Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sansity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sansity. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 grudnia 2016

Od Sansity CD Akane

Zamiast biec na dworzec, teleportowałam się od razu do miasteczka w którym mieszkałam z bratem. Snowdin jak to Snowdin zawsze było pokryte śniegiem ale było ciepło. Uroki magicznego miasteczka. Ledwie postawiłam wodę na herbatę a drzwi się otworzyły. W progu stanął ogromny mężczyzna z rażącą w oczy muskulaturą. Od razu wyciągnął ramiona w moim kierunku.

-Sans!
-Pap!
Rzuciliśmy się do siebie pytając się wzajemnie co u nas słychać. Herbata szybko wypita, to tak rozmawiając wyszliśmy na dworzec i po jakiejś godzinie byliśmy w miejscu gdzie ostatni raz widziałam Akane.
-Dokąd idziemy?
-Poznasz pewną dziewczynę. Powinniście się od razu dogadać... O, Akane!- Krzyknęłam a ta od razu zatrzymała się spoglądając na nas. Dałam znak by podeszła. Gdy była przy nas zlustrowała nas wzrokiem, nie dziwię się. Ja mała osóbka a mój młodszy rok brat był jak dwie ja.
-Akane to mój brat Papyrus. Pap to moja znajoma Akane- przedstawiłam ich sobie nawzajem.

<Akane?>

sobota, 26 listopada 2016

Od Sansity CD Aidena

-Nawet za bardzo- wyszczerzyłam się do niego, chociaż w oczach bił chłód. Gospodarz odszedł bowiem przybyła jego żona Muffet, która co prawda prowadziła obok własny lokal i w sumie byli jakby rywalami to często zajmowali się wzajemnymi biznesami. Ponownie zwróciłam głowę w kierunku Aidena.
-Myślałam, że jesteś mądrzejszy. Tylko dureń pakuje się na oślep w barierę.
-Skąd miałem o niej wiedzieć- syknął.
-Listy gończe, znacznie wzmożone wizyty straży- zaczęłam wyliczać na palcach,- no naprawdę nie wiem skąd miałaby być bariera.
-Bądź przez chwile poważna. Muszę się stąd wydostać.
-Wiesz co by było gdybym ci nie pomogła?
Sięgnęłam milcząc po łyk swojego napoju po czym zwróciłam się do niego z ukrytymi za grzywka oczyma.
-Byłbyś martwy w miejscu gdzie siedzisz- powiedziałam cicho ze śmiertelną powagą. Dostrzegłam strach ukryty w jego oczach. Zaraz po tym, Grillby wrócił.
-Co tak siedzicie w ciszy?
-Namyślamy się co znowu nasz kolega zrobi głupiego w celu ucieczki- natychmiast przybrałam swój beztroski ton i uśmiech.- Co tam u Muffet?
-Nic co byłoby niepokojące. Przekazuje pozdrowienia i pyta się kiedy wpadnie Papyrus.
-Dostałam list, ma w najbliższym czasie przybyć na jakiś czas. Może być u twojej żony jak zwykle?
-On ma tam zaklepany pokój. Ale nie będziesz na niego czekać w Snowdin?
-Jak dostanę kolejna wiadomość od niego, to wyjadę i wrócimy razem- tak rozmawialiśmy sobie o Pap'ie całkiem ignorując Aidena.

<Aiden? Wybacz za czekanie>

Od Sansity CD Akane

Patrzyłam na nią to na jej rysunek i nie wiedziałam co zrobić. Szkic był bajeczny. O dziwo nawet zabawnie to wyglądało jak przedstawiła mnie roześmianą głaskającą Księcia.
-Więc?- Zapytała się lękliwie. Roześmiałam się klepiąc ją w ramię.
-Dziewczyno, weź nie bądź przerażona. Jest piękny.
-Mówisz tak po znajomości- mruknęła. Zaraz jednak poderwała się sparaliżowana bowiem dmuchnęłam z całej siły trąbka wprost do jej ucha. Chwyciła się za nie i zaczęła jęczeć, na co zachichotałam.
-Spokojnie, nie ogłuchniesz.
-Chciałaś żebym na zawał padła?
-Nie. To miało być żebyś przejrzała na oczy. Albo w sumie się nie przesłyszała.
Po czym już całkiem zaczęłam się śmiać.

<Akane? Wybacz za taką zwłokę>

niedziela, 6 listopada 2016

Od Sansity CD Ruby

Tego chyba jeszcze nie było na dworach, żeby demon kręcił się obok rannego człowieka i go nie dobił jak mają w swoim zwyczaju. Zamiast tego nim dobiegłam na miejsce jego już nie było, zmył się. Zmieniłam zdanie biorąc na ręce nieznaną krwawiącą i biegłam z nią po pomoc. Nie było czasu na wyjaśnienia, wszyscy natychmiast uciekali z drogi. Szybko dotarłam do szpitala, tam od razu rzucili się ratować to istnienie. W tym czasie ja byłam zajęta usuwaniem nadmiernej ilości krwi ze swoich ubrań.
-Co się dzieje?- Nawet Rhys przybył.
-Znalazłam ją przed wrotami, krążył koło niej demon ale nie atakował jej. Zanim dobiegłam już go nie było. A na razie szyją ją- podsumowałam krótko wzruszając ramionami. W odpowiedzi niezauważalnie kiwnął głową patrząc na ranną.
-Książę, co z nią zrobimy?- Zapytał się podchodząc do nas lekarz, który na chwilę odszedł od dziewczyny.
-Na razie to, od czego tu jesteście- warknął w swoim zwyczaju, na co tamten drgnął i pognał z powrotem. Po chwili zwrócił się do mnie- przekaż mi kiedy się ocknie.
-Nie ma problemu.
Rhys wyszedł a ja obserwowałam poczynania nad nią. W końcu wszystko było gotowe i zostało jedynie oczekiwanie na przebudzenie. Usiadłam sobie wygodnie obok łóżka i patrzyłam na nią. Nagle otworzyła oczy.
-Czołem- przywitałam się.- Masz niezłe wejście. Może nie z dymem ale z krwią- uśmiechnęłam się.- Jestem Sans, a ty? Skąd się wzięłaś pod drzwiami Dworu Nocy?

<Ruby?>

Od Sansity CD Akane

Udałam zmarkotnienie a tak naprawdę ledwo powstrzymywałam się od śmiechu z ciekawości. Akane jak widać zmiękła na moją reakcję. Dostrzegłam jak jej ręce, które dzierżyły szkicownik zaczęły drżeć. Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Mam pomysł. Ty dokończysz co zaczęłaś, skoro nalegasz a a ja mogę ci coś zagrać.
-Na czym?- Zainteresowała się, bowiem w jej oczach aż zaczęły hasać ogniki.
-Na trąbce.
-Nie mówiłaś, że umiesz grać na trąbce- zdziwiła się bardzo. Spojrzałam na nią rozbawiona.
-Nie pytałaś.
-W sumie słusznie.
Chwile myślałam, co by jej zagrać aż zdecydowałam się na łatwy utwór, który wpadał w ucho. Przyłożyłam instrument do ust i zaczęłam grać.

Gavotte

Gdy skończyłam krótki występ, spojrzałam na nią. Akane zbierała szczękę z ziemi.
-To było...
-Lubie trąbkę, aczkolwiek myślałam nad nauką gry na skrzypcach. Ale może kiedy indziej. Pokażesz co masz?- Zapytałam się wesoło.

<Akane? Wybacz, że tak długo ;-;>

niedziela, 9 października 2016

Od Sansity CD Aidena

Spoglądałam zaciekawiona rozwojem sytuacji przy tamtym stoliku. Aiden widocznie cierpiał z powodu piciu trunków wpychanych na siłę przez pijanych i nieświadomych strażników, ale mimo wszystko sytuacja była komiczna. Jednak ostatnie spojrzenie od chłopaka wymagało pomocy. Zabawne, zastrzegałam, żeby już na mnie nie liczył a jednak pomogłam mu w więzieniu i tu teraz ten ostatni raz.
Wstałam od baru i pitego napoju po czym podeszłam otwierając drzwi w których ukazały się w zwartej grupie panny posyłające zalotne spojrzenia ku panom. Jak łatwo się domyśleć, były z tych lekkich obyczajów. Natychmiast gwizdnęłam w stronę strażników.
-Panowie! Co powiecie na innego rodzaju świętowanie?- Kobiety weszły i każda umościła się na kolanach strażników. Tamci zaczęli robić maślane oczy. Obrzydliwe.
-Ej, gospodarzu! Załatw nam pokoje na dziś, solidnie zapłacimy!- Zawołał dowódca gładząc dziewczę po kolanie.
W oczach Grillby'ego zauważyłam niechęć co zgadzałam się z nim. Tamci śpiewając a raczej fałszując ile się da, skierowali się ku pokojom z towarzyszkami. Aiden leżał pokonany na stoliku. Grillby go zaniósł do pokoju i zostawił przy nim zapas wody i jakiegoś jedzenia na wzmocnienie po czym znikł. Kiedy wróciła mu świadomość odwróciłam się w celu wyjścia z pokoju.
-To twoja ostatnia noc tu, wypocznij. Jutro masz się stąd zmyć. Strażnicy są pijani zabawiają się z ladacznicami w najwyższych pokojach.
To powiedziawszy znikłam.

<Aiden?>

Od Sansity CD Katariny

Kolejny cichy dzień, kolejne próby znalezienia jakiegoś zajęcia. Stwierdziłam, że można sobie pooglądać jak inni ćwiczą, przynajmniej minie trochę czasu. Tak właśnie gdy usiadłam sobie w dogodnym miejscu, zauważyłam czyjąś obecność. Katarina akurat przybyła i zajęła się sobą. Była tak skupiona na swojej czynności, że nie zauważyła mnie, nawet jeśli znajdowałam się w dobrej odległości. Nie spuszczając z niej wzroku, podniosłam mały kamyczek z ziemi, który zaczęłam podrzucać w ręku. Dziewczyna nagle przerwała i nasłuchiwała. W końcu spojrzała w moim kierunku.
-Niezłe skupienie- odezwałam się  nie ruszając się na krok dalej podrzucając kamyk.
-Obserwujesz mnie? Jak długo?
-Powiedzmy, że byłam chwilkę przed tobą na placu, niespecjalnie chciało mi się ci przerywać- wzruszyłam ramionami puszczając kamyk.- Co u ciebie słychać?

<Kat?>

Od Sansity CD Yukine

Dwór Nocy od jakiegoś czasu stał się bardzo cichy, jakby opustoszały. Z zaufanego źródła wiedziałam, że podobnie działo się w Dworze Dnia. Prawdopodobnie wielu członków nie miało sił wyjść ze swoich lokum, miało by to nawet sens. Szłam właśnie do Rhysa zapytać się czy jest coś do zrobienia- nawet ja nie byłabym w stanie usiedzieć przy takiej nudzie. Trafiłam idealnie, akurat rozmawiał z kimś, kogo z głosu nie znałam. Spokojnie weszłam do środka otwierając drzwi. Kiwnęłam głową na znak powitania, dopiero wtedy Rhys zauważył moja obecność.
-Coś potrzeba?
-Oto samo chciałam się zapytać.
-Mamy tu nowe istnienie. Oprowadzić go po Dworze?
-Z chęcią.
Rhys po usłyszeniu pozytywnej odpowiedzi spojrzał jeszcze raz na nieznajomego zanim zniknął otoczony swoimi nieodłączonymi cieniami, w tym czasie podeszłam bliżej do młodego mężczyzny. Spojrzał na mnie zza ramienia odwracając się w moim kierunku.
-Widzę kolejnego odważnego chętnego, gratuluje dołączenia do Dworu Nocy.
-Jak szybko pożałuje decyzji?
-To już zależy od ciebie. Kim jesteś?
-Yukine. A ty?
-Możesz mówić mi Sans.
-To jakiś skrót? Jak się nazywasz w pełni?
Westchnęłam rozbawiona widząc jego zaciekawienie w odsłoniętym jednym oku. Wykonałam teatralny skłon z lekkim uśmiechem.
-Sansity, miło mi- po czym się cicho zaśmiałam.

<Yukine?>

środa, 28 września 2016

Od Sansity CD Akane

Uczestnictwo na pikniku było dobrym pomysłem na ten dzień. Pokiwałam głową na znak, że smakuje mi kanapka. Psiak obok skończył wyjadanie kości z miski i wielce zadowolony zwinął się w kulkę między naszymi nogami. Pewnie gdyby był kotem, zacząłby mruczeć tak głośno, jakby mógł. Roześmiałyśmy się na widok, jak jego łapka zaczęła się ruszać w śnie.
-Jak ja go uwielbiam- pisnęła Akane głaszcząc go po głowie.
-Faktycznie, jest zabawny- zgodziłam się patrząc to na jedno to na drugie.
-Chcesz kolejną kanapkę? Mam z dżemem z czarnej porzeczki.
Skrzywiłam się na to, przez co Akane spojrzała na mnie pytająco.
-Nie obraź się, ale nie. Nie cierpię czarnej porzeczki.
-O, nie wiedziałam. Dzięki za informację.
-Nie ma sprawy- uśmiechnęłam rozbawiona jak skrupulatnie chowa wszystkie kanapki zawierające cokolwiek z czarnej porzeczki.

<Akena? Wybacz długo>

Od Sansity CD Aidena

-Będziesz, o ile nie zrobisz już żadnych numerów- dodałam patrząc na niego kątem oka popijając sobie swój napój. Posłał mi znaczące spojrzenie, które raczej nie wróżyło mu niczego dobrego. Grillby akurat przyniósł mu jego herbatę po czym odszedł do innych gości.
-Zrobię jak będę chciał- burknął sięgając po kubek.
-Jak wolisz. Tylko zapamiętaj, że to był ostatni raz gdy interweniowałam.
Nic nie odpowiedział. Domyślałam się, że jeszcze dziś coś przeskrobie. Nie myliłam się.

***

Na wieczór gdy zajrzałam do gospody, nie było go. Grillby co prawda, był zajęty ale zastałam go zaniepokojonego. Wyszło na to, że nasz towarzysz wyszedł parę godzin temu i jeszcze nie wrócił.
-Znając życie, złapali go- powiedziałam wzruszając ramionami.
-Mogłabyś to sprawdzić? Wiem, że...
-Dopóki straż nie zacznie świętować, nie musisz się martwić- ucięłam krótko ale w tym samym momencie akurat kilku strażników przybyło. Zadowoleni z siebie prosili o porządne trunki.
-Panowie, z jakiej to okazji?- Zapytałam się uśmiechnięta do nich.
-Złapaliśmy słynnego złodzieja, trzeba to opić!
-Brawo- dodałam szybko wymieniając się spojrzeniami z gospodarzem. Mrugnął na znak, że się nimi zajmie, dlatego postanowiłam się chwilowo ulotnić. Teleportowałam się do tymczasowego aresztu, w najlepszej celi, siedział właśnie Aiden.
-Mówiłam- powiedziałam zwracając na siebie jego uwagę. Strażników nie było, wszystkich wywiało.
-Morały możesz sobie prawić później. Muszę się wydostać- powiedział z furią rzucając się na kraty. pokręciłam rozbawiona głową.
-Nic z tego kolego. Ten areszt jest nałożony wieloma silnymi barierami. Nie ma szans na ucieczkę z pomocą nie wiadomo jakiej siły czy mocy. Tu wszystko jest zneutralizowane- poklepałam ścianę.
-Pomożesz mi?- Burknął zakładając ręce na klatce piersiowej w geście oskarżycielskim.
-Ostrzegałam cię. Nie pamiętasz?- Po czym teleportowałam się z więzienia w znanym sobie kierunku.

<Aiden? Wybacz ^^>

sobota, 10 września 2016

Od Sansity CD Aidena

Patrzyłam na niego ukrywając cień niedowierzania, zamiast tego przyjmując obojętny wyraz twarzy. Co mi było co on robi wbrew zaleceniom? Niektórzy są naprawdę trudni do pojęcia. Wzruszyłam ramionami po czym sobie wstał i wyszedł bez słowa. Zwróciłam się do Grillby'ego.
-Gdyby został to posłuchałby ciekawych rzeczy- skwitowałam patrząc na drzwi.- Straż dostała spore posiłki, jest znacznie więcej patroli, więc tu lada chwila będą.
-Co znów przeskrobano?- Zapytał zaintrygowany.
-Ach, nic specjalnego. Po prostu młody chłopaczek ze straży znalazł sławnego złodziejaszka i dał cynka tym wyżej.
-Masz na myśli...?
-Jest tego pewna, chociaż niczego nie wykluczam. Wpadnę później, idę oglądać przedstawienie- dodałam po chwili słysząc tupot stóp i dzikie wrzaski straży z rozkazem zatrzymania się. Uśmiechnęłam się pod nosem bo w oknie śmignęła mi twarz Aidena. Było zostać. Otworzyłam zaciekawiona drzwi kiedy banda straży akurat dała przejście podążając za chłopakiem. Nawet dawał sobie radę ale przez rynek sprawa nie należała do najlepszych. Cóż poradzić.
-Wychodzisz?
-Ktoś musi go obserwować i uratować mu skórę.
-Jesteś specyficzna.
-Żeby tylko. Nazywaj to jak chcesz.
Teleportowałam się na dach spory kawałek przed pościgiem i idąc sobie po dachu patrzyłam jak wygląda z góry sytuacja. No no no, Aiden radził sobie przyzwoicie ale tracił siły. Całkiem zrozumiałe patrząc na stan rzeczy sprzed kilku dni. Zatrzymałam się na rozdrożu dachów i jednocześnie ulic. Akurat chłopak zmusił się ostatkiem sił do przyśpieszenia i powiększył odległość dzielącą go od straży. Wykorzystałam moment. Po prostu zmusiłam jego duszę do posłuszeństwa i poderwałam go w powietrze żeby był na mniej więcej tym samym poziomie co ja. Oczywiście się szarpał i syczał o puszczaniu. Na chwilę umilkł widząc mnie i chmary dymu wychodzących z moich zmieniających koloru oczu.
-Co robisz?
-Zastanawiam się właśnie. Masz jakieś sugestie?
-Ta. Puść mnie.
Na mojej twarzy pojawił się uśmieszek.
-Wedle życzenia.
To mówiąc machnęłam do tyłu ręką a z tym ruchem on poleciał w tył za mną.
-Czekaj co...
Nie dokończył bo zaprzestałam używać swojej mocy przez co on spadł w śmieci za budynkiem a straż biegła dale przed budynkiem oddalając się.

<Aiden? Przynajmniej miękkie lądowanie>

sobota, 3 września 2016

Od Sansity CD Akane

Wizja pikniku była bardzo kusząca. Co prawda myślałam żeby pójść do gospody na posiłek ale propozycja Akane była bardziej ciekawa i obiecująca. To nawet było oczywiste, że się zgodzę bez zarzutu. Jak się zgadałyśmy, tak ruszyłyśmy po rzeczy do Dworu. Najlepsze było to, że wiele czasu nie zajęło na wszystko, przy wyjściu dostałam jeszcze list. Od razu uśmiechnęłam na widok tak znajomego charakteru pisma. Zmieniłam zdanie, rzeczy odstawiłam na ziemię i zabrałam się za otwarcie i czytanie listu.
-Sans, co się stało?- Usłyszałam pytanie Akane, która nieśmiało czaiła się przy drzwiach. Posłałam jej uśmiech.
-Brat do mnie napisał. W liście wspomina, że niedługo wpadnie w odwiedziny do mnie.
-Brat? Masz na myśli...?
-Papyrus'a. Tak, o niego. Nie mogę się jego wizyty doczekać. A na razie chodźmy na ten piknik.

<Akane?>

Od Sansity CD Aidena

Oparłam się plecami o ścianę tuż obok drzwi jak tylko trafił na łóżko. Doprawdy, dziwny z niego typ. Same problemy z nim tak szczerze. Ale nic, może, MOŻE będzie z niego jakiś pożytek. Jak na razie, Grillby przyszedł z opatrunkami.
-Nie masz teraz klientów?- Zapytałam się unosząc brew w geście pytającym nie ruszając się z okupowanej ściany.
-Chwilowo zamknąłem gospodę, żeby zająć się nim. Jak to jest, że ilekroć trzyma się z tobą odkąd tu jest to co chwila obrywa?- Zapytał rozbawiony przemywając mu rany. Uśmiechnęłam się lekko.
-Nie słucha i obrywa od innych. Może jeszcze przez czysty pech czy przypadek jak wolisz.
-Kolego, naucz się jej ufać to przeżyjesz- podsumował roześmiany Grillby klepiąc go lekko po kolanie.
-Taa, jasne- mruknął. Łydką już się zajął, przez co ostatecznie skończyła w grubym opatrunku.
-Panowie wybaczą, muszę znikać. Na Dworze mam trochę do zrobienia- powiedziałam i wyszłam z ociąganiem.- Jak się uda, wpadnę jeszcze.
-Do później Sans. A właśnie. Papyrus dawał coś znać kiedy wpadnie?
-Podobno niedługo ma mnie odwiedzić, muszę do niego napisać.
-Dobrze, to znikaj.
-Skoro tak wolisz- stłumiłam śmiech po czym teleportowałam się od nich.

<Aiden?>

wtorek, 30 sierpnia 2016

Od Sansity CD Aidena

Przyjrzałam mu się spokojnie. Cóż, wyglądał fatalnie i z trudem stał. Obraz nędzy i rozpaczy jednym słowem. Westchnęłam rozbawiona.
-Chyba nie masz wyboru. Oprzyj się, pomogę ci iść- powiedziałam zakładając jego dłoń za szyję. Był niższy o te parę centymetrów, więc nawet równi byliśmy, dlatego chodzenie nie byłoby takim wyzwaniem.
-Same problemy mam odkąd się poznaliśmy- mruknął jak zaczęliśmy tak iść. Zdzieliłam go palcem w czoło przez co syknął.
-Albo problemy albo zgon. Tak szczerze to dawno byłbyś martwy.
-No wielkie pocieszenie- odparł nie kryjąc sarkazmu. Puściłam to mimo uszu. Do rynku a co z tym idzie do gospody było jeszcze sporo do przejścia ale nie martwiło mnie to.
-Teraz lepiej nasłuchuj. Jesteśmy w strefie "przyjaznej" innym.
-Czyli?
-Przypomnij sobie walczących z niedawna. Przy tych tu tamci to nawet nie wymoczki, ci zwykle są z okolic albo przejezdni. Ale to jedyna droga, więc nawet nie mów, że celowo cie tu prowadzę.
-Ej wy!- Ktoś z niedaleka krzyknął w naszym kierunku. Wspaniale, nagle zrobiło się ich spore grono skutecznie blokując przejście.- Co wy robicie?
-Wracamy do miasta, nie widać?- Aiden ponownie oberwał ode mnie.
-Kolega chciał to grzeczniej przekazać- powiedziałam uśmiechając się do tamtych spoglądając znudzona na chłopaka.- Więc czy możemy iść?
-Chyba nie myślicie, że tak sobie przejdziecie bez zapłaty?- Powiedział spoglądając na mnie znacząco. Westchnęłam. Wszyscy jego kompani otoczyli nas. Coś około dziesięciu chłopów na oko.
-Heh, to był wasz błąd, wiecie?- Zapytałam się ich pstrykając palcami. Nawet nie zdążyli zareagować i wszyscy momentalnie zostali przebici na wylot przez kości. Śmierć na miejscu. Kości się rozsunęły zabierając ze sobą zwłoki i "schowały" się w ziemi zabierając je ze sobą. Ponownie się zwróciłam do Aidena który patrzył na to wryty.- Chodźmy.
-To byłaś ty?- Zapytał gdy odzyskał język w gębie. Wzruszyłam ramionami.
-Nic wielkiego.
-Co jeszcze potrafisz?
Spojrzałam na niego wzrokiem który mówił mniej więcej aby nie drążył tematu.
-Dla ciebie i reszty jest bycie w nieświadomości. Nie pytaj oto ponownie.

<Aiden?> Sans nie powie nic ~o~

niedziela, 28 sierpnia 2016

Od Sansity CD Aidena

Szanuje szaleństwo. Ale jaki idiota idzie w coś tak oczywistego? Odliczałam w duchu ile zejdzie do ataku i nawet nie doszłam do 5 a już otoczyło go kilka dryblasów. Zaskakujące? Otóż nie.
Znudzona podeszłam bliżej odpychając najbliższego z drogi.
-A co taka damulka tu robi?- Zapytał głupkowato ten, który aktualnie trzymał mocno Aidena. Westchnęłam patrząc na nich z zaciekawieniem.
-Naprawdę jesteście tacy chętni na bijatykę na rynku? Na głównym rynku? Pod okiem straż księcia?
Wszyscy zdrętwieli. Zabawna reakcja. Rozprostowałam ręce nie przejmując się nimi.
-Proponuje walkę poza widokiem osób trzecich, co wy na to?
-Sans nie pomagasz- mruknął Aiden. Uniosłam brew do góry.
-Nie słuchałeś to masz- mruknęłam po czym dodałam głośniej- to jak panowie? Idziemy z dala od ludzi?
-Babka też zamierza walczyć?
-Nie wtrącam się do pewnego momentu. Więc co zrobisz Aiden?
Patrzyłam na niego czekając na reakcję. Jeśli chce przeżyć, musi mi zaufać. Eh, same problemy z dłużnikami...

<Aiden?>

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Od Sansity CD Aidena

Aiden źle prowadził, myślałam. Chciał zgubić straż ale sam zapomniał jednej istotniej rzeczy- też może się zgubić. I tak właśnie zaprowadził nas na zadupie w postaci dalszej uliczki bez przejścia. Ślepa uliczka. Posłałam mu znudzone spojrzenie.
-Co? Ale jak...
-Dlatego mogłeś mnie nie powstrzymywać albo mi dać wolną rękę. Znam te tereny jak własną kieszeń.
-Nie mogłaś tak od razu?- Zapytał się zirytowany.
-Przecież niejednokrotnie wspominałam- spojrzałam na niego znacząco. W tym samym momencie pojawili się strażnicy za nami. Spojrzałam na nich przez ramię znudzona.
-Nawet szybko się zjawili- mruknęłam.
-Proszę się oddać w ręce prawa!
Tak chcą się bawić? Podczas ucieczki sprawdziłam co z innymi mocami: tylko teleportacja została tymczasowo mi zablokowana, nie reszta umiejętności. I to byłby ich koniec. Tyle, że... Nie powinni zobaczyć jeszcze co mogę. Podniosłam głowę śmiejąc się sucho.
-Wy naprawdę myślicie, że dacie radę? Zabawne- parsknęłam rozbawiona.
-Jak śmiesz...- zaczął jeden ale stojący najbliżej jeden powstrzymał go ruchem dłoni. W jego oczach dostrzegłam strach.
-Nie rób nic pochodnego Darius.
-Słuchaj kolegi po fachu- zamknęłam oczy po czym otworzyłam jedno, które niebezpiecznie się jarzyło światłem. Tamci się cofnęli. teraz wszyscy byli przerażeni.
-T- to panienka Skeleton!
-Ta?- Szepnął zatrwożony. Położyłam dłoń na biodro patrząc na nich z pustym uśmiechem.
-Więc? Będziecie grzeczni i zapomnicie o tym incydencie? Czy chcecie...
-Nie! Panowie, zbieramy się- powiedział do tamtych i posłał nam przerażone spojrzenie.- Nic tu nie zaszło- wymamrotał na odchodnym. Zadowolona uśmiechnęłam się gasząc oko i odwróciłam się do chłopaka. patrzył zdziwiony.
-Co z ciebie za potwór, że nawet straż się ciebie boi?
-Ach, żaden. Po prostu słyszeli o pewnych incydentach po których nikt nie chce walczyć ze mną- odparłam beztrosko.- A ten od mocy, tylko zneutralizował moją teleportację. Patrz, działa- powiedziałam pstrykając palcami i przeniosłam nas gdzieś na obrzeża.

<Aiden? Pamiętaj, nie denerwujemy Sans c: >

niedziela, 21 sierpnia 2016

Od Sansity CD Aidena

Kiwnęłam głowa wskazując dłonią za siebie.
-Grillby akurat im podziękował ale będą tu w okolicy się kręcić przez jakiś czas. Także nie jest wskazane ruszać się z pokoju. No chyba, że wolisz zostać oddany w ręce strażom- przyjrzałam mu się uważnie.
-Podziękuje, wolę żyć.
Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Na to liczyłam.
Odwróciłam się ponownie do wyjścia ale zatrzymało mnie jego pytanie.
-Kiedy będę miał okazję wyjść zatem?
-Plany się zmieniły przez ich obserwacje wokół gospody. Pojawię się ponownie kiedy znikną- powiedziałam podchodząc ku drzwiom.- Taka zagadka. Co by było gdyby związać część włosów w warkoczyk, nawlec na to pierścień po czym otoczyć go resztą włosów  i dla wzmocnienia ścierką?
-Dajesz mi rady?
-Kto wie.

<Aiden?>

Od Sansity CD Akane

Uśmiechnęłam się pod nosem.
-Zgoda, czemu by nie.
Obie wygodniej się umościłyśmy się mając Księcia między nami i wpatrywałyśmy się w krajobraz.
-Myślę o wodzie, górach i przygodach.
-Wycieczki- odparłam celnie.- Mała kulka szczęścia z kolcami.
-Jeż? Czemu kulka szczęścia?- Zaciekawiła się spoglądając na mnie. Wzruszyłam ramionami.
-A czemuż nie? Jeże to zabawne stworzenia.
-Przez oczy?
-Też.
-Skoro tak... Trochę mąki, trochę cukru i parę innych dodatków?
-Cukiernictwo. Akuś, czy ty chcesz abyśmy znowu gotowały razem?- Zapytałam się rozbawiona dziewczyny.


<Akuś?>

Od Sansity CD Aidena

Uśmiechnęłam się ironicznie.
-Wybacz kolego ale to nie ja mam dług u Grillby'ego.
-A czego bym się mógł spodziewać- parsknął i wziął tyle drewna ile mógł za jednym zamachem i poszedł w kierunku kuchni. Nieźle się zdziwił widząc mnie gdy przyniosłam także trochę drewna.
-Więc jednak?- Zapytał się od niechcenia po dłuższej chwili.
-I tak nie mam nic innego do roboty- odparłam. Kiedy postawiłam kawałki drzewa na opał spojrzałam na zegar. Po dłuższej chwili powiedziałam- teraz przez z najbliższą godzinę nie wychodź z pokoju w piwnicy. Straż zaraz będzie chodzić.
-Skąd wiesz? Z tego co wiem powinni później rozpocząć patrol- podniósł brew do góry w geście zdumienia. Uśmiechnęłam się zagadkowo.
-Mam swoje wtyki.
Podeszłam do drzwi aby na jakiś czas się ulotnić, miałam coś załatwić ale stanęłam w progu i spojrzałam na chłopaka przez ramię.
-A, właśnie. Popraw sobie włosy bo widać złoto.
Kiedy to usłyszał, wypuścił z rąk drewno i spojrzał zaskoczony na mnie.
-Jak ty...
-Nieważne- ucięłam krótko.- Kiedyś mi się odwdzięczysz.
-Nie wydasz mnie?- Zapytał nieufnie.
-Tak jak mówiłam. Przydasz mi się kiedy indziej, więc nie ma sensu cie wydawać. Zresztą właściciel zalazł mi za skórę, więc jego wina. Do zobaczenia- powiedziałam na odchodnym i teleportowałam się stamtąd.

<Aiden?>

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Sansity CD Rhysa

Uśmiechnęłam się delikatnie.
-Zatem chodźmy, zapraszam.
Wychodząc z altany z widokiem na ogród w kierunku Dworu rozmawialiśmy na różne tematy nie mając okazji spotkać nikogo innego, chociaż to różnie z tym by mogło by być. Gdy doszliśmy pod moją komnatę, zaprosiłam go do środka, ciesząc się, że miałam okazję wcześniej zrobić ciasto. Ledwie usiadła ja już kroiłam mu kawałek i podałam na talerzyku z sztućcami do wyboru- ciasto miało to do siebie, że zależnie od preferencji, można było je jeść widelczykiem albo łyżeczką. Patrzył chwilę na deser, aż musiałam się roześmiać.
-Spokojnie, nie jest zatrute.
W końcu wziął kęs z jakby pewna ulgą przełknął kawałek zanim coś powiedział.
-Dobre. Skąd masz przepis?
-Rodzinny, ciotka raz mi go pokazała przy jakiejś okazji. Moja mama bardzo je lubiła z tego co wiem.
-To ona nauczyła cię piec?- Poczułam nieprzyjemny skurcz w okolicach serca.
-Nie, sama się uczyłam robić wszystko. Brat był za mały a ojciec wiecznie zajęty i zamknięty w swoim laboratorium.
-A co z nią?
-Nic- westchnęłam.- Była dobrą kobietą, żoną i matką. Ostatni raz widziałam ją mając trzy lata.
-Co się stało?- Zapytał kiedy usiadłam kładąc przed sobą swój kawałek.
-Podczas jeden z bitew, szesnaście lat temu brała udział jako jeden z dowódców. Jeden z wyższych rangą miał zawieść list do króla o krokach przeciwnika i wpadł w zasadzkę. Pomogła mu dając mu czas na dostarczenie listu ale sama wkrótce została zamordowana gdy jeszcze czyściła mu drogę- uśmiechnęłam się smutno.- Przynajmniej wiadomość została dostarczona i walka została wygrana.- Arial Skeleton robiła co mogła. I udało jej się to, płacąc najwyższą cenę.

<Rhys? ;p>