam się ogonami. Gdy łapką otarłam łzy, usłyszałam... w sumie sama nie wiem, stuk kopyt? Spojrzałam w lewą stronę a przede mną ukazał się... koń. Podskoczyłam od razu na czterech łapach zmieniając swoje ogony w ostrza. Futro najeżyłam chcąc przekazać żeby się odsunął. Ten mimo mojej agresywnej postawy przybliżył bardziej koński pyszczek i dmuchnął w moją lisią mordkę. A moje futerko uciekało na wszystkie strony świata. Otworzyłam szeroko oczy z zdziwienia co się własnie odje... odwaliło. Wtedy pierwszy raz usłyszałam jego głos, a na jego reakcje, dostałam gęsiej skórki jak i delikatnego dreszczu. Tylko na początku. Otrzepałam się a futerko wróciło do normy. Spojrzałam na niego trochę z smutkiem a ogony opadały tak jak i uszy, ale chwile potem się otrząsnęłam, ogony znów zmieniły się w ostrza a zęby w krwawe żyletki. Skoczyłam do krtani konia, następnie za pomocą pazurów przeniosłam się na grzbiet, na brzuch.. no biegałam starając się zrobić jak największe rany. Koń podskoczył, ja się odbiłam i wylądowałam na ziemi z powrotem, podniósł przednie kopyta, odskoczyłam trochę do tyłu, następnie powoli, pokazując zęby, chodziłam dookoła mej przyszłej ofiary, powolnym krokiem ocierając pazurami o podłoże, cicho warcząc. Koń natomiast zmienił się w człowieka... trochę podrapany. Podniosłam uszy jak i lekko otworzyłam oczy. Chwile potem również przebrałam swoją ludzką formę. Poprawiając przy tym włosy. W ręce trzymałam ostrze, zanim się zorientował rzuciłam w niego, przebijając ubranie oraz przyczepiając do kory drzewa. Wyjęłam większe ostrze i przycisnęłam bardziej chłopaka do drzewa tym razem przycisnęłam broń do krtani chłopaka.
-Kim jesteś? - spytałam spoglądając z lekkim zaciekawieniem w jego oczy. Najbardziej zaciekawiła mnie jego blizna również pod lewym okiem...


(Jacob?)

czwartek, 28 lipca 2016

Od Rhysa C.D Katariny

Przekrzywiłem głowę, patrząc na Katarinę z rozbawieniem. To, że nie miała bluzki, nie rozpraszało mnie - co tu ukrywać, widziałem wiele dziewczyn, no i miewałem kochanki. Jednakże takie dziewczyny odciągały moją uwagę od rzeczywistości i prawie zawsze wprawiały mnie w dobry nastrój.
- Bywa. - zaśmiałem się.
Katarina prychnęła na moje słowa, na co mój uśmiech stal się szerszy.
- Nie moja wina, że mam takie moce. - wytłumaczyłem z niewinnym wyrazem twarzy.
Dziewczyna obrzuciła mnie spojrzeniem typu: ''nie, wcale''.
- A więc, nie moja wina, że zapomniałaś, jak bardzo wszechmocny jest twój książę. - zachichotałem.
<Katarina?>


Od Rhysa C.D Akane

Na widok śniadania przygotowanego przez Akane na mojej twarzy wykwitł szeroki uśmiech. Nie spowodował go jednak widok jedzenia, a myśl, że Akane pomagała przy pracy i zrobiła to dla mnie.
- Wow, Akane, dziękuję... - powiedziałem.
- Nie masz za co. - odwzajemniła uśmiech.
- Ależ mam.
Dziewczyna przewróciła oczami, na co ja zaśmiałem się. Ująłem jej dłoń i poprowadziłem ją do stołu, a gdy tam doszliśmy, ukłoniłem się jej.
- Zrobisz mi ten zaszczyt, moja miła, i zasiądziesz ze mną do tego wytwornego śniadania przygotowanego bez ciebie, pani? - spytałem.
<Akane?>

Od Rhysa C.D Sansity

- To dobrze. - powiedziałem.
Podszedłem do Sans i delikatnie położyłem jej ręce na biodrach, po czym oparłem podbródek o głowę dziewczyny.
- Jak się czujesz? - spytałem po chwili.
- Dobrze. - odpowiedziała.
- Nie boli cie nic?
- Mówiłam, że nie.
- Zawsze lepiej się upewnić. - westchnąłem.
Uśmiechnąłem się smutno. Zapadła niczym nieprzerwana cisza. Nie wiedziałem, jak ją przerwać, a po milczeniu Sans wnioskowałem, że ona tez nie wie. Po jakimś czasie westchnąłem ponownie, a wtedy dziewczyna obróciła się w moich objęciach.
<Sans?>

niedziela, 24 lipca 2016

Od Crystal C.D Hadesa

No cóż znów jestem w dziwnej sytuacji, a dzień już się kończy, a ja go nie chciałam tak załączyć, wiec musiałam coś wymyśle żeby tą całą sytuacyjnie ponownie zaskoczyć z tymi mężczyznami, wiec dlatego wymyśliłam warunek, które oczywiście oni łagodnie zaakceptowali.Gdy warunek zaakceptowali i wykonali to ja wtedy grzecznie odpowiedziałam na ich pytania. Dzięki temu wyszliśmy z szpitala na korytarz zamkowy...
~''No naroście wyszłam z tego cholernego szpitala!...Teraz tylko wyjść z tego zamku !,-Mówiłam do siebie w myślach wychodząc z szpitala
- No teraz już wyszłaś ze szpitala. Ale z zamku już nie wyjdziesz.- rzekł stojąc na korytarzu zamkowym
- Co...?! Ale... Dlaczego?! - krzyknęłam niezadowolona
Właśnie wtedy Fioleto-oki chciał mi odpowiedzieć, ale ten drugi który był z nim mu przeszkodził i zbliżył się o krok do mnie i uniósł mój podbródek żebym mu spojrzała lodowatymi oczami w głąb jego oczu, wtedy zaskoczona dziwnie się poczułam wiec zaczęłam się szarpać do tyłu, ale jego uścisk był na tyle mocny że nie mogłam od niego uciec, wiec grzecznie przestałam się szarpać i popatrzyłam mu w oczy, on wtedy rzekł do mnie :
- Wiec pytasz się dlatego? - szepnął złowieszczym tonem- Odpowiedź  jest prosta! -Wbijał swe  spojrzenie srebrnoszarych oczu na mnie - Rhys jest księciem wiec od teraz również twoim.-Pogładził mnie palcem po policzku
Gdy to  powiedział... No cóż na porządku było miło, ale się skoczyło....Bowiem już ta rozmowa mnie nudziła i na dodatek trzymający mnie osobnik za dużo sobie pozwala, wiec musiałam działać!Po słowach mężczyzny który mnie trzymał, ja wtedy zdenerwowana nadepnęłam mu mocno swymi czarnymi kozaczkami na stopę, wiec automatycznie puszczając mnie odsuną się ode mnie z bólem. Ja wtedy powiedziałam do niego :
- Nie pozwalaj sobie!...Nie jestem twoją własnością!...- Wzruszyłam  ręką swe włosy
-[...]- Zaskoczony spojrzał na mnie  
 - A teraz obaj słuchajcie!-Popatrzyłam na nich obu bardzo lodowatym spojrzeniem- Wkurzacie mnie!...Najpierw mnie porywacie tutaj!Potem gonicie mnie! A teraz rozkazujące...To jest już przegięcie !...Nie lubię czegoś takiego !- Wyżaliłam się zdenerwowana jak  dziecko - Rhys...chyba tak masz na imię...?..Co nie ?...aaa...Nie ważne ...Możesz być królem swego zamku , a ty jego pupilem...Proszę bardzo ... ale mnie proszę nie mieszać w to bagno!!...Bowiem ja nie mam zamiaru być jakimś podanym jakiegoś mi obcego kolesia, alni zabawką !...- Wyjaśniłam lekko zdenerwowana
-[...]- Nic nie mówiąc patrzyli na mnie
- Gdy sobie to wyjaśniliśmy to ja już żegnam!- pożegnałam się ozięble
Po ponownym lecz mrocznym  pożegnaniu  zamieniłam się w mroczne zwierzątko żeby ominąć wszystkich którzy stoją mi na rodzę, no i szybciej uciec.Owszem ponownie uciekłam i nawet wyszłam przez otwarte okno na zewnątrz, ale niestety wtedy nie zaważyłam że uciekając zostawiałam czerwone siady kocich łapek, a to był  mój błąd ponieważ pupilek fioleto-okiego odnalazł mnie przez moje zostawiające na ziemi krwiste ślady  przy śliczniej altance w której zamieniając się w ludzką postać zatrzymałam się żeby odpocząć .

 (Hadesa ?)

Od Vanessy (do Rhysanda)

Czy wilki w nowych miejscach mają łatwo? Tego nie umiem powiedzieć. Zycie w zamknięciu doprowadziło do tego, że moje oczy drażni światło słoneczne. Cały więc czas spędzam w dworze. Czasem wyjrzę przez okno, by lekko przyzwyczaić oczy do światła. Jak ja tu dotarłam, nic nie widząc, co?.. sama nawet nie pojmuje tego.
Nie lubię ludzi, nie chce z nimi rozmawiać, nie chce ich widzieć, nie chce ich słyszeć. Nawet nie chce, by żyli. Zwłaszcza mój „kochany” brat. Tak.. ciekawe, prawda?
Łączy nas tylko nazwisko, bycie sierotami i wspólna historia. Nic więcej! Nie chce wiedzieć, że jest moim bratem. Moja nienawiść do niego będzie chyba wieczna.
Wyszłam ze swojej komnaty, tylko po to, by zajrzeć do jadalni. O tej porze zazwyczaj jadłam jedyny posiłek. Zazwyczaj nie było nikogo o tej godzinie, prócz służby. Nie poznałam tu właściwie nikogo. Chyba nie żałuję.
Noc była cudownym czasem. Wszyscy spali, a na mnie czekał ciepły posiłek.
Weszłam do pomieszczenia. Tylko jedno miejsce było zastawione – to typowe dla tej godziny. Usiadłam i szybko napełniłam swój żołądek, a potem szybko opuściłam pomieszczenie.
Było pusto. Zaczęłam się modlić, by zostało tak, do póki nie zniknę w swej komnacie. Niestety los chciał inaczej. Wkurzona byłam. I to nawet bardzo. Z rogu, przed moja komnatą.. dosłownie 3 metry.. pojawił się mężczyzna. Jak nakazało moje wychowanie dworskie, lekko skłoniłam głowę, mówiąc:
 - Dobry wieczór.
Wieśniaczką nie byłam i w żadnym wypadku nie chciałam wyjść na taką i mimo swej nienawiści, musiałam się przywitać.
- Dobry wieczór – odparł mężczyzna.
Spojrzałam na jego twarz. Nawet w świetle świeci byłam w stanie rozpoznać te rysy. Był to władca tego dworu. Bardzo łatwo było go rozpoznać.. Służba poinformowała mnie od razu, kto jest tu władcą, gdy przybyłam tutaj. Ale osobiście nigdy go nie poznałam. Od razu pomyślałam, że gorzej trafić nie mogłam.
 - Czyżbyś cierpiała na bezsenność? – zapytał mnie książę.
Zaskoczyło mnie to pytanie. Moja twarz jednak musiała zostać kamienna.
 - Nie Wasza Wysokość. To normalna pora dla mnie na posiłek i nawet ogólna aktywność – odparłam.
No to chyba zapowiada się ciekawa noc. Tylko jak najszybciej niech będzie ona samotna.


(Rhysand?)

Od Jacoba do Katariny

Galop był moim sercem.. nie wyobrażałem sobie dnia, bym nie mógł zagalopować. Jak więc przetrwałem w tym ohydnym miejscu, zwanym więzieniem?
Tak.. często powracam swymi myślami i wspomnieniami do tego, co było kiedyś. Możliwe, że to tylko taka choroba. Możliwe, że to normalne.. zwyczajne. Nigdy nie miał mi kto tego powiedzieć.. w końcu moja siostra zamknęła się w sobie. Czy to oznacza, że jej nie kocham? Nie, jest wręcz przeciwnie. Kocham ją i to całym sercem.
Galopowałem w lesie. Moje kopyta uderzały w piaszczystą drogę. Jazda pod siostrą sprawiła, że bardzo dobrze mi to wychodziło. Stałem się luźny. Mój galop był jak w bujanym fotelu, a kłus tak delikatny, że prawie nie wybijałem. Co ta siostra ze mnie zrobiła. Wcześniej biegałem niczym dziki mustang.. bez ładu, żywiołowo i chaotycznie. Teraz ułożony. Jak typowy koń wierzchowy.. nie, nie typowy. Koń nawet do ujeżdżenia.
Z galopu spokojnie przeszedłem do kłusu i zamachnąłem się głową. Potem stęp i typowe „wyciągnięcie nosa” do ziemi. Znowu prychnąłem i dalej stępowałem. Zszedłem ze ścieżki, wkraczając w las. Moje kopyta zanurzały się w wilgotnym mchu. Nie śpieszyło mi się, by wrócić. Nie byłem jednak powolny aż tak bardzo, jak to się wydaje. Po prostu stępowałem.
Moja uwagę jednak przykuło cos lezącego pod drzewem. Zauważyłem to tylko kątem oka, ale od razu odwróciłem w tamta stronę łeb. Było to coś białego.. puchatego. Cos jak królik. Nie mogłem ukryć ciekawości i ze zniżonym łbem zbliżyłem się do stworzonka na odległość kilku centymetrów.
Biały lis o dziewięciu ogonach.. czegoś takiego nie umiałbym nawet sobie wyobrazić. Stanęło to na czterech łapkach ostrząc malutkie ząbki i ostrzopodobne ogonki.  W promieniu słońca, który prześlizgnął się przez liście drzew, zauważyłem lśniące smugi. Czyli płakała. Zbliżyłem łeb i dmuchnąłem powietrzem na istotę, niszcząc jej układ futra.
Potem odsunąłem się i obserwowałem minę zdziwionej lekko lisiczki.
 -  Nie mam złych zamiarów, ale jeżeli ma obecność ci przeszkadza, opuszczę to miejsce. Widzę jednak, że cos się niemiłego w twym życiu stało – odparłem w stronę lisiczki.


(Katarina?)

sobota, 23 lipca 2016

Od Mortem C.D Hadesa

Uśmiechnęłam się delikatnie. Pogładziłam go po poliku. Był dla mnie wyjątkowo miły. Pocałowałam go delikatnie w polik. Położyłam mu ręce na karku. Byłam naprawdę blisko niego. To spowodowało, że się rumienię. Jednak jakoś rumieńce na polikach interesowały mnie najmniej.
-Co chcesz teraz robić?- spytał.
Zastanowiłam się chwile. Było tyle rzeczy do roboty. Jednak sen wydawał się jak najbardziej idealnym pomysłem. Jednak no chciałam z nim zostać. Coś za coś. Dostajesz jedno a drugie zabierają. Bez sensu.
-Teraaaaz to ja bym jeszcze chwilę tu pobyła. A potem coś się wymyśli.- odparłam.
Zasłoniłam sobie usta ręką i ziewnęłam. Zaśmiał się cicho. Jednak dostatecznie bym mogła usłyszeć. Oparłam głowę o jego ramie. Zamknęłam oczy. Przy okazji starałam się nie zasnąć. No bo tak spać na stojąco byłoby niefajnie.
-Niedługo pójdę. I się wyśpię...- powiedziałam.

(Hades?)

Od Katariny C.D Rhysa

Byłam pewna że jasne kwiatki oraz ciepłe kolory to nie moj klimat, dlatego na początku nie byłam zbytnio zainteresowana. Do czasu gdy razem z ksieciem ujzałam dwa łabędzie, dopiero wtedy zdałam sobie sprawe jak swiat moze być piekny. Odeszłam od Rhys,a i powoli podeszłam w strone brzegu, nastepnie kucnełam wyciągając ręke. Nie czekałam długo gdy jeden z łabędzi podpłynął i dotknął czubkiem głowy moją dłoń. Podniosłam kącik ust, nastepnie wstałam a książe byj juz tuż obok.
-wiesz.. Myślałam że bardziej wolisz mroźne klimaty jak i nieco straszne. - oznajmiłam krzyzując rece.
-no a jednak - wzruszyl delikatnie brwiami. Zerknełam na niego od góry do dołu.
-zwykle nie mam dobrych wspomnień z Latem.. - odetchnełam -..ale może bedzie lepiej - dodałam spoglądając na łabedzie pozwalając delikatnemu wiaterkowi bawic sie moimi włosami.
-Musze przyznać ze bardzo tu ładnie. - uśmiechnełam się, udałam niewiniontka.. Szybko sie obruciłam pchając ksiecia do wody.. Niestety ta jego zmiana w cień zaczyna mi grać na nerwach. Pojawił sie za mną a na skutek zgubienia równowagi wpadłam do wody. Nie było zbytnio głeboko.jak usiadłam to siegało mi do brody, jak wstałam, do ud. Książe zakrył usta dłonią.
-a idź ty.. - podniosłam sie i wyszłam z wody.
-nie no.. Moje ulubione ciuchy.. - tsa i co teraz. W tych zimnych i mokrych ubraniach zmuszona byłam do powrotu na zamek. Ale jakos nie miałam ochoty. Zdjełam góre od ubrania pozostawiając samą bielizne górną.
 http://leagueofpictures.altervista.org/wp-content/uploads/2016/01/Katarina-League-of-Legends-Fan-Art-190116-487x550.jpg
-zapomniałam ciutke o twoich mocach - wytłumaczyłam sie dość niechętnie.
Rhys?

piątek, 22 lipca 2016

Od Akane CD Rhysa

Rhys bardzo mnie przestraszył, ale obudził się z uśmiechem na twarzy. Pocałunek jaki złożył mi na dłoni, dał mi znak, że naprawdę ma dobry dzień i na to liczyłam.
- Ubierz się, a ja będę na ciebie czekała na tarasie - Uśmiechnęłam się i wyszłam.
Przygotowałam specjalnie dla niego, a dokładnie mówiąc pomogłam w przyrządzaniu dzisiejszego śniadania. Ostatnim dodatkiem jakiego brakowało to kwiatów, które od razu zerwałam i włożyłam do małego wazoniku. Skryłam się za drzwiami, a gdy był blisko mojego zasięgu, zakryłam mu oczy od tyłu.
- Spokojnie to tylko ja. Zaprowadzę ciebie do miejsca, gdzie zjesz dzisiaj śniadanie. - Zaśmiałam się, a on posłuchał mnie i poszedł za mną. - To tutaj. To jest wszystko dla ciebie - Odkryłam mu oczy i uśmiechnęłam się.

<Rhys?> Wena Akane wyjechała na długie wakacje... Wybacz :**

Od Sansity CD Rhysa

Wszystko znikło a pojawił się pusty sen- sen bez marzeń, sama czarna plama. Podobno podczas takich można się całkiem zregenerować. Czy to prawda to nie wiem.
Gdy się ocknęłam, poczułam spokój i lekki ból przy ranie. Medyk akurat się pochylał nad nią.
-O, panienka się zbudziła. Mamy dobre wieści. Zamknęliśmy ranę dzięki pomocy magii i powinno być już dobrze. Nie ma żadnych śladów ale jeszcze może panienkę boleć.
-To dobrze. Dziękuję. Kiedy będę mogła...?
-Na wieczór- odpowiedział za nim dokończyłam pytać. Uśmiechnęłam się lekko. Dotrzymali słowa i w okolicach zachodu słońca mogłam wrócić do siebie ale i tak trochę bolało w dalszym ciągu. To nic. Z największą przyjemnością zmieniłam ubrania na zwiewną białą suknię przy okazji spoglądając na miejsce, gdzie była rana. Skóra była delikatnie ciemniejsza w tamtym miejscu ale już nie bolało, jedynie przy gwałtowniejszych ruchach lekko szczypało. Rozkoszując się chłodnym powietrzem wyszłam z budynku Dworu i skierowałam się do małej kamiennej altany przylegającej do ogrodów z widokami rozciągającymi się na nie. Wielu mówiło o niej z rozmarzeniem gdy schodziło się na tematy o cudownych widokach. Nie kłamali, krajobraz ogrodów obdarowanych ostatnimi promieniami dnia dawały naprawdę bajeczne widoki.
-Ty tu?- Usłyszałam za sobą znajomy głos. Spojrzałam przez ramię z uśmiechem.
-Wszystko jest w porządku, zlepili ranę i nie ma po niej śladu. Nie, nie boli.

Rhys?

Od Rhysa C.D Katariny

Gdy doszliśmy do celu, postanowiłem przerwać ciszę.
- Patrz. - powiedziałem.
Moim, a raczej naszym celem był jeden z moich ogrodów.
Kwitnący, Ogród, Drzewa, Kwiaty, Altanka 
Dominowały w nim drzewa sakury. Gdy Katarina obejrzała cały ogród, pociągnąłem ją lekko za rękę by pójść na niewielki kamienny mostek. Całość stąd wyglądała jednak jeszcze lepiej, bo...
- Łabędzie przyleciały! - uśmiechnąłem się.
Kwiaty, Jezioro, Łabędzie 
- No i? - zdziwiła się dziewczyna.
- To oznacza, że mamy lato. - mój uśmiech stał się szerszy.
- Ale był już Festiwal...
- E tam, Festiwal. Umowna, kalendarzowa data. - prychnąłem, byłem jednak rozbawiony. - Gdy byliśmy mali, ja i Feyra, zawsze szukaliśmy łabędzi, bo matka nam tak powiedziała, że lato zaczyna się wtedy, gdy są przylecą łabędzie. - zaśmiałem się. 
<Katarina?>

Od Hadesa C.D Mortem

Odwzajemniłem pocałunek i uśmiechnąłem się do Mortem.
- Robisz się coraz śmielsza, moja droga. - szepnąłem do niej.
Dziewczyna zarumieniła się i jej mina stała się znowu trochę niezdecydowana. Zaśmiałem się, patrząc na nią. Gdy podniosła na mnie swoje spojrzenie, uniosłem jej podbródek i spojrzałem jej w oczy. Drugą ręką założyłem jej włosy za ucho.
- To powód do szczęścia, dumy, a nie do smutku. - wymruczałem jej do ucha.
- Nie jestem smutna. - westchnęła Mortem.
- Ale taka się wydajesz. - skwitowałem.
Dziewczyna przewróciła oczami. Zachichotałem i przyciągnąłem ją do siebie.
<Mortem?>

Od Rhysa C.D Akane

Tego dnia obudziła mnie Akane, która weszła do mojej komnaty. Oczy miałem jednak otwarte, gdyż chciałem poczekać na reakcję dziewczyny.
- Rhys wstałeś? - spytała po wejściu.
Stanęła przy moim łóżku i założyła swoje włosy za ucho, aby jej nie przeszkadzały.
- Rhys, wstawaj. - powiedziała ciszej, po czym pochyliła się nade mną.
Moje oczy pozostawały zamknięte.
- Rhys! - krzyknęła, a w jej głosie dało się słyszeć panikę.
Gdy schyliła się, by sprawdzic, czy serce mi bije, zachichotałem cicho, złapałem jej rękę i złożyłem na jej dłoni pocałunek.
<Akane?>

Od Rhysa C.D Sansity

Rzuciłem Sans stanowcze, zdecydowane spojrzenie.
- Ani mi się waż. - warknąłem.
Jej mina była jednak zdeterminowana. Spojrzałem na nią ponuro.
- Nie każ mi tego robić, moja droga. - mruknąłem.
- Czego? - spytała.
- Czegoś, czego wolałabym nie robić.
- Bo?
Przewróciłem oczami, złapałem dziewczynę delikatnie za ramiona i zmusiłem ją, by usiadła.
- Bo nie. - skwitowałem.
- Rhys...
- Zamilcz, Sans. - pokręciłem przecząco głową.
- Ale...
- Powiedziałem zamilcz! - warknąłem.
Dziewczyna zamknęła usta i obrzuciła mnie wściekłym spojrzeniem, co sprawiło, że zdecydowałem.
- Sama tego chciałaś.
- Czego?
- Tego.
Zmrużyłem oczy i wbiłem w nią swoje spojrzenie. Po chwili cień z mojej aury otoczył głowę Sans, sprawiając, że zasnęła. Zanim zdążyła opaść, złapałem ją i ostrożnie ułożyłem, po czym przykryłem kołdrą. Pocałowałem białowłosą dziewczynę w czoło, odgarnąłem jej włosy za ucho i wyprostowałem się.
- Wybacz mi, Sans. - szepnąłem, mimo tego, że nie mogła mnie usłyszeć. - Śpij dobrze.
<Sans?>

Od Katariny C.D Rhysa

Byłam zaciekawiona słowami ksiecia. Hah nie pierwszy i byc moze nie ostatni raz. Ciekawe co mi jeszcze zaprezentuje, nie mogłam sie nie zgodzic. Z uśmiechem i chęcią ruszyłam obok niego, dreszcz znow przeszedl gdy objął moją dłoń. W sumie wiedziałam ze jeszcze sporo zwiedzania.
- co dokładnie chcesz mi pokazac - spytałam zmuszona przez moją ciekawość.
- juz niedaleko - odpowiedział z spokojem. Zerknełam w lewą strone, uwage przykóła bestia która zaraz miała przejść przez mur. Wyciągnełam mały sztylecik, rzuciłam trafiając demona w miedzy oczy, szybko spadł. Bardziej martwiło mnie utrate sztyleciku. Ale zrobi sie nowę. Chwila mineła i pare kroków zanim doszliśmy do celu.
Rhys?

czwartek, 21 lipca 2016

Od Mortem C.D Hadesa

Przyglądałam się temu lekko śpiąca. Jego ramiona mocno mnie otulały. W tych ramionach mogłabym zasnąć. Jednocześnie to mogło być niemożliwe. Spojrzałam na niego. Przyglądał mi się. Uśmiechnęłam się do niego delikatnie. Na więcej przez senność nie było mnie stać. Miałam również ochotę na coś do picia. Coś pobudzającego. Nie chciałam tak szybko iść spać. Kawa byłaby idealnym rozwiązaniem. Tak sądziłam. Bo kawa nie zawsze idealnie rozbudzała. A ja powoli usypiałam na stojąco. Oparta o niego oczywiście. Ziewnęłam. To zmęczenie dawało znaki po sobie.
-Zmęczona?- spytał nagle.
Pokiwałam głową. Pocałowałam go w polik. Uśmiechnęłam się delikatnie. Przetarłam oczy ręką.
-Nie wolisz iść spać?- dopytał.
-Nie nie.- odparłam.
Spojrzał na mnie podejrzliwie. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć zatkałam mu usta pocałunkiem. Zdziwił się. Spojrzałam na niego z uśmiechem.

(Hades?)

środa, 20 lipca 2016

Sofia Larsen z Dworu Nocy!

"I jakże ja wyjdę z tego labiryntu!"

https://1.bp.blogspot.com/-QbB1W35tNE8/V2fFd9sPZ5I/AAAAAAAAY0c/wgbRDG0AY1AQ96bKV-_v4bJqYXFlC2TTQCLcB/s1600/.jpg

Sofia z Dworu Nocy

Od Akane CD Rhysa

Rhys zaproponował mi, że odprowadzi mnie wprost do mojej komnaty. Z miła chęcią przyjęłam jego propozycję. Chwyciłam za jego dłoń której to już nie chciałam puścić. Dzięki cienioogniom mogliśmy zobaczyć jak szliśmy. Korytarzy do przejścia było dużo. Wyglądało to tak, jakby nie miały końca. Trzymałam wciąż jego dłoń, a idąc nie zamieniliśmy że sobą słowa. Każdy z nas krążył myślami w innym świecie. Moja komnata się zbliżała coraz to bliżej, a ja nie chciałam aby on obchodził. Chciałam z nim pobyć jeszcze chwilę wciąż trzymając jego dłoń.
- Dobranoc Akane - Powiedział gdy tylko dotarliśmy do mojej komnaty. Jego dłoń uciekła mi, a ja tego bardzo nie chciałam.
- Miłych snów - Wypowiedziałam gdy go pocałowałam w czoło. Zniknęłam za drzwiami, a on w korytarzu. Wyjebałam za okno na niebo na którym nie było już żadnej chmury burzowej czy też deszczowej. Założyłam piżamę i ułożyłam się do snu, a tuż obok mnie Książe.
«»«»«»«»«»«»«»
Obudziłam się z samego rana wraz ze wschodem słońca. Uczesałam włosy, umyłam zęby i ubrałam się. Książe został w pokoju, a ja poszłam do komnaty Rhysa
- Rhys wstałeś? - Spytałam się wchodząc do środka. Rhys spał, a ja weszłam do niego i stanęłam nad nim. Założyłam włosy za ucho, aby nie przeszkadzały. - Rhys wstawaj- Powiedziałam ciszej tym samy schylajac się niżej jego twarzy.

<Rhys?>

Od Sansity CD Rhysa

-Możesz na mnie polegać w różnych sprawach, na polu walki włącznie- opowiedziałam dopiero po dłuższej chwili. Lepiej dla niego, żeby nie wiedział, że podczas walki z demonem nie użyłam pełni mocy.
-Coś ukrywasz- powiedział najpewniej mi się przyglądając. Otworzyłam lekko oczy z podobnym uśmiechem.
-Zależy co. Powiem to tak: ta ranka teraz to nic. Na 15 urodziny dostałam przepowiednię co do przyszłego życia, którą nie zna nawet mój brat a o nim jest mowa. Sama jest dosyć długa i pokręcona ale ujmę w skrócie: nie umrę póki Papyrus żyje- już nie dodawałam, że jest mi przeznaczona śmierć w walce od jednego brutalnego ataku. Powiedziałam za to kolejna prawdę.- Kocham brata i staram się go chronić nawet nie przez ten los. Praktycznie tylko on mi pozostał.
Wzięłam głęboki wdech i podniosłam się do pozycji siedzącej. Bolało co prawda ale bywały gorsze momenty.
-Cóż, my tu rozmawiamy sobie jak przy herbatce a tyle rzeczy jest jeszcze do zrobienia.
-Chyba sobie żartujesz, że teraz sobie pójdziesz. Świeżo po oberwaniu- powiedział wydając się zaskoczony. Wzruszyłam ramionami.
-Tylko boli, to nic wielkiego. Krew już powinna się zregenerować, rana jest zabezpieczona. Nie widzę problemu- skwitowałam i ostrożnie wstałam. Znaczy chciałam ale Rhys powstrzymał mnie dłonią. Spojrzałam na niego markotnie.

Rhys?

Od Rhysa C.D Katariny

- Co porabiam? - uśmiechnąłem się. - Od kilku chwil przyglądam się tobie.
- Achh... - westchnęła Katarina. - Jak to możliwe, że cię nie widziałam?
- No wiesz... Mogę być też cieniem, nie sądzisz?
Jej policzki lekko się zaczerwieniły, a gdy to spostrzegłem, zaśmiałem się.
- Wciągnęły mnie ćwiczenia. - powiedziała.
- Wiem.
- Jak długo tu stałeś?
- Kilka chwil.
- A dokładniej?
- Kilka chwil. - powtórzyłem i mój uśmiech stał się szerszy, gdy zobaczyłem zirytowaną minę Katariny.
- Aha. - mruknęła.
- Nie no, kilka minut, a co?
- Nic nic.
- To dobrze. Masz teraz jakieś plany?
- Nie wiem... - zastanowiła się. - Nie, niekoniecznie.
- Tak więc świetnie. Chodź. - wyciągnąłem rękę w jej stronę i ująłem jej dłoń. - Pokażę ci coś.
<Katarina?>

Od Hadesa C.D Mortem

Uśmiechnąłem się do Mortem, wyczuwając, że już się bardziej wyluzowała i odprężyła.
- Nie musisz. - powiedziałem.
- Ale jestem i mogę. - odwzajemniła uśmiech.
- Możesz. - powtórzyłem. - Ale nie musisz.
Dziewczyna zachichotała, a po chwili ja przyłączyłem się do jej śmiechu. Założyłem jej kosmyk włosów za ucho i przytuliłem ją do siebie. Przymknąłem oczy i oparłem podbródek o jej głowę. Trwaliśmy tak w ciszy, nawet nie wiem jak długo. Oboje z Mortem nie musieliśmy mówić, wystarczało nam milczenie. Takie jakby nieme porozumienie. Gdy otworzyłem szerzej oczy, już świtało. Z każdą sekundą dźwięki zabawy i rozmów dochodzące ze strony placu cichły.
- Chyba już czas. - mruknąłem.
- Na co? - spytała.
- Na ostatnie powitanie Pierwszej Nocy Lata. - poinformowałem cichym głosem. - Po nim skończy się Festiwal.
Ująłem jej rękę i poprowadziłem ją w stronę placu. Stanęliśmy trochę dalej za tłumem. Objąłem Mortem od tyły rękoma. Po chwili książę Dworu Nocy stojący już przed placem, na podwyższeniu, huknął:
- Ogłaszamy koniec Pierwszej Nocy Lata!
- A zgodnie z tym, lato uważamy za rozpoczęte! - krzyknęła Feyra, która stała obok Rhysa.
Księżniczka i książę ukłonili się publiczności, potem chwilę rozmawiali szeptem, po czym wymienili ukłony, a przez to zakończyli Festiwal. Wraz z nimi ludzie z Dworów i nienależący do nich, zaczęli się rozchodzić.
<Mortem?>

Od Rhysa C.D Sansity

Na słowa Sans zaśmiałem się cicho, jednak w moim śmiechu nie było ani trochę rozbawienia.
- Doceniam to, Sans. - przymknąłem oczy. - Naprawdę. Dziękuję.
- Nie masz za co. - pokręciła głową dziewczyna.
- Ależ mam. - zaprotestowałem. - Mogłaś umrzec.
- Ale żyję.
- Tak, żyjesz. Ale jesteś ranna. A ten bodajże śmiertelny cios miał byc przeznaczony dla mnie.
- Rhys...
- Gdyby mnie zabili, zostałaby im tylko Feyra, i mieliby cały nasz kontynent.
- Ale... Jak... Dlaczego?
- Żeby rządzić czymś tak wielkim jak Pyrythian, czy choćby jego połowa, jak dwór, trzeba być rozeznanym w tych sprawach. Nawet najwyżsi rangą doradcy nie wiedzą, jak to jest być władcą i mieć tak wielką władzę w rękach. Nie poradzili by sobie na dłuższą metę, zwłaszcza, że demonów jest coraz więcej. Niestety, ale większość doradców moich i Feyry widziało demona tylko dwa razy w życiu, i to takiego z tych mniejszych i mniej groźnych. Nie wiedzieliby, jak sobie z takim poradzić. Pewnie wywyższam teraz siebie i Feyrę, ale cóż, taka jest prawda. Ktokolwiek zasiadłby na tronie po mnie czy Feyrze, byłby sam jeden. Dla demonów zabicie go byłoby bułką z masłem. Podzielenie Pyrythianu na więcej części niż dwa, pogorszyłoby sprawę. Musiałby być więc jeden król. Ale o ile nie zabiłyby go demony, zrobiliby to jacyś rządni władzy ludzie. Wychodzi na to, że muszę żyć. Ale, nawet gdybym miał nieskończenie wiele mocy, samego, jedynego mnie też by wykończyli. Codziennie odchodzą od dworu zarówno mojego, jak i Feyry, kolejni ludzie. Uciekają na inne kontynenty lub po prostu wypowiadają nam służbę. Tak, jest garstka ludzi, którzy nie raz widzieli demony i nie raz z nimi walczyli. Ale tu chodzi o ludzi, którzy nie uciekną z pola walki, którzy nie raz zabili demona. Takich jak ty. A jest ich bardzo niewielu. - dokończyłem i uśmiechnąłem się ponuro.
<Sans?>

Od Katariny C.D Rhysa

Spałam jak zabita.. Mam nadzieje ze nie chrapałam. Czułam czasem dziwne i .. No nawet nie wiem jak to opisac. Przebudzilo mnie w koncu swiatło.. Moj pokoj coraz to bardziej stawał sie jasniejszy. Otworzyłam oczka, wszystko było do gory nogami a po policzku sciekała mi gesta ciecz, ale naprawde w niewielkiej ilosci. Tak.. Moja ślina uciekla przy otwartym pyszczku. Starłam łapką po czym zamknełam pyszczek. Rozciagnełam swoje ciałko, nastepnie przewróciłam sie na brzuszek, potem na łapki w ostateczności po przemianie na nogi. Poprawiłam włosy spogladajac przez okno, odeszlam troche podchodzac do łazienki zabierając z sobą moje ulubione ciuchy. Wziełam szybki prysznic, przyszykowałam sie. Jak co dzień... Wyszłam jedynie w ręczniku do kuchni. Postawiłam czajnik na kawe, dopiero po tem sie ubrałam. Włosy wysuszyłam a woda akurat była gotowa. Gdy śniadanko spożyte czas gdzies połazić... Pytanie tylko gdzie. Wyszłam zamykając za soba drzwi.. Niestety zapomniałam swoje bronie, i z powrotem otwierac. Opusciłam w końcu zamek. Doszłam do... Parku? Albo duzego ogródka. W kazdym razie stanełam obok drzewa. Gałezie nie były za wysoko, wystarczyło mocno podskoczyc. Chwyciłam sie jednej z silnej gałęzi, podciagnełam ciało bez problemu, usiadłam a nastepnie poleciałam do tyłu. Ale nie upadłam, ugiełam kolana wiszac głowa w dół. Dłonie połozyłam na tył głowy, potrenowałam brzuszki na wisząco. Podciagnełam sie jedynie za sprawa mieśni brzucha, natomiast gdy luzowałam sie głowa peciała w dół a wtedy przed soba ujzałam ksiecia. Stal przedemna ale wyglad jego twarzy do gory nogami był dosc zabawny.
-o witaj - uśmiechnełam sie zeskakujac z drzewa.
-co porabiasz książe? - zapytałam z usmiechem otrzepujac dłonie.
Rhys?

Od Mortem c.d Hadesa

Uśmiechnęłam się delikatnie. To było naprawdę miłe z jego strony. Nikt mi tak nie powiedział. Co przyspieszyło o trochę bicie mojego serca. Jakby bez powodu. Przynajmniej tak odczuwałam. Spojrzałam na niego. Nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. Poczułam również spokój. Nie bałam się, że odejdzie tak nagle i bez słowa. Pilnowałam się by nie zrobić czegoś głupiego.
-Dziękuję w takim razie.- powiedziałam.
Znów się uśmiechnęłam. Coraz mniej zmartwień. Coraz lepsze samopoczucie.
-Nie ma sprawy.- odparł.
Delikatnie pogładziłam go po poliku. Z każdą chwilą stawałam się coraz bardziej odważna. Tak jakbym miała pewność, że nic mi już nie grozi. Oraz, że będzie mnie lubił. To drugie może tam bardziej. Jednak nigdy nic nie wiadomo.
-Jestem ci naprawdę wdzięczna...- powiedziałam.

(Hades?)

wtorek, 19 lipca 2016

Od Sansity CD Rhysa

Przebity na wylot bok bolał niemiłosiernie. Powoli się budząc, syknęłam czując jak coś jeszcze zaczyna szczypać wokół rany. Obraz z początku był rozmyty i głosy zmieszane co nie ułatwiało zadania ale z czasem dało się wszystko powoli rozróżnić. Kiedy wszystko było nawet rozróżnione, medycy skłonili głowy nowemu przybyłemu. Rhys. Podszedł bliżej nawet nic nie mówiąc bo prześcignął go medyk, chyba ten główny.
-Panienka miała mnóstwo szczęścia, coś co ją tak poraniło trafiło na miejsce bez głównych narządów i tętnic, jednak straciła mnóstwo krwi. Nie jesteśmy pewni czy utrata jej w takiej ilości może zagrażać jej życiu...
Nie dokończył bo książę wskazał drzwi, wyraźnie dając znać żeby wszyscy opuścili to miejsce. Gdy to nastąpiło usiadł na łóżku. Patrzyłam na niego zmęczonym wzrokiem.
-To raczej nie był moment odejścia- powiedziałam trochę rozbawiona cicho bo głośniej nie byłam w stanie.- Wyglądasz jakbym ci napędziła stracha.
-A czemu tak miałoby nie być?
-To tylko jedno marne życie. Może jako cień byłabym trochę bardziej pożyteczna.
-Nie mów tak- mruknął zatykając mi palcem wargi. Przymknęłam oczy. Pomyślałam wówczas o wielu. Rodzinie, przyjaciołach i o nim. Zabawne...
-Ale wiesz, to nie ja miałam dostać tym pociskiem. Stałam tylko na drodze jak zwykła przeszkoda. To ty miałeś być celem.
-Jak? Czemu tak myślisz?
-Bo leciało od ziemi zawyżając lot. Trafiło mnie w bok bo byłam za blisko. To ty miałeś dostać, pocisk przebiłby ci głowę na wylot jak nic. Nawet łatwo było to wyliczyć. A tak... Gaster musiałby się obejść smakiem gdyby żył. Nie ma opcji żebym wtedy dała się minąć. Lepiej tak, żeby taki żywot zakończył istnienie niż gdybyś ty miał- powiedziałam zamykając oczy.- Nawet jeśli jesteś śmiercią, nie dałabym cię zranić. Ot, powiedział żywy szkielet.

Rhys?

Od Feyry c.d Michael'a

Popatrzyłam na Michael'a.
- Teraz. - powiedziałam.
Pstryknęłam palcami, a przez to w stronę nieba poleciał świetlisty feniks, który po znalezieniu się kilka metrów nad głowami wszystkich zebranych na placu, zakrakał, co sprawiło, że ludzie umilkli. Feniks był moim symbolem, toteż tłum przeniósł po chwili spojrzenie, z ptaka na mnie.
- Wyruszamy! - wykrzyknęłam.
Mój krzyk odbił się echem po całym placu i sprawił, że zebrani na nim ludzie zaczęli oddalać się w stronę karawany powozów i do nich wsiadać. Michael chyba nie wiedział, gdzie iśc, więc spojrzałam na niego ponownie i spytałam:
- Jakiś problem?
- Ekhm... - mruknął cicho.
- Powozy dla członków dworu są na końcu karawany. - poinformowałam.
Już miałam się oddalac, ale Michael odezwał się:
- A ty?
- Co ja? - zdziwiłam się i przystanęłam.
- Którym powozem jedziesz?
- Pierwszym. - odpowiedziałam.
Nie czekając na jego odpowiedź, odeszłam do mojego powozu.
<Michael?>

Od Hadesa c.d Mortem

Przekrzywiłem głowę pod wpływem spojrzenia Mortem.
- Cały czas zachowujesz się, jakby coś cię dręczyło. - powiedziałem cicho.
- Wiem. - szepnęła dziewczyna.
- No więc... Czyżby coś cię dręczyło?
- Nie, nic.
- Na pewno?
- Tak, na pewno.
Westchnąłem, zrobiłem krok w jej stronę i ująłem w dłonie jej twarz. Pogładziłem ją palcem po policzku.
- Mortem. - wymruczałem. - Może uznasz me słowa za błahe czy wypowiedziane pod wpływem chwili, ale... Nie zostawię cię. Ja nie mam wiele obowiązków. Pewnie wyda ci się to dziwne, ale ja jestem tylko kuzynem księcia. Nikim więcej. To on podejmuje decyzje związane z demonami czy Dworem Nocy. Ja czasem tylko mu doradzam. - westchnąłem ponownie. - Mortem. - zrobiłem pauzę, by spojrzeć jej w oczy. - Nie zostawię cię. - przymknąłem powieki. - Bo nie chcę.
<Mortem?>

Od Hadesa c.d Crystal

Puściłem Crystal, bo taki był rozkaz Rhysa. Mimo tego, że jest moim kuzynem, jest też moim księciem i powinienem wykonywać jego polecenia.
- No na reiście ! - rzekła lodowato odsuwając się ode mnie i Rhysa - A jak jestem już wolna mogę zrobić to... - powiedziała głaszcząc zabandażowanymi rękami czarne rumaki - No i nic ...Wspomnienia nie wróciły.... Szkoda .... - szepnęła odsuwając się od rumaków - No wiec ... - spojrzała na Rhysa. - Odpowiedz na twe wcześniejsze pytanie brzmi tak .... że ... Nie znoszę szpitali i dlatego szybkim pożegnaniem ruszyłam do wyjścia żeby wyjść z szpitala i tyle .... - odpowiedziała lodowatym głosem.
- I tyle? - spytał książę i uniósł brew.
- I tyle. - powtórzyła Crystal.
- Świetnie. - skwitował Rhys. - Wyszłaś ze szpitala. Ale z zamku już nie wyjdziesz.
- Co...? Ale... Dlaczego?! - krzyknęła zduszonym głosem dziewczyna.
Rhys chciał coś powiedzieć, ale uniosłem rękę, na znak, że chciałbym coś wtrącic. Skinął mi lekko głową na pozwolenie. Zbliżyłem się o krok do Crystal i uniosłem jej podbródek, a tym samym sprawiłem, że spojrzała mi w oczy. Szarpnęła się do tyłu, ale mój uścisk był na tyle mocny, by się nie wyrwała, i na tyle lekki, by nie sprawić jej bólu.
- Dlatego - szepnąłem złowieszczym tonem, wbijając w dziewczynę spojrzenie srebrnoszarych oczu. - Że Rhys jest księciem. Od teraz również twoim.
Pogładziłem ją palcem po policzku i zmrużyłem oczy, patrząc na Crystal.
<Crystal?>

Od Rhysa c.d Akane

Skinąłem lekko głową, wprost niezauważalnie, na znak, że taka odpowiedź mi wystarczyła. Po chwili niezręcznej, niczym nieprzerywanej ciszy, westchnąłem, czym ponownie zwróciłem na siebie uwagę Akane.
- Chodź. - powiedziałem cichym głosem. - Zaprowadzę cię do twojej komnaty.
Wyciągnąłem w jej stronę rękę i ująłem jej dłoń. Odtąd do komnat dziewczyny jest kawałek drogi wieloma korytarzami, a mimo tego, szliśmy nieśpiesznym krokiem. Hall, w którym teraz się znajdowaliśmy, był pogrążony w niezmąconej ciszy. W miarę, jak się posuwaliśmy do przodu, pod wpływem mojego spojrzenia lampy zapalały się, a pochodnie zaczęły palić cienioogniem. Gdy tak szliśmy, mój umysł zaprzątało wiele myśli. Co do wielu rzeczy wahałem się. Także co do Akane. Ta dziewczyna... Niby nieśmiała, a jednak jej czyny świadczyły co innego. Tajemnicza, miała wiele sekretów i niełatwo ufała. Jednak pozwoliła mi zobaczyć inną siebie, tą z serduszkiem na policzku. Z doświadczenia wiedziałem, że nie jest łatwo się przed kimś ''odkryć'', zaufać mu, pokazać coś, czego nie pokazuje się byle komu. Doceniałem to. Jedyne co mnie intrygowało, to ta jej gra. Pozwalała mi się do siebie zbliżyć, po czym odwracała od tego moją uwagę i moje myśli na tyle, że nie przejmowałem się za bardzo jej grą. To takie błędne koło... Rozmyślałem nad tym, próbując ''rozgryźć'' Akane, gdy doszliśmy pod drzwi jej komnaty.
<Akane?>

Od Rhysa c.d Sansity

Gdy Sans zemdlała, wezwałem medyków i pozwoliłem, by ją zanieśli do skrzydła medycznego w moim zamku. Po chwili wahania i niezdecydowania, ruszyłem za nimi. Dotarliśmy na miejsce i medycy oraz uzdrowiciele zabrali dziewczynę do sali. Stanąłem pod drzwiami i oparłem głowę o ścianę. Pewnie zapowiadało się długie czekanie, ale co tam... Skądś wiedziałem, że jest po co. Powinienem myśleć o zdrowiu i życiu Sans, martwic się, a ja po prostu... Błądziłem myślami po różnych tematach, nie dopuszczając do siebie tych najgorszych. Zawsze tak miałem, gdy wydarzyło się coś złego. Wyłączałem się, nie potrzebowałem niczego do życia, potrafiłem zachowywać się jak niematerialny, bezcielesny duch, który nie ma potrzeb i nic nie odczuwa. W tym stanie byłem aż do zakończenia lub rozstrzygnięcia sprawy czy problemu. Tak samo było teraz. Stałem przy drzwiach pod salą, w której leczyli Sans, i nie zadręczałem się tym, co mogło być konsekwencją ostatniego czynu Gastera. Czuwałem z przymkniętymi oczami, dopóty, dopóki jedna z niższych rangą pielęgniarek (może była pomocnicą medyków lub po prostu służką, ale mniejsza o to) nie wyszła cicho z sali.
- Książę? - szepnęła ostrożnie.
- Mmm? - mruknąłem i uniosłem brew w niemym geście zapytania.
- Panienka się obudziła. - powiedziała, a jej twarz nie wyrażała żadnych emocji.
- Oczywiście. - otworzyłem szerzej oczy.
Nie dziękowałem, gdyż ja rzadko dziękuję i moja służba była do tego przyzwyczajona. Byłem śmiercią, Mrocznym Panem i Księciem Zła w jednej osobie, a takowemu wręcz nie wypada dziękować. Usłyszeć ode mnie ''dziękuję'' to wielki zaszczyt. Dziękowałem wysoko postawionym osobom, ludziom, którym chciałem się przypodobać, ale tylko wtedy, gdy chciałem lub byłem w humorze. Dlatego też, gdy pielęgniarka odwróciła się i otworzyła drzwi, by wejść, nic nie mówiąc, odepchnąłem się od ściany i wszedłem za nią do sali.
<Sans?>

Od Mortem c.d Hadesa

Odwzajemniłam pocałunek. Położyłam mu ręce na karku. Dobrze wiedziałam, że zrobił to tylko by mnie uciszyć. Jednak się nie sprzeciwiałam. Nie chciałam. Po chwili odsunęłam się trochę. Przyjrzałam się mu uważnie. To był jedyny taki wieczór. Wieczór, w którym czułam się naprawdę szczęśliwa. Bo Hades raczej później miałby bardzo dużo obowiązków. A potem by zapomniał. Kompletnie. Westchnęłam cicho.
-Coś nie tak?- spytał.
-Nie nie.- odparłam z delikatnym uśmiechem.
Pokiwał głową. Nawet jeśli by zapomniał to ja zapewne bym nie zapomniała. Pomimo tak krótkiej znajomości. To byłam ja. Za łatwo przywiązywałam się do ludzi. Tym bardziej tych, którzy robią coś nietypowego. A odebranie pierwszego pocałunku można zaliczyć pod kategorię "nietypowe". Przyjrzałam się mu dokładnie.

(Hades?)

Od Aidena CD Sansity

- Ta... jasne - odparłem.
Sans lekko się uśmiechnęła.
- Ach, jeszcze jedno. Mogę wiedzieć, jak masz na imię?
- Aiden.
- No, to do zobaczenia, Aiden.
Dziewczyna zniknęła, zostawiając mnie samego. Odwróciłem się i spojrzałem na drzwi, czekając, aż Grillby wreszcie przyjdzie. Po jakimś czasie wyszedł i spojrzał na mnie.
- Sans już sobie poszła? - spytał, szukając jej wzrokiem.
- Miała jakąś sprawę do załatwienia - odpowiedziałem.
Mężczyzna skinął głową. Trochę nieprzyjemnie się czułem, zadzierając głowę do góry, by ujrzeć jego twarz, był on o jakieś czterdzieści centymetrów wyższy ode mnie.
- To zostajesz? - odezwał się po chwili Grillby.
- Chyba nie mam wyboru.
Brunet uśmiechnął się i wpuścił mnie do gospody. Wyszliśmy z kuchni na salę, gdzie stały stoły z krzesłami. Tylko jeden z nich był zajęty. Gospodarz polecił mi, abym dosiadł się do gości. Niechętnie usiadłem na wolnym krześle. Na początku ludzie pytali mnie o imię i tak dalej, potem raczej niezbyt zwracali na mnie uwagi. Przynajmniej mogłem zjeść coś porządnego.

Późnym wieczorem Grillby zaprowadził mnie do pokoiku w piwnicy.
- Nie jest tu najcieplej, ale dzięki kołdrze nie zmarzniesz w nocy - rzekł brunet.
- Muszę spać w tym pokoju? - zapytałem.
- Jeśli nie chcesz zostać złapany...
- Rozumiem.
- To dobrej nocy...
- Aiden.
Gospodarz uśmiechnął się i opuścił pokój. Spojrzałem krzywo na pościel. Wziąłem ją do rąk i trzepnąłem mocno, przez co uleciał z niej kurz. Widzę, że ten pokój nie odwiedzają goście. Chociaż... spałem w gorszych warunkach. Wytrzepałem również poduszkę. Ściągnąłem płaszcz, który następnie powiesiłem na wieszaku obok drzwi. Zdjąłem buty i usiadłem na łóżku.  Rozpuściłem włosy, po czym zdmuchnąłem świecę i położyłem się, nakrywając kołdrą. Szybko się rozgrzałem, dzięki czemu od razu zasnąłem.

Obudziłem się środku nocy. Przewróciłem się na plecy i spojrzałem na mój płaszcz. Chciałem wstać, lecz przypomniały mi się słowa Sans: ,,Tylko nie próbuj myśleć o obrabowaniu go czy innych, masz go szanować. Jeśli nie, to będziesz miał zły czas i żałował, że strażnicy cię nie złapali". Ech... czyli nici z łowów? Nie wytrzymałem jednak. Trudno, na pewno tak szybko się nie zorientują. Założyłem buty, po czym opuściłem swój pokoik. Ruszyłem cicho do sali głównej. Kiedy wchodziłem po schodach, te głośno skrzypnęły. Zatrzymałem się gwałtownie i rozejrzałem się. Nikogo nie było w pobliżu, ale wiedziałem, że jeśli tak dalej pójdzie, wcześniej czy później ktoś mnie nakryje. Postanowiłem przejść po ścianie. Był to dobry pomysł. Zakradłem się do jednego z pokoi. Wyciągnąłem z kieszeni kawałek drutu, który zawsze miałem przy sobie. Przez jakiś czas próbowałem otworzyć drzwi. W końcu mi się udało. Wszedłem do pokoju najciszej, jak mogłem i rozejrzałem się. Na łóżku spał jeden z gości, podróżnik imieniem Eldor. Obok stała mała szafka, a na niej leżało coś błyszczącego. Podszedłem bliżej i przyjrzałem się owej rzeczy. Był to złoty pierścień, nadający się jedynie na grube palce. Wziąłem go do ręki i zacząłem się powoli wycofywać. Nagle mężczyzna coś mruknął. Odwróciłem się i zastygłem w bezruchu. Po chwili ciszy ruszyłem dalej. Opuściłem pokój i po kilkuminutowej zabawie drutem zamknąłem drzwi. Udało się.

Wstałem rano, zadowolony z nocnej wyprawy. Przeczesałem parę razy ręką włosy, które następnie związałem. Założyłem płaszcz i buty. Pierścień dokładnie owinąłem kawałkiem szarego materiału i przepchałem przez mój kucyk, dodatkowo po części zakrywając rzemykiem, żeby nie spadł. Wyszedłem z pokoju i poszedłem na górę. Tam zastałem stojącego przy ladzie gospodarza. Mężczyzna widząc mnie uśmiechnął się.
- Witaj, Aiden - rzekł, gdy do niego podszedłem. - Wyspałeś się?
- Tak - odparłem.
Porozmawialiśmy jeszcze przez chwilę. W zasadzie najwięcej Grillby mówił, ja jedynie odpowiadałem krótkimi, pojedynczymi zdaniami.
- Masz gościa, Aiden - odezwał się nagle brunet.
Odwróciłem się i ujrzałem siedzącą przy jednym stoliku Sans. Pomachała do mnie i zachęciła do podejścia. Podszedłem do niej i usiadłem na krześle naprzeciwko.
- I jak? - zapytała, uśmiechając się lekko.
- Co ,,jak"? - odparłem.
- Jak ci minęła noc?
- Normalnie.
Nagle ze schodów zszedł jakiś mężczyzna. Podszedł do Grillby'ego i rzekł:
- Ale mam pecha!
- Co się stało? - spytał zaciekawiony gospodarz.
- Zgubiłem mój pierścień. Kiedy wróciłem pijany do pokoju i kładłem go na szafce, to chyba spadł on i się gdzieś potoczył.
- Może ktoś go ukradł?
- Przecież drzwi były cały czas zamknięte!
Dziewczyna uważnie słuchała. Ja również, jednak niezbyt mnie interesowała rozmowa. Po chwili białowłosa złapała mnie za ramię.
- Niczego wczoraj nie ukradłeś, prawda? - zapytała poważnie.
- Jasne, że nie ukradłem - odparłem. - Przecież mówiłem wczoraj, że nie będę kraść.
Sans przyjrzała mi się podejrzliwym wzrokiem. Moja twarz, jak zwykle, pozostawała obojętna. W końcu się odezwałem:
- Jak chcesz, to możesz sprawdzić moje kieszenie.
Ściągnąłem płaszcz i podałem go dziewczynie. Ta zmierzyła go wzrokiem i zaczęła przeszukiwać. Chwilę później, lekko zawiedziona, oddała mi go.
- A inne kieszenie?
Wstałem i wyciągnąłem na wierzch wnętrza kieszeni od spodni. Kiedy Sans skinęła głową, schowałem je do środka i z powrotem usiadłem. Mimo to dziewczyna nadal nie chciała mi ufać. Przewróciłem oczami, a następnie zdjąłem buty.
- Je też możesz sprawdzić - oznajmiłem.
Sans wzięła buty, odwróciła podeszwą do góry i zaczęła nimi trząść. Z żadnego nic nie wypadło. Dobrze, że ten drut, który rano schowałem do buta się tam trzyma. Białowłosa chciała do jednego z nich włożyć rękę, aczkolwiek powstrzymała się, kręcąc głową. Oddała mi buty.
- I co? Wierzysz mi? - spytałem, zakładając je i sznurując.
- Tak - odpowiedziała trochę niechętnie.
Nagle podszedł do nas Grillby.
- Słyszeliście tą rozmowę - rzekł poważnie. - Czy masz coś z tym wspólnego, Aiden?
Pokręciłem głową.
- Sprawdziłam go - oznajmiła Sans.
- A jego pokój?
Dziewczyna gwałtownie wstała i  szybko powędrowała do miejsca, gdzie spałem. Podążyłem za nią, a Grillby wrócił do swych obowiązków.

Po pół godzinie Sans wyprostowała się i westchnęła.
- Tu też nic - oznajmiła.
- Teraz mi wreszcie wierzysz? - zapytałem.
- Nie mam innego wyboru.
Moja twarz była obojętna, aczkolwiek w duchu cieszyłem się, że wreszcie da mi spokój. Jeśli całkiem mi uwierzy, to wtedy będę mógł spokojnie sprzedać ten pierścień. Na pewno jest on coś wart. Sans jeszcze raz rozejrzała się po pokoiku. Nagle zastanowiło mnie, po co ona w ogóle odwiedziła gospodę.
- Czy mogę znać powód, dla którego tu przyszłaś?
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Hm?
- No wiesz... chyba nie przyszłaś do gospody tylko po to, by mnie zobaczyć. Raczej kryje się za tym jakiś powód.

<Sans?>

Od Rhysa c.d Katariny

Wyszedłem z komnaty, gdy tylko dwórka dała mi spokój. Jako cień kręciłem się korytarzami po całym zamku, bez celu, niczym zjawa czy też jeden z moich niematerialnych cienistych sług, a moje myśli krążyły po różnych tematach. Szukałem czegoś... Sam nie wiem czego. Chyba spokoju, wewnętrznego zrozumienia, czegoś, co doradziłoby mi i ułatwiło dobry wybór. Oczywiście, miałem doradców - ale ludzie się mylą. Ja również się mylę. A co do pewnej kwestii, nie chciałbym popełnić błędu czy podjąć złej decyzji. Każdy wybór, nawet najlepszy, i tak ciągnie za sobą konsekwencje. Jednak w tym przypadku nie mogłem wybrać źle. Czułem się cały czas pod presją, zwłaszcza gdy dwór domagał się wyboru. Chodziłem tak po zamku,  a gdy nagle zatrzymałem się, był już późny wieczór. Istniało kilka osób, które potrafiły mnie pocieszyć... Jednak ja chciałem teraz spotkać się z właśnie tą. Stanąłem przed drzwiami do jej komnaty i zapukałem lekko. Gdy nie odpowiedziała, popchnąłem ostrożnie drzwi i wślizgnąłem się przez szparę do pomieszczenia. Katarina-lisek spała na łóżku. Zamknąłem za sobą drzwi, i po oparciu się o nie plecami, popatrzyłem na nią spod przymkniętych powiek. Nie potrafiłem odczytać wyrazu jej pyszczka, więc przeniosłem wzrok na okno naprzeciwko mnie. Westchnąłem i nagle opamiętałem się - szybko rzuciłem na nią spojrzenie, czy aby się nie obudziła. Spała dalej. Odetchnąłem z ulgą, odepchnąłem się od drzwi i zbliżyłem do śpiącej lisiczki. Pogładziłem ją lekko po futerku na grzbiecie. Pozwoliłem sobie chwile ją głaskac, po czym wyszedłem z jej komnaty.
<Katarina?>

Od Sansity CD Aidena

Rozbawiał mnie jego wzrok gdy czekał na odpowiedź. Koniec końców, odpowiedziałam może trochę psując sobie uciechę.
-Zgoda. Pomogę ci ale stawiam jeden warunek- powiedziałam spokojnie nie spuszczając z niego wzroku.
-Ach tak? Jaki?
-Nie próbuje swoich sztuczek i zero prób kradzieży. Rozumiemy się?
-Dobra, tylko zaprowadź mnie w to miejsce- jego determinacja, która wręcz raziła, spodobała mi się. Ledwie wstaliśmy, pstryknęłam palcami i teleportowałam nas na tyły małej gospody. Zapukałam i wyszedł ku nam właściciel, mój dobry znajomy. Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Witaj Sans, co cię sprowadza na tyły a nie do środka?
-Nowego kolegę przyprowadziłam- odparłam wskazując na chłopaka obok. Został zmierzony wzrokiem.
-Co się stało?
-Jakaś afera i szukają go. Mógłbyś go u siebie zatrzymać na jakiś czas? Jestem przekonana, że z chęcią będzie robił wszystko o co go poprosisz żeby tylko mógł tu być ukryty.
-W piwniczce akurat potrzebuje pomocy przy rąbaniu drewna na wieczory, jest tam mały pokoik. Jak będzie pracował to posiłki też się da załatwić, bo nie mam kiedy zająć się drewnem a syn jest chory... Zaraz wrócę, mam gości, wy się zastanówcie- powiedział i zniknął w środku. Spojrzałam na chłopaka ponownie.
-Grillby jest w porządku, poza tym jest mi coś winien. Poza tym, praca przy rąbaniu drewna nie jest aż tak ciężka, nie ma sezonu na nocujących gości. Co najwyżej musiałbyś tylko na wieczorne posiłki rąbać i tyle. Decyzja należy do ciebie. Albo zostajesz tu albo działasz na własną rękę.
-To już wolę tu- mruknął.
-To jak wróci powiesz mu to. Ja za to spadam, muszę załatwić coś innego.
Odwróciłam się do niego żeby znowu się teleportować jednak przypomniało mi się coś. Odwróciłam się do niego ponownie.
-Tylko nie próbuj myśleć o obrabowaniu go czy innych, masz go szanować. Jeśli nie to będziesz miał zły czas i żałował, że strażnicy cię nie złapali- dodałam ciszej ostrzegawczo przed zniknięciem.

Aiden?

niedziela, 17 lipca 2016

Crystal C.D Hadesa

Po wydostaniu się z pokoju i pożegnaniu się z dziwnymi osobami, którzy mnie odwiedzili ruszyłam szpitalnym korytarzem szukając wyjścia z budynku.Oczywiście zostawiałam za sobą zamarznięta rosę na ścianach i zimny chłód.Gdy naroście znalazłam wyjściem i chciałam wyjść to wtedy dwa czarne rumaki ,które z nitką się polazły, stanęły przed de mną torując mi drogę ucieczki.Oczywiście lekko zaskoczona odsunęłam się o trzy kroki do tyłu i po chwili stanęłam patrząc na nie, wtedy właśnie zobaczyłam wspomnienie z dzieciństwa.Leżałam  na łące cała podrapana, roztrzęsiona,rozpłakana to było wtedy gdy uciekłam z domu,w którym zobaczyłam martwe pocięte zwłoki rodziców.Wystraszona uciekałam przez las docierając  właśnie na ta łąkę na której w cieniej nocy obok mnie pojawiły się właśnie identyczne rumaki.Zaciekawiona tak jak teraz wyciągam rękę żeby je pogłaskać i wtedy ....Wspomnienie się urywa tak jak teraz .... Bowiem teraz gdy chciałam rumaków dotknąć,ktoś mnie złapał za ręce. Próbowałam się wydostać,lecz owa osoba była sina ode mnie,wiec przestałam się szarpać i spokojnie stanęłam właśnie wtedy owa osoba szepnęła mi do ucha ...
~ Gdzie?
-,, OH...NIE...to znowu ten koleś ...!...A gdzie twój przyjaciel co ?''-Rzekłam w myślach obracając oczami 

Po tych słowach przybył ten drugi koleś chyba przyjaciel tego, który mnie trzymał bardzo mocno za ręce. Podszedł do mnie nieśpiesznym krokiem i wbił we mni gniewne spojrzenie mówiąc wtedy do mnie...

  - Gdzie się wybierasz, hm...? - zapytał zdenerwowany. - Gdzie ci się tak śpieszy, kochana?- dodał

- [...] - Nie odpowiedziałam tylko po prostu grzecznie stałam patrząc na niego grzecznie- O wilku mowa !- rzekłam w myślach

- Mam tego dość !...Jeśli teraz nie odpowiesz na me pytania porozmawiamy inaczej !- rzekł nadal zdenerwowany

- N-Niech pan się tak nie denerwuje bo żyłki pany pękną...- lekko ale lodowato zaśmiałam się

-Cooooo!!!...Ty.....- mówił zdenerwowany ale mu przerwałam
-Ciiiii....- uśmiechnęłam się - Jeśli chcesz usłyszeć ode mnie odpowiedzi to najpierw niech on mnie puści ! - rzekłam

-Nie ma mowy ! -rzekł ten który mnie trzymał - Znowu uciekniesz ! - dodał

-O-b-i-e-c-u-j-e  że nie ucieknę i grzecznie postoję odpowiadając na wasze pytania - rzekłam słodko

- Dobrze - rzekł fioletowo oki uspakajając się
-Co ?-zaskoczył się ten który mnie trzyma
-Puści ją ..! - powiedział stanowczo fioleto oki
- Ale ....!-powiedział zaskoczony ten który trzymał mnie
 -Mówiłem coś ! - powiedział groźnie
-No dobrze - powiedział i mnie puścił
-No na reiście ! - rzekłam lodowato odsuwając się od owych osób -A jak jestem już wolna mogę zrobić to... - rzekłam głaszcząc zabandażowanymi rękami czarne rumaki - No i nic ...Wspomnienia nie wróciły....Szkoda ....- szepnęłam odsuwając się od rumaków - No wiec ...- spojrzałam na mężczyznę który zadał mi pytanie -Odpowiedz na twe wcześniejsze pytanie brzmi tak .... że ...Nie znoszę szpitali i dlatego szybkim pożegnaniem ruszyłam do wyjścia żeby wyjść z szpitala i tyle ....-odpowiedziałam lodowato

(Hadesa And Rhysand.?)










 

Od Aidena CD Sansity

Dziewczyna zniknęła, zostawiając mnie samego. Spojrzałem na swoje dłonie. Niektórzy są dziwni. Wyszedłem z bocznej uliczki, starając się wtopić w niezbyt wielki tłum. Nie było to takie trudne. Co jakiś czas rozglądałem się w poszukiwaniu jakiejś dobrej kryjówki, nic jednak nie przykuwało mojej uwagi. Nagle ktoś na mnie wpadł. Odwróciłem głowę i spojrzałem chłodno na niewiele niższego ode mnie chłopca. Mały brunet z ledwo widocznym zaskoczeniem przez chwilę przyglądał mi się, po czym pobiegł dalej. Podążyłem wzrokiem za nim. Wtem chłopiec znowu na kogoś wpadł. Tym razem był to jeden ze strażników. Malec począł coś do niego mówić, przy czym gorączkowo gestykulował. W pewnym momencie spojrzał na mnie. Poprawiłem swój kaptur i szybkim krokiem ruszyłem przed siebie. Myślałem, że odpocznę, a tu nagle jakiś smarkacz wydał mnie. Gdy tylko usłyszałem krzyki strażnika, zacząłem biec. Wbiegłem w mniejszą uliczkę, gdzie budynki stały bliżej siebie. Powinno się udać. Skoczyłem i gdy miałem wylądować na ścianie, wpadłem na kogoś. Rozproszyło mnie to, przez co wróciłem na ziemię. Kaptur spadł mi z głowy, jednak nie to mnie zdenerwowało. Spojrzałem na osobę, która śmiała mi przeszkodzić w ucieczce. Była to tamta dziewczyna, Sans, czy jak jej tam.
- To ty - powiedziałem chłodno, wstając. - Co ty, do diaska, tu robisz?
- Spaceruję - odparła spokojnie białowłosa. - Następnym razem patrz, gdzie biegniesz.
Chciałem jej coś powiedzieć, aczkolwiek przerwały mi krzyki. Odwróciłem się i dostrzegłem biegnącego ku mnie strażnika. Rzuciłem dziewczynie gniewne spojrzenie. Ona to specjalnie zrobiła! Chyba się naprawdę nudzi. Ruszyłem pędem na główną ulicę. Przebiegłem kilkadziesiąt metrów i udałem się na kolejną mniejszą uliczkę. Zrobiłem to samo, co wcześniej, gdy jeszcze byłem skuty kajdankami, czyli schowałem się za rogiem, a kiedy strażnik również wybiegł, szybko wróciłem. Nagle zatrzymałem się. Przede mną było dwóch mężczyzn ubranych w mundury. Spojrzałem w górę. Na dachu niewielkiego budynku siedziała Sans. Z zaciekawieniem przyglądała się całej sytuacji. Zakląłem pod nosem. Skoczyłem na ścianę, po czym - z pomocą mocy - zacząłem odbijać się od jednego budynku do drugiego, co chwilę zmieniając nasilenie grawitacji. Dzięki temu szybciej się przemieszczałem. Nagle coś złapało mnie za nogę. Spojrzałem w dół na wyższego mężczyznę, który trzymał gruby łańcuch. Magia? Tak łatwo się nie dam! Zwiększyłem grawitację, przez co przywarłem do ściany. Nie chciałem zostać ściągnięty na ziemię. Facet ciągnął za drugi koniec łańcucha, ale na darmo. Popatrzyłem na białowłosą, stojącą jakieś trzy metry nade mną. Niezbyt się wychylała, dzięki czemu ci z dołu zapewne jej nie widzieli. Miałem wrażenie, że dobrze się bawi.
- Może byś tak mi pomogła? - zapytałem oschle. - Przecież lubisz pomagać uciekinierom.
- A mówiłam coś takiego? - odparła Sans. - Poza tym, wolę się zbytnio nie mieszać.
Wtem chwyt łańcucha poluźnił się. A to czemu? Szybko wykorzystałem ten moment. Pozbyłem się łańcucha, a następnie szybko wskoczyłem na dach budynku, naprzeciwko dziewczyny.
- Uciekł nam! - krzyknął ktoś z dołu. - Jak mogłeś mu pozwolić?!
Krzyki stały się cichsze i mniej wyraźne. Przez jakiś czas wpatrywałem się ponuro w białowłosą. Tamta z lekkim zaciekawieniem przyglądała mi się. Jedyne, co mogło mnie uratować na dłuższą metę, to dobra kryjówka. Tylko nie wiedziałem, gdzie jej szukać. Może ona mi pomoże? W końcu zacisnąłem pięści i powiedziałem stanowczo:
- Chcę, abyś pomogła mi znaleźć kryjówkę.
- Wybacz, ale nie wypełniam rozkazów ze strony poszukiwanego przez straż kolesia - odparła obojętnie dziewczyna.
Przygryzłem wargę. Mogłem się tego spodziewać.
- To nie jest rozkaz... - zacząłem. - To prośba.
- Prośba? A gdzie to magiczne słowo?
Co za dziewucha! Nie można tego załatwić po ludzku?
- Proszę - powiedziałem po dłuższej chwili.
- Hm? O co mnie prosisz?
Jeszcze mocniej zacisnąłem pięści. Moje włosy lekko zafalowały na wietrze.
- Proszę o pomoc w znalezieniu dla mnie kryjówki. Musisz znać to miasto. Poza tym, dzięki teleportacji nie powinno to zająć długo.
Twarz Sans nie była już taka obojętna, jak wcześniej. Nadal jednak pozostawała spokojna.
- No, dobrze... zastanowię się.
,,Zastanowię się"... Ona to specjalnie robi...
- To proszę, abyś się szybko zastanawiała.

<Sans?>

sobota, 16 lipca 2016

Od Akane CD Rhysa

Nie lubiłam, gdy ktoś mi współczuł, ale przyzwyczaiłam się do tego. Gdy tylko chciałam coś dodać Rhys mnie pocałował po czym się odsunął i przekrzywił głowę, po czym powiedział.
- Akane... Czy... Czy gdyby teraz, po poznaniu mnie, ojciec kazał ci dołączyć do jakiegoś dworu, i gdybyś miała wybór, dołączyć lub nie, bez konsekwencji... Dołączyłabyś do Dworu Nocy...? - Spytał się cichym głosem, a ja nawet nie zastanawiając się co odpowiedzieć, odpowiedziałam.
- Wiesz ogólnie to miałam dołączyć do Dworu Dnia, ale sprzeciwiłam się swojemu bratu bo chciałam poznać osobę, którą kiedyś poznałam będąc mała. Twój ogród odkryłam mając sześć lub siedem lat. Zawsze skradałam się tam pod postacią kota, dlatego nikt nie zwracał na mnie uwagi. Prawie nikt. W ogrodzie napotkałam się na rodzinę. Ojciec, matka i ich córka z synem. Ich córka wzięła mnie na ręce i zaczęła się ze mną bawić, przebierając w różne rzeczy dla lalek, ale chłopiec mnie uratował z jej sideł. Wziął mnie na ręce, zaczął głaskać po głowie, bawił się ze mną, a na sam koniec pożegnał się ze mną. Tego dnia nigdy nie zapomnę, bo był najlepszym dniem w moim życiu. - Uśmiechnęłam się. - Omijając to i wracając do twojej odpowiedzi, to bym dołączyła, a na milion procent, gdybyś mnie ochronił przed burzą - Zaśmiałam się.

<Rhys?>

Od Akane CD Sansity

Co prawda nie wiedziałam jak mogłabym znaleźć Azulę, ale miałam pewnego asa w rękawie, a był nią Książe. Musiałam polegać na jego węchu i zmyśle, ale też i mogłam polegać na swoich papierowych samolocikach. Nie upłynęło nawet dziesięć minut, a Książe wiedział gdzie jest Azula. Sans siedziała na jakimś uboczu. Książe podbiegł do niej jak tylko ją zobaczył i poczuł kość jaką ma w swoim rękawie.
- Dzień dobry Azula-chan - Uśmiechnęłam się i przysiadłam tuż obok niej. - Co będziemy dzisiaj robić? - Spytałam się, kierując tym samym na nią wzrok.

<Sans?>

Od Sansity CD Aidena

Przechodząc po obrzeżach miasta było głośno, że jakiś kolejny demon się pojawił gdzieś dalej. Z czystej ciekawości, teleportowałam się w pobliżu ale zamiast mieć widok na potwora, zauważyłam bryczkę więzienną. Przewróciła się a z niej po dłuższej chwili wypadł złapany. Cwaniak zabrał coś od nieprzytomnego kawałek dalej strażnika i uciekł. Widocznie inny strażnik go zauważył gdy tylko zabito potwora.
-To wygląda na niezłą zabawę- mruknęłam do siebie wesoło i teleportowałam się ślad za uciekinierem. Do miasta, mądrze. Widziałam jak się ukrywał i uciekał, do momentu kiedy zgubił całkiem strażnika. Wyszedł uradowany i chciał pójść pewnie do schronienia, gdyby nie nagłe szukanie czegoś po kieszeniach. Znaczny kawałek za nim, podeszłam po pewna rzecz, która leżała na ziemi. Ach, zgubił klucze. Widocznie połapał się, że jestem na horyzoncie i że mam jego rzecz. Powoli podszedł do mnie na bezpieczna odległość starając się ukryć twarz. Nic tego, skoro widziałam go w czasie pościgu.
- Em... te klucze należą do mnie i chciałbym je dostać z powrotem.
-Na twoim miejscu nie ukrywałam tego, co już zostało zauważone- odparłam wzruszając ramionami. Sięgnęłam po jego dłonie i ignorując głosy sprzeciwu, odkryłam kajdanki po czym je usunęłam właściwym kluczem.
-Po co to zrobiłaś?
-Z nudów, nie mam nic lepszego do roboty. Na przyszłość nie daj się złapać- dodałam sucho po czym się odwróciłam na pięcie i nie patrząc na niego, machnęłam mu ręką.- Gdybyś potrzebował pomocy, pytaj o Sans.
Po czym się teleportowałam stamtąd.

Aiden?

Od Sansity CD Akane

Kiedy tylko wróciłam do siebie, od razu padłam do łóżka zasypiając z miejsca. nawet nie wiem jak długo spałam, bowiem obudziłam się kiedy słońce już górowało. Szybko się ubrałam i zjadłam coś po czym wyszłam. Zasadniczo było trochę chłodno ale pogoda dopisywała bardziej niż wczoraj. To był plus.
Znając życie, Akane już dawno była na nogach więc nie miałam pomysłu co by zrobić. A czy mówiłam jej gdzie mieszkam? Chyba to przeoczyłyśmy. Zostało tylko mieć nadzieje, że wpadniemy na siebie ponownie. Usiadłam sobie gdzieś na uboczu pogrążona w myślach. Wyrwało mnie radosne i znajome szczekanie. Od razu zmaterializowałam małą kość na widok biegnącego Księcia. Przywitał się po psiemu i w nagrodę dostał smakołyk. Zadowolony usiadł obok, pogłaskałam go.
-Wie u kogo może dostać kosteczki- powiedziałam rozbawiona kiedy Akane się zjawiła. Uśmiechnęłam się- i dobry, tak poza tym.

Akane?

Od Sansity CD Rhysa

Wraz ze zbliżaniem się do demona, wszystko wokół wydawało się pełne... błędów. Krajobraz ulegał rozmyciu, drzewa zmieniały swoje położenie i kształt *coś jak błędy w grach*. W końcu dotarliśmy. Nieopodal pełzał on. Rhys odwołał konie a ja go zaczęłam otaczać kośćmi. Uśmiechnęłam się słabo.
-Lepiej żebyś nie widział tego. Tak będzie lepiej- po czym całkiem mu zamknęłam widok ale miał dostęp do światła i powietrza. Mając pewność, że jest już całkiem bezpieczny, odwróciłam się.- Cześć kreaturo.
-Już myślałem, że sam będę musiał po ciebie lub brata iść- odparł zniekształconym głosem odwracając się. Asgore nie kłamał. Wyglądał jak szkielet z dwoma szramami biegnącymi po czaszce
a sam był jakby cieniem czy breją. I te dłonie. Miały ogromne dziury. Za nim zmaterializowały się 6 innych dłoni a każda z nich mająca dziurę, posiadała inny kolor- dusze.


-To jak? Nie przywitasz swojego ojca?
-Jakiego ojca? On zginął dawno a ty jesteś tylko demonem, Gaster. Gotowy na ponowne zniknięcie?
-Że ty mnie pokonasz? Oj Sans, jeszcze się nie nauczyłaś? Jesteś za słaba dla mnie.

Gdyby ktoś chciał bardziej sobie wyobrazić walkę, zapraszam od 4 minuty

-Problem leży po twojej stronie. Nigdy nie widziałeś do czego jestem zdolna- mruknęłam a oko już zaczęło się świecić. Jego oko również lewe zaczęło się świecić na niebiesko a prawe na czerwono. Rozejrzałam się kątem oka po krajobrazie- piękny dzień dziś mamy. Kwiaty kwitną, ptaki śpiewają. W taki dzień jak ten, demony takie jak ty, powinny zginąć ze świata.
-Tak? To pokaż, że dasz radę. Chyba, że wolisz, żebym poszedł po Papyrus'a.
-Ani mi się waż- syknęłam i posłałam w jego kierunku kości. Ledwo ich uniknął. W odpowiedzi posłał żółtą duszę, która zaczęła strzelać pociskami w tym kolorze. Dusza strzelca. Zrobiłam unik w bok i przywołałam Gaster Blaster, który swoim laserem zatrzymał pocisk. Kolejny strzał posłany w stronę Gaster'a uniknął rozpływając się w powietrzu, by się pojawić kila metrów dalej. Wszystkie jego dusze się pojawiły i łącząc swoją moc, strzeliły ogromnym pociskiem w moją stronę. Teleportowałam się w powietrzu ale pocisk był inteligentny, podążył za mną. Spadłabym gdyby nie Gaster Balster, na którym stanęłam. Udało mi się rozbić pocisk na mniejsze części ale dalej leciały w moją stronę. Kości zostały wykorzystane jako bariera przez co pocisk nie spełnił swojej roli. Kolejnymi kości  cisnęłam w stronę demona, który wysłał żółtą duszę wysyłająca serię strzałów. Niestety, przebiły strzały moje kości, więc ponownie musiałam się teleportować unikając ostrzału. W końcu gdy znalazł się idealny moment, teleport i kością przebiłam, rozwalając żółtą duszę. Wściekł się nie dowierzając. Strzelił do niego laser jednak użył zielonej duszy, która okryła go i pozostałe 4 dusze tarczą. Gdy strzał został przerwany, oddalił tarczę z siebie i zamknął mnie w niej. Tarcza zaczynała się zmniejszać a dusza była zaciśnięta. Nie przemyślał, że moje kości, mogą powstrzymać kurczenie się a nawet poszerzyć pułapkę, przez co została ona zniszczona łącznie z duszą. Wpieniony wysłał niebieską i błękitną duszę- grawitacji i splotu. Przywołałam nową fale kości ale tamte je ominęły przy tym, błękitna złapała mnie za nadgarstki a niebieska w formie wręcz latającej piły, chciała mnie trafić. Cudem uniknęłam a wykorzystując fakt, że niebieska się wraca, przecięła mi więzy, co prawda przy tym rozcinając mi skórę. Wysłał pomarańczową duszę, która zaczęła chwilami iskrzyć. Nie wiedziałam co ona robi, gdyby nie wybuchy z tyłu, które uniknęłam teleportem. Więc działała podobnie do żółtej. Kolejne uniki uratowały od wybuchu i już miałam pomysł jak pozbyć się uciążliwej. Kiedy aktywowała kolejny pocisk, jeszcze biały wzięłam i teleportowałam się z nim do niej rzucając na nią pocisk. Wybuchł i zniszczył pomarańczową. Wraz z tym, szrama biegnąca nad prawym okiem, zaczęła pękać. To był znak. Znak, że to ponad jego siły. Jednak nie zamierzał się poddać i wysłał różową duszę. Strzeliłam do niej z lasera ale ta cwana, sklonowała promień i posłała od siebie różowo-czarny pocisk, który zderzył się z moim błękitno-białym. tak samo po przywołaniu kości, "zrobiła" swoje i wszystkie zostały zmiażdżone. Kolejny pomysł. teleportowałam się za nią i otoczyłam gronem Gasterami Blasterami. Jednogłośnie strzeliły w nią i nawet kiedy otoczyła siebie tarczą, nie była w stanie przeżyć tego. Tym samym pozbyłam się jej a pęknięcie u demona się pogłębiło.
-Nie wiesz, co za uczucie zostać pozbawionym istnienia- warknął i strzelił z czerwonej duszy. Zrobiłam krok w bok. Przywołał swoje zniszczone Glastery Blastery i czarno-czerwonym promieniem krzyknął- Bez pomocy!
Teleportowałam się unikając strzału. Dwa lasery połączyły się w jeden duży i ponowił strzał.
-Wygnany!
Strzał wyglądający na ogromny i śmiercionośny, tak naprawdę został zatrzymany przez wirującą w powietrzu kość na wzór tarczy. Cichy szum z tyłu zwrócił uwagę. O, kolejne małe lasery. Z nimi, pęknięcia się powiększyły u Gaster'a.
-Zapomniany!
Gdy wszystkie strzeliły, mój jeden ogromny laser został przywołany i zatrzymał strzał. Gdy się odwróciłam do niego, opadł na niby kolana zrezygnowany a ostatnia czerwona dusza została zniszczona. Pęknięcie było całkiem ogromne. Teleportowałam się przed niego.
-Ja nie mogę wrócić.
-Jesteś demonem. To ojciec chciał wrócić, ty nie masz prawa. Zniknij swoim istnieniem- odparłam chłodno mierząc go.
-Jesteś pewna?- Usłyszałam świst z tyłu. Zanim jednak zdążył, szybciej przebiłam go na wylot kośćmi. Jego pocisk zatrzymał się kilka centymetrów od mojego karku. Wzruszyłam ramionami widząc jego wyraz.
-Takie jest życie Gaster. Nie pozwolę ci zniszczyć tego co mi drogie.
Po czym zniknął rozsypując się w drobny mak. patrzyłam na kupkę przez kilka sekund i odwróciłam się do Rhysa, od którego odwołałam tarcze kości. Uśmiechnęliśmy się do siebie, w tym ja zmęczona.
-Nic nie widziałem ale chyba sobie ładnie poradziłaś.
-pewnie. To był tylko demon. nie mój oj...- nie dokończyłam. Słysząc świst z tyłu, odwróciłam się i to był błąd. Czarny pocisk zmaterializował się z kupki pyłu i z nadzwyczajną szybkością poleciał w moją stronę. Zdążyłam się tylko odchylić ale pocisk przebił mi bok na wylot a gdy tego dokonał, zniknął jak jego właściciel. Osunęłam się na ziemię trzymając za obficie krwawiącą ranę. Rhys znalazł się tuż obok. Poczułam jak mnie łapie.
-Nie waż się zasnąć Sans- mruknął chyba przerażony wołając konie. 
-Puk puk.
-Sans nie...
-Puk puk. Odpowiedz- poprosiłam go.
-Kto tam?
-Sans.
-Jaka Sans?
-Sans, która wykrwawi się wkrótce na śmierć- uśmiechnęłam się słabo. Konie nie zdążą przybyć na czas. Garstką sił teleportowałam nas do Dworu ledwo widząc. Słyszałam już tylko stłumione głosy, które nie byłam w stanie rozróżnić a oczy zaczynały się powoli zamykać.

Rhys?

Od Katariny c.d Rhysa

Zasypiajac w ramionach ksiecia, moglam wreszcie w spokoju i bez zmartwien zasnac. Tak cudownie sie czulam.. Tego ciepła no po prostu sie nie da opisac. Nie spałam jednak długo. Pewnosci nie mam czy dlugo czy nie jednak obudzil mnie dobrze znany chlód. Otworzyłam ledwo swoje lisie oczka, pierwsze co ujrzałam to to ze znow jestem sama, natomiast okno jest otwarte. Wciaz trwala noc. Dalej w lisim futerku zeszlam z uszka, nastepnie rozciagnelam swoje łapki jak i kregoslup otwierajac przy tym pyszczek. Moje futerko szybko sie ułozyło gdy skonczyłam rozciaganie. Wskoczylam na parapet zamykajac okienko łapkami. Nastepnie wyruszylam w poszukiwaniu ksiecia. Nie wiem dlaczego tak poztepuje, ale juz za nim tesknie. Moja główka zagladała wszedzie, przy okazji dowiedzialam sie gdzie kto mieszka. Czulam mocno zapach ksiecia swoim wrazliwym noskiem. Jednak w danym pomieszczeniu go nie bylo, czyzby przebywal dlugo u kogos w komnacie? Szukałam dalej, w ciemnym korytarzu zobaczyłam swiatlo z uchylonych drzwi. Zajrzalam a gdy moj wzrok uchwycil ksiecia, pyszczek nabral wesolego znaczenia... Do czasu. Widzial jak ksiaze caluje jak i przytula jedna z dziewczyn dworu nocy. Zamarłam.. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawe iz mialam w wiekszosci racje. Moje uszka opadły a w oczach pojawily sie kryształki, pyszczek posmutniał. Powoli zaczełam sie cofac, odwrociłam swoje ciało i z obnizoną główką jak i ogonami powoli wracałam do siebie. Uznałam ze ksiaze teraz ma wazniejsze sprawy. W połowie drogi otarłam oczy łapkami scierajac łzy, nastepnie wyruszylam dalej. Gdy weszłam, zamknełam od razu delikatnie drzwi. Podeszlam do łużka, ale zamiast wskoczyc.. Ja wbiłam sie pod materac, zwijajac sie pod łuzeczko , plakałam jeszcze cichutko z pare minut. Ale w koncu zasnełam.
Rhys?

Od Hadesa c.d Crystal

Patrząc w ślad za tą uciekinierką, Crystal Blue, Rhys warknął do mnie:
- Łap ją!
- No pewnie. - wymruczałem gniewnie pod nosem. - Nie dośc że swojego kuzyna, to jeszcze lorda, wykorzystywać zamiast służby...
Wykonałem jednak polecenie księcia Dworu Nocy i pobiegłem za Crystal. W międzyczasie Rhys stworzył dwa cieniste ogary, które wyprzedziły mnie i stanęły przed dziewczyną, i warcząc, sprawiły, że się zatrzymała. Gdy wyciągała ręce, by je zamrozić, co i tak było niemożliwe, gdyż te cieniste ogary Rhysa były niematerialne i były cieniami bez serc, umysłu, duszy, woli, narządów, krwi i co tam jeszcze jest, objąłem dłonią nadgarstki obu jej rąk. Próbowała się wyrwać, mój uścisk był jednak zdecydowany i mocny, ale tak, by nie zrobić jej krzywdy.
- Gdzie? - wymruczałem Crystal do ucha.
W tym czasie nieśpiesznym krokiem podszedł do nas Rhys i wbił w Crystal gniewne spojrzenie swych fiołkowo fioletowych oczu.
- Gdzie się wybierasz, hm...? - powtórzył moje pytanie stanowczym syknięciem. - Gdzie ci się tak śpieszy, kochana?
<Crystal?>

Od Rhysa c.d Akane

Objąłem Akane ramionami i głosem, z którego przebijał się żal, wymruczałem jej do ucha:
- Przykro mi...
- Dlaczego? - szepnęła.
Spojrzała mi w oczy, a ja spojrzałem w jej i westchnąłem.
- Dlatego, że musiałaś patrzeć na śmierć rodziców i ludzi z twojej wioski. I dlatego, że twojego brata z tobą nie ma. I dlatego, że zniszczyli twój sad i ulubiony ogród sakury. Przykro mi, Akane...
- Rhys... - zaczęła dziewczyna. - Ty też patrzyłeś na śmierć rodziców.
-Tak... - powiedziałem zdławionym głosem. - Ale oni umierali długo, powoli, i zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że umrą.
Chciała jeszcze coś dodać, ale zamknąłem jej usta pocałunkiem. Po chwili przypomniały mi się jej ostatnie słowa, gdy mówiła o wojnie domowej swojej wioski. Delikatnie trochę się od niej odsunąłem i przekrzywiłem głowę.
- Akane... Czy... Czy gdyby teraz, po poznaniu mnie, ojciec kazał ci dołączyć do jakiegoś dworu, i gdybyś miała wybór, dołączyć lub nie, bez konsekwencji... Dołączyłabyś do Dworu Nocy...? - spytałem cichym głosem, a mówiąc ''dwór nocy'' miałem na myśli mnie, nie chciałem jednak tego mówic.
<Akane?>

Od Hadesa c.d Mortem

Zaśmiałem się lekko, by nie urazić Mortem.
- Rhys nie przyjdzie. - wymruczałem jej do ucha.
- Nie? - spytała dziewczyna.
- Nie. On... Noc jest jego... żywiołem, że tak to nazwę. Dzisiaj on jest w centrum uwagi i jest atrakcją wieczoru, a raczej nocy. - szepnąłem. - On ma swoje dziewczyny, jest księciem i wiele osób chce z nim rozmawiać. A poza tym, specjalnie wybrałem ten ogród, bo rzadko tu przychodzi. Rhys woli mroczne klimaty.
Mortem odetchnęła wyraźnie uspokojona. Ścisnąłem mocniej jej rękę, gdyż w jej oczach dalej widniała obawa. Chciała chyba o coś jeszcze zapytac, ale zamknąłem jej usta pocałunkiem.
<Mortem?>

Od Rhysa c.d Sansity

Na słowa Sans przystanąłem. Ona, widząc to, również się zatrzymała. Ująłem jej twarz w dłonie i szepnąłem jej do ucha:
- Jestem z tobą.
Złożyłem na jej czole lekki jak piórko pocałunek i odsunąłem się, by pstryknąc palcami. Po chwili przybiegły dwa już osiodłane cieniste konie, które zatrzymały się przed nami.
- Wsiadaj. - poleciłem cichym głosem. - Będzie szybciej.
- Dobrze. - odpowiedziała Sans.
Podałem jej rękę, by ułatwic jej wejście na konia. Gdy to zrobiła, sam wsiadłem na drugiego konia i wydałem im rozkaz, by galopowały. Chwyciłem wodze i krzyknąłem do Sans:
- Prowadź!
Dziewczyna po chwili skręciła między drzewami, a ja trzymałem się za nią, gdyż dwa konie nie zmieściły by się pomiędzy tymi dwoma drzewami. W miarę jak oddalaliśmy się od zamku, a przybliżaliśmy do demona, las jakby ucichł. Zwierzęta przerażone biegły w przeciwnym kierunku, niż my. Po chwili, gdy ostatnie króliki skoczyły w krzaki, a sarny nerwowo zbiegły ze ścieżki, w lesie, w którym byliśmy, zapadła upiorna cisza, która poprzedza moje ukochane wielkie wejścia (xd).
<Sans?>

piątek, 15 lipca 2016

Od Akane CD Sansity

Dzieci ułożyłyśmy do snu i pozostawiłyśmy kartkę, że przyjdziemy do nich później. Ulice były rozświetlone, a my kroczyłyśmy dość szybkim chodem. Sans bacznie zauważyła, że niedługo zacznie padać.
- Ty już znikaj Azula, a ja poradzę sobie sama - Uśmiechnęłam się.
- Nie mogłabym ciebie zostawić samej - Zaczęła się sprzeciwiać, a ja się uśmiechnęłam.
- Spokojnie nie martw się. Mój dom jest już nie daleko. Spotkamy się jutro i przeżyjemy ponownie jakieś przygody - Dodałam, a ona pożegnała się i ruszyła w inną stronę. Ja natomiast zostałam i pochodziłam sobie po mieście. Nie przeszkadzał mi chłodny wieczór jak i deszcz. Wróciłam do swojego mieszkania grubo po północy, a około szóstej rano wstałam.

<Sans?>

Od Sansity CD Akane

Z każdym odkładanym dzieckiem do łóżka, przypominał mi się Pap. Wiele lat temu gdy był niższy ode mnie, żegnajcie czasy, potrafił zasnąć i trzeba było go zanieść do łóżka. Tradycje potem to on przejął gdy przerósł mnie i gdy to ja częściej zasypiałam w ciekawych miejscach.
W każdym razie, wszyscy już spali a my z Akane zostawiłyśmy małą karteczkę, że przyjdziemy wkrótce po czym wyszłyśmy. Było już dosyć późno, ulicami przechodzili szybkim krokiem ludzie po ostatnie sprawunki tegoż dnia. Podniosłam głowę do góry spoglądając na nocne niebo.
-Powinnyśmy się pospieszyć. Wkrótce zacznie padać.

Akane?

wtorek, 12 lipca 2016

Od Crystal C.D Hadesa

Ten dzień jest naprawdę dziwny, ale trzeba go jakiś zaskoczyć, wiec po dusznej chwili ocknęłam się ,widząc jakąś kobietę, która chciała mnie dotknąć ,wtedy szybko odsunęłam się mówiąc do niej chłodnym spojrzeniem ...
- Nie dotykaj mnie jeśli nie chcesz stać się lodową rzeźba !
-P-Przepraszam... - Rzekła wystraszona pielęgniarka, która także się odsunęła
- Gdzie ja znów jestem?!- Zapytałam podnosząc się z łóżka na pozycję siedzącą
- Jesteś w skrzydle szpitalnym zamku Rhysa... - Odpowiedziała
-Szpitalu w Zamku Rhysa..... - Szepnęłam spoglądając przez okno - Rozumiem... - powiedziałam zdejmując bandaże z rąk żeby je troszeczkę zagrzać
https://33.media.tumblr.com/a1ec3c8b57675a4c12ecfa2f806ccf24/tumblr_ni8g4gwHYT1sgwm5lo3_500.gif
Właśnie wtedy lekko przestraszona pielęgniarka cichutko się wymknęła z pokoju szpitalnego w którym się znajdowałam ,ale po tym dwóch dziwnych ludzi weszło do pokoju .Oczywiście wtedy przerywając rozgrzanie mych rąk zimnym i lekko ciepłym oddechem spojrzałam na nich ,właśnie wtedy jeden z nich odezwał się....
- Witaj, złotko, Crystal Blue, jak mniemam? Co cię sprowadza na moje tereny?- uśmiechną się, a potem jednak jego głos przeszedł w warkot - Zachciało się uciekać, co? Wiesz, że tak nieładnie? I to szczególnie, gdy uciekasz księciu i śmierci w jednej osobie. A wiesz, kochana, że śmierci uciec nie można?
-,,Śmierć .... Przecież ja już nie żyję, wiec jakim cudem od niej uciekam?''-Rzekłam zaskoczona w myślach chowając bandaże do kieszeni -[...] - Po czym na nich spojrzałam koleiny raz wstając z łóżka nie odzywając się - ,,Trzeba się wydostać z tego nudnego miejsca ''-westchnęłam ciężko w myślach omijając bez słowa tych dwóch dziwnych ludzi
-Czekaj !..Gdzie uciekasz !?- Powiedział jeden z nich łapiąc mnie za rękę
Właśnie wtedy gdy mnie złapał zamarzał zamieniając się w lodową rzeźbę z powodu szypie go zamarzania w jego organizmie krwi. Naszczacie szybko mnie puścił odsuwając się do tyłu ,wiec mój lodowy mróz nie doszedł do jego serca i nie zamienił w rzeźbę lodową ...
-Ale ty zimna ! -rzekł puszczając mnie
-P-Przepraszam pana że pana nie ostrzegłam przed tym - powiedziałam grzecznie przepraszając i układając się
-Więc jednak umiesz mówić !-rzekł zadowolony
-[...]- Nie odzywając się zabandażowałam swoje ręce
- I co ?..Tylko tyle powiesz ? - zapytał zawiedziony
-[Spojrzałam na nich i kiwnęłam przecząco głową]
- Wiec co chcesz jeszcze powiedzieć ?- zapytał zaciekawiony
-Dowodzenia panom - pożegnałam się i wyszłam z pokoju
-Hę ?-zaskoczyli się
Właśnie wtedy wychodząc zostawiałam lodową rosę na drzwiach i na ścianach .Oczywiście idąc, korytarzem szukając wyjścia także ją zostawiałam.
( Hadesa and Rhys ?)

Od Akane C.D Rhysa

Rhys był bardzo miły i za pomocą swojej mocy otoczył nas taką jakby bańką, dzięki której nie słyszałam więcej głosów burzy. Zamknęłam oczy i zaufałam Rhysowi, gdy ten mnie prowadził. Dotarliśmy do zamku, otworzyłam oczy. Dzięki temu, że Rhys rozłożył swoją cienistą zasłonę nie miałam czego się bać.
- Dziękuję ci - Powiedziałam trochę zawstydzona. Nienawidziłam dni podczas których grzmiało i padało. Deszcz mi nie przeszkadzał, ale najgorsza dla mnie była burza.
- Nie ma za co - Uśmiechnął się.
- Nienawidzę takich dni takich jak ten - Powiedziałam pod nosem, zupełnie zapominając, że koło mnie jest Rhys.
- Dlaczego ich nie lubisz?
- Bo taki dzień przypomina jak w mojej wiosce wybuchła wojna domowa, przez co ludzie umierali. Pomimo tego, że próbowaliśmy im pomagać i tak dużo osób umarło, a wraz z tym nasz sad i drzewa sakury, które kochałam. A w dodatku pewna grupa ludzi zamordowała moich rodziców na moich oczach. Mojego brata wtedy w domu nie było, ale dzięki niemu udało mi się uwolnić od nich, a ostatnimi słowami jakie wypowiedział mój ojciec było to, aby dołączyła do jednego z Dworów. Tak więc się tu znalazła, a mój brat gdzieś podróżuje - Uśmiechnęłam się.

<Rhys?>

Od Mortem C.D Hadesa

Uśmiechnęłam się delikatnie. Chciałam tak trwać jak najdłużej. Czując jak bije mu serce. Wtuliłam się w niego delikatnie. Ucieszyłam się na słowa, że mnie nie znielubi. Przy nim jedynym starałam się być miła. Zamknęłam oczy jak na razie mu ufając. Zawsze mógł coś knuć poprzez takie zbliżenie się do mnie. Z resztą częsta uważałam coś miłego za coś okropnego. Czyli tak trochę za małe zaufanie do ludzi, którzy mnie otaczali. Taka już byłam niestety.
-Wybacz, że ciągle się tak zachowuje. Po prostu się trochę stresuje.- powiedziałam.
Spojrzał na mnie lekko zdziwiony.
-Czym?-spytał.
Nie wiedziałam jak to dobrać w słowa. No bo bałam się, że jego kuzyn w każdej chwili tam przyjdzie i zepsuje. Jednocześnie bałam się, że coś za dużo sobie wyobrazi.
-No że twój kuzyn tu przyjdzie...-odparłam po chwili.

(Hades?)

poniedziałek, 11 lipca 2016

Historia rodzeństwa – Jacob Michael McLevis i Vanessa Annie McLevis

W pamięci tej dwójki zostanie ta historia. Dla nich tragiczna, owiana łzami, smutkiem, zawodem. Ale chciałabym, byś ty, czytelniku, poznał ich losy. Bowiem nie ma co, ale po co każdego historię pisać osobno, jeżeli oni mają ją wspólną? Ich drogi rozstały się bowiem za murami, gdy oto chłopak wybrał Dwór Dnia, a dziewczyna Dwór Nocy. Poznajcie proszę ich historię. Postaram się ją opisać najkrócej jak potrafię.
Dzieciaki nie były do siebie zbytnio podobne. Chłopak wolał spokój i był spokojny, dziewczyna natomiast była wulkanem energii, ale i szczęścia. Byli niezwykłym rodzeństwem – nie kłócili się z nikim, nawet między sobą. Żyli w domu gdzie był ojciec, matka, i jeszcze cztery siostry. Nie zapisały się w ich pamięci nawet ich imiona.. o twarzy i głosie to już w ogóle można pomarzyć. Na pewno były starsze, ale jakieś dziwne. Skoro przez dziesięć lat wspólnego życia w jednym domu można kogoś nie poznać a już szczytem, że nie pamiętać, to coś jest nie halo.
Dzieciakom żyło się jak na te czasy bajecznie. Zabawa była przeplatana z nauką u najlepszych mistrzów takich dziedzin jak poprawne pisanie, czytanie, śpiew, gra na kilku instrumentach, posługiwanie się bronią jak i jeździectwo, które właściwie uratowało ta dwójkę przed zupełnym załamaniem.  Największym fenomenem w posiadłości był fakt zatrudnienia mistrza w posługiwaniu się magią..
Jacob jako chłopiec jeździł na karym ogierze lusitano, Vanessa natomiast karej klaczy fryzyjskiej. W tych czasach konie fryzyjskie nie były tak piękne i majestatyczne jak obecnie. Ich jedyną zaleta był miękki chód i fakt, że nie były jakieś bardzo „krzywe” z wyglądu. Vanessa nawet sama wybrała sobie tego konia, bowiem nie chciała siwej w przyszłości klaczy rasy takiej, jak ogier brata.
Dzieciaki były bardzo bystre i chwała bogu za to. Rodzice byli bardzo dumni obserwując jak ich najukochańsze dzieci – bo tak zostało ogłoszone we wsi na ich dziesiąte urodziny – rozwijają się w sposób idealny.  Według ich ukochanej matki, każda posiadająca dzieci kobieta powinna zazdrościć tej rodzinie bystrości ich dzieci.. a może ilości pieniędzy, bo w końcu ktoś te dzieci uczył.
Szczęście jednak naszych bohaterów nie trwało przez całe życie. Bowiem drogi czytelniku, nie wiem, czy wiesz, ale demony rozprzestrzeniały się bardzo szybko po sąsiednich krainach, a wszystko do tego napędzała chciwość ludzka.
Jacob jako mężczyzna już w wieku dziesięciu lat musiał chronić wraz z resztą męskich mieszkańców posiadłości jego ojca i majątku rodziny, banda chłopów bowiem postanowiła ogłosić bunt. Każdy jednak kończył się tak tragicznie dla jego uczestników, że po piątym nikt nie był wstanie wzniecić nowego powstania. Katusze dla uczestników powstań były bezlitosne: obcinano palce, biczowano, czasem nawet krzyżowano albo nabijano na pal. Wszystko po to, by władze mieć we własnych rękach.
Największy problem pojawił się, kiedy w mieście pojawiło się dwadzieścia demonów. Wyniszczyły wszystko.. tylko posiadłość broniła się dzielnie. Wtedy nawet starsze kobiety obdarzone jakąkolwiek umiejętnością magiczną walczyły obok mężczyzn. Dzieci tylko patrzyły.. jak giną kolejni ludzie.. Cztery starsze siostry również ruszyły do walki.. to nie był przyjemny widok.. gdy demon wskakiwał na kogoś, kogo znałeś przez całe życie i pochłaniał cię.. To najmocniej wpłynęło na psychikę Vanessy. Jacob musiał być silny w tym momencie, choć jemu też łatwo nie było.
W pewnym momencie rodzice przybiegli do dzieci..
 - My nie mamy szans.. ale wy idźcie za obraz lwa i smoka.. przeniknijcie przez niego i biegnijcie prosto.. – powiedziała matka.
Bliźniaki nauczone były słuchać się matki nawet w takich sytuacjach. Jacob chwycił więc swoją siostrę za rękę i ciągnąć ją niejako za sobą.. przebiegli przez obraz i ciemnym korytarzem posuwali się na przód i na przód.. byle uciec od tego zła. Ich młode głowy wiedziały jedno: rodzice na pewno nie przeżyją.
Korytarz był krótki dla nich, bo magiczny.. ale wyprowadził ich aż trzy kilometry z dala od najbliższego demona. Ku zaskoczeniu młodych sierot, stały tam ich dwa konie. Każde szybko dosiadło swojego wierzchowca i leśną ścieżką pogalopowali w nieznane. Mogli spotkać śmierć.. bandytów.. albo coś jeszcze gorszego.. co im w tym momencie do głowy nie przychodziło. Vanesse uspokajał koński galop.. zwłaszcza, że zwierzę pokazywało jej, że ma się nie bać.. że będzie dobrze.
Dotarli do pierwszego-lepszego miasta.. rozsiodłali konie i puścili je wolno.. niby mogli je sprzedać, ale te zwierzęta były zbyt szlachetne, by pozwolić im na zmianę właściciela.. one miały nosić na swoim grzbiecie tylko jednego człowieka..
W ciągu kilku godzin z życia w dostatku, bliźniaki stały się proszącymi o jałmużnę sierotami. Serca jednak otaczających ich ludzi były tak zimne, że nie pozwalali nawet dzieciom spać w okolicy ich domów.. Vanessa i Jacob spali poza murami miasta.. przy bramie.. narażeni na każde niebezpieczeństwo.
W nocy było zimno.. i mimo snu przytuleni razem.. Vanessa zachorowała.. gorączkowała, strasznie się pociła. Zioła nie pomagały.. potrzebne było mocniejsze lekarstwo.. chłopak udał się więc na stragan.. jedenastolatek.. bez grosza przy duszy.. kto go na poważnie weźmie? Stanął przed straganem..
 - Moja siostra jest chora.. potrzebuje leku.. – powiedział.
 - Mam tu coś.. – wskazał palcem – pieniądze są?
Chłopak spuścił głowę.
 - To po co ty tu przychodzisz, co!? – wrzasnął i zajął się innym klientem..
Jacob musiał zaryzykować.. szybkim ruchem zgarnął butelkę i ruszył jak z procy w stronę siostry.. uważał, że udało mu się.. podał lek Vanessie.. i gorączka spadała po pewnym czasie. Kupiec nie miał jednak litości i wieczorem pojawiła się straż królewska.. obydwoje natychmiast stanęli przed sądem.. więzienie na lat 20 dla naszych bohaterów.. a do tego biczowanie Jacoba.. za zwykłe.. małe lekarstwo.. które na dodatek ocaliło życie..
Jacob był już mężczyzną.. gdy siedzieli w celi przytulał zapłakaną siostrę.. nie dałby jej nigdy skrzywdzić.. na pewno użyłby swoich mocy, gdyby musiał ją chronić..
Vanessa drżała na każdy dźwięk kluczy.. wiedziała, że idą po nich.. że zmuszą ją do patrzenia jak jej brat cierpi.. to, w jaki sposób strażnicy traktowali więźniów trochę wymagało poprawy.. do kraty podeszło 3 i nawet nie poczekali, aż wstaną.. od razu szarpnęli za łańcuchy jakimi przypięte były dzieci, sprawiając, że przez dobre pięć metrów ciągnęli ich za sobą jak zwłoki..
Na głównym placu było naprawdę dużo ludzi.. Vanessa spoglądała z okna pobliskiej kamienicy na miejsce wykonywania tortur, pilnowana przez dwóch strażników. Jej brat natomiast wchodził na podest i spojrzał na jej zapłakaną twarz.. z uśmiechem. Jedenastolatek.. dostaje baty za uratowanie życie własnej siostry bliźniaczki.. dziewczynka nie mogła na to patrzeć.. słyszała tylko uderzenia bata..
Jacob nie był wstanie wstać przez najbliższy miesiąc.. leżał pod ścianą. Nastał między rodzeństwem również miesiąc ciszy.. stosunki rodzeństwa naprawdę mocno się pogorszyły. Nie wiadomo dlaczego, ale to było związane z Vanessą. Jej brat nie dał rady jednak dotrzeć do powodu jej dziwnego zachowania. Gdy wydobrzał, współwięźniowie zrobili mu tatuaż, który ma aż do dziś dnia. To dla niego pamiątka swej odwagi i niesprawiedliwego sądu. Ostatnimi słowa jakie siostra powiedziała z uśmiechem do niego.. brzmiały:
 - Wiesz co bracie? Tu też przyjdą demony! Demony pojawiają się wszędzie, gdzie jest podział na gorszy i lepszy!
Potem było jeszcze gorzej.. życie więzienne jest zbyt monotonne by je opisywać nie wiadomo jak. Vanessa zamykała się w sobie i była coraz gorsza dla brata – zaczynali się kłócić. Jacob natomiast ją kochał i starał się, by było dla niej jak najlepiej. Po prostu tam dorośli.  Z ich uwolnieniem było bardzo łatwo.
Pewnego ranka bowiem, takiego samego jak tego, w którym uciekali ze swojego domu, obudzili się i czuli aurę demonów. W mieście zapanował chaos.. ludzie masowo ginęli. A dziwo ich krata była otwarta.. z reszta jak się okazało – wszystkie były. Wybiegli więc z zamku i spojrzeli na siebie.
 -  Co się gapisz? – warknęła siostra.
 - Vanessa litości, musimy wiać! – krzyknął.
 - Nigdzie z tobą nie idę! Idź sam..! – wykrzyczała mu w twarz.
Jacob zmienił się w konia i spojrzał swymi końskimi oczami na nią, po czym machnął głową i parsknął.
 - Musiał to zrobić.. – mruknęła Vanessa i wsiadła bez problemu na niego.
Jej brat bez wahania ruszył ile sił w kopytach przed siebie. Czuł, jak jej ciało się rozluźnia.. uspokaja. Jak delikatnie pochyla się, by przytulić jego szyję.. On nadal galopował. Nie mógł pozwolić, by jakakolwiek krzywda się jej stała..
Zatrzymał się dopiero na leśnej polance przy strumieniu, by tylko napić się wody i odpocząć trochę. Gdy siostra zsiadła z niego, pogłaskała go.. potem przytuliła się mu znowu do szyi i spojrzała głęboko w oczy. Zdziwieniem jednak był fakt, że gdy Jacob stał się znowu człowiekiem, siostra usiadła pod drzewem i nawet na niego nie patrzyła.
 - Naprawdę namieszało się jej w głowie.. – mruknął.

Kolejna część podróży zaprowadziła ich od razu do Pyrythianii.. a tak ich drogi się rozdzieliły.. ale raczej tylko na pozór. Z resztą zobaczycie sami.

Było sobie kiedyś rodzeństwo..Kochali się i pomagali,Demony jednak wszystko zniszczyły,Siostra brata znienawidziła,Dwór Nocy ona, on Dwór Dnia,Ale czy ich drogi się nie skrzyżują?