Patrzyłam na niego w milczeniu, przy czym odparłam dopiero po chwili.
-Grillby to mój dobry znajomy, często do niego wpadam. Ot, tak po znajomości.
-Więc tak- kiwnął głową bez przekonania. Uśmiechnęłam się w jego kierunku ale spojrzenie zrobiło się momentalnie chłodne.
-Zatem domyślasz się, że znajomość, i się dba o interesy? Naprawdę szkoda mi go kiedy są jakieś problemy. Liczę, że rozumiesz- westchnęłam wstając. Po chwili krzyknęłam go pozbawionego pierścienia właściciela- Czy szanowny pan mógłby chwile zaczekać?!
-Oczywiście panienko. W czym rzecz?- Zapytał się szczerze zdziwiony.
-Wczoraj była zabawa na rynku i widziałam tam pana. Może wtedy już znikł pierścień? Wie pan, duży ruch, trunki i jedzenie i katastrofa gotowa.
-Faktycznie byłem- powiedział zamyślony.- Być może gdzieś go upuściłem i ktoś go zabrał. No nic, może jeszcze się znajdzie. Przepraszam za problem- zwrócił się do właściciela gospody. Grillby odetchnął z ulgą.
-To w pełni zrozumiałe. Życzę powodzenia przy odnalezieniu i zapraszam ponownie.
Gdy wyszedł, emocje opadły z mężczyzny, który opadł na krzesło głęboko oddychając. Spojrzałam na niego badawczo.
-W porządku?
-Tak tak. Wielkie dzięki Sans, naprawdę- powiedział z lekkim uśmiechem poprawiając swoje okulary.
-Nie ma problemu. odpocznij sobie, trzeba w czymś ci pomóc?
-Rąbanie drewna tylko.
Odwróciłam się z uśmiechem do Aidena.
-Aiden z chęcią ci pomoże, prawda?
Aiden xD? Wybacz, że tak długo ;-;
niedziela, 7 sierpnia 2016
środa, 3 sierpnia 2016
Od Crystal C.D Hadesa
Słoce zachodziło!Dzień się kroczył!A ja... No cóż z pewnej gapy
zostałam wtrącona do celi. Znów zamknięta w czterech ścianach! Super !
No...Dobra...Nie było tak źle!No do momentu, aż nie zapadła noc,
ponieważ w ciemność ukazał mi się fragment zapomnianych mych wspomnie,
które z niewyjaśnionych przyczyn zapomniałam.Tak...Mam amnezję!Nic nie
pamiętam od zobaczenia na łące czarnych rumaków.No ale wracając do
mnie...Siedziałam grzecznie w celi i patrzyłam w ciemność, aż nagle
poczułam senność i zamykając już oczy mój obraz jakby się
rozmazywał.Oczywiście wtedy przetarłam oczy ręką i właśnie wtedy drugi
raz patrząc w to samo miejsce zobaczyłam to :
Zaskoczona tym widokiem znów przetarłam oczy i znów po patrzyłam w to samo miejsce.Czułam w sobie że to miejsce bardzo dobrze znam, ale nie wiedziałam skąd!Widok po sekundzie był coraz gorszy!. Przez to moje ciało zaczął dziwnie się zachowywać, bo zaczekało się trząść ze strachu, ale nie miałam powodu, ponieważ takie widoki już mnie nie straszył.Wszystkie te emocje przez ten widok sprowadził że panikowałam i straciłam kontrole z rzeczywistością ,a gdy to się stało było bardzo ale to bardzo źle!!Ponieważ wtedy mych mocy nie kontrolowałam, a były bardzo silne i nie bezpieczne.Spowodowały w mei celi wielkie mrozy, które były wyczuwalne w całym zamku. No cóż w środku celi były bardzo wyczuwalne, ponieważ zwyczajny człowiek w takiej temperaturze która miała miejsce w tym miejscu nie przeżyła by.Na szczęście ja byłam eksperymentalnie niezwykłym człowiekiem, wiec te mrozy tylko mnie osłabiły że straciłam przytomność.Dziwne było to że gdy się ocknęłam nie leżałam na ziemi w celi tylko leżałam w cieplutkim łóżeczku w ślicznym pokoiku.
(Hadesa?)
Zaskoczona tym widokiem znów przetarłam oczy i znów po patrzyłam w to samo miejsce.Czułam w sobie że to miejsce bardzo dobrze znam, ale nie wiedziałam skąd!Widok po sekundzie był coraz gorszy!. Przez to moje ciało zaczął dziwnie się zachowywać, bo zaczekało się trząść ze strachu, ale nie miałam powodu, ponieważ takie widoki już mnie nie straszył.Wszystkie te emocje przez ten widok sprowadził że panikowałam i straciłam kontrole z rzeczywistością ,a gdy to się stało było bardzo ale to bardzo źle!!Ponieważ wtedy mych mocy nie kontrolowałam, a były bardzo silne i nie bezpieczne.Spowodowały w mei celi wielkie mrozy, które były wyczuwalne w całym zamku. No cóż w środku celi były bardzo wyczuwalne, ponieważ zwyczajny człowiek w takiej temperaturze która miała miejsce w tym miejscu nie przeżyła by.Na szczęście ja byłam eksperymentalnie niezwykłym człowiekiem, wiec te mrozy tylko mnie osłabiły że straciłam przytomność.Dziwne było to że gdy się ocknęłam nie leżałam na ziemi w celi tylko leżałam w cieplutkim łóżeczku w ślicznym pokoiku.
(Hadesa?)
Od Shibido (do Vanessy)
Szczerze to wolałem chyba być w kociej posturze... nie wiem czemu ale bardziej mi się to opłacało. Drapieżniki nie atakowały, ludzie pieścili, karmili... No same atuty, hah jak ma się takie oczka to nic dziwnego. Akurat przemierzałem tereny jako człowiek gdyż dookoła pełno było demonicznych stworów. Ciężko było znaleźć miejsca gdzie poczuje się bezpiecznie i spokojnie. Większość miast było pustych i zapuszczonych, nie można było hałasować bo przyjdzie cała chmara krwiożerczych mutantów. Troche żałowałem że opuściłem swoje miejsce zamieszkania... tam nie było żadnych stworów a każdy żył w sumie normalnie. Idąc ciągle przez ścieżkę zauważyłem dość niedaleko.. jakiś kilometr wielki mur a za nim budynki... Czyżby jakieś miasta się uchowały? Niestety była pora nocna a przede mną wiele bestii. Jako kociak wbiłem się na drzewo i zmieściłem w niewielką norkę wraz z swoimi rzeczami. Nie było ich sporo, głównie jedzenie. Przytuliłem się do rzeczy jak do miękkiego pluszaka i zasnąłem spokojnie 4 metry nad ziemią. Przebudziłem się bardzo wcześnie.. nawet słońce nie ośmieliło się pokazać. Usłyszałem szelest bardzo blisko mnie, zdziwiłem się trochę gdyż tam gdzie się schowałem, nie było stworów. To był w sumie środek lasu gdzie witają gęste krzaki. Wyszedłem z norki zaciekawiony wciąż jako biały kociak. Coś poruszało się na czterech łapach, czułem zapach psa? nie... w sumie dość dziwne. Gdy rozglądałem się zauważyłem... o nie... Ku moim oczom ukazało się chyba czyjś ogon. Wyglądało to trochę jak gumowaty patyk, zmieniała swoje położenie, raz do góry raz na dół. Moje oczka znów się powiększyły, skuliłem się. Nie mogłem powstrzymać swej natury, nic nie poradzę że mam słabość do takich zabawek. Podszedłem powoli a gdy skoczyłem schwytałem zdobycz mocno ząbkami, było to tak silne że podniosło mnie całego do góry. Zerknąłem w lewo a to był ogon szarej... wilczycy.
Hehe... i co teraz powiedzieć, przybliżyła ogon do swojego pyska, ja wciąż zaciekle nie otworzyłem mordki.
-Miau... - cicho miauknąłem kładąc uszy, gdy tylko ukazała swoje zęby. Machnęła mocno ogonem a ja puściłem się w końcu i odbiłem raz od podłoża zanim stanąłem na łapki. Przybliżyła się do mnie warcząc, starałem się pokazać swą... dominacje?. Dumnie stanąłem wysuwając pazury. Ale szybko pożałowałem, wadera otworzyła pysk chcąc mnie ugryźć, odskoczyłem odwracając się, upadłem ale szybko sie podniosłem po czym popędziłem jak najszybciej do najbliższego drzewa, wzbiłem się pazurami na wysoką gałąź. Stanęła na dwóch łapach wciąż warcząc, następnie zaczęła okrążać drzewo.
-Em.. słuchaj, wiem że psy i koty... em przepraszam, wilki i koty zbytnio sie nie lubią, ale jestem również człowiekiem i radze ci odbiec bo inaczej będzie mogiła! - oznajmiłem starając się ją wystraszyć. Ta jednak nie zamierzała, w jej oczach nie widziałem grama strachu.
-O mój boże.. ja tak mogę caaały dzień- powiedziałem dumny z siebie ale nagle gałąź się ułamała.. - ekstra - spadłem na dół, nie trza było dużo czasu by zauważyć groźny pysk przed oczami.
-Proszę... nie jedź mnie... - zrobiłem słodką minkę, położyłem się tak jak i uszy, a moja mordka wyglądała jakby miał zaraz zacząć płakać. Ej no chciałbym trochę pożyć. Zbytnio szans z nią nie miałem, a nawet.. to jakoś... nie chciałem jej zaatakować.
Vanessa?
Hehe... i co teraz powiedzieć, przybliżyła ogon do swojego pyska, ja wciąż zaciekle nie otworzyłem mordki.
-Miau... - cicho miauknąłem kładąc uszy, gdy tylko ukazała swoje zęby. Machnęła mocno ogonem a ja puściłem się w końcu i odbiłem raz od podłoża zanim stanąłem na łapki. Przybliżyła się do mnie warcząc, starałem się pokazać swą... dominacje?. Dumnie stanąłem wysuwając pazury. Ale szybko pożałowałem, wadera otworzyła pysk chcąc mnie ugryźć, odskoczyłem odwracając się, upadłem ale szybko sie podniosłem po czym popędziłem jak najszybciej do najbliższego drzewa, wzbiłem się pazurami na wysoką gałąź. Stanęła na dwóch łapach wciąż warcząc, następnie zaczęła okrążać drzewo.
-Em.. słuchaj, wiem że psy i koty... em przepraszam, wilki i koty zbytnio sie nie lubią, ale jestem również człowiekiem i radze ci odbiec bo inaczej będzie mogiła! - oznajmiłem starając się ją wystraszyć. Ta jednak nie zamierzała, w jej oczach nie widziałem grama strachu.
-O mój boże.. ja tak mogę caaały dzień- powiedziałem dumny z siebie ale nagle gałąź się ułamała.. - ekstra - spadłem na dół, nie trza było dużo czasu by zauważyć groźny pysk przed oczami.
-Proszę... nie jedź mnie... - zrobiłem słodką minkę, położyłem się tak jak i uszy, a moja mordka wyglądała jakby miał zaraz zacząć płakać. Ej no chciałbym trochę pożyć. Zbytnio szans z nią nie miałem, a nawet.. to jakoś... nie chciałem jej zaatakować.
Vanessa?
wtorek, 2 sierpnia 2016
Od Hadesa C.D Crystal
Zmierzyłem uciekinierkę o imieniu Crystal wzrokiem i westchnąłem w udawanym żalu.
- Gdybyś z nami współpracowała, nie doszło by do tego. - powiedziałem. - Ale posunęłaś się o wiele za bardzo. Doigrałaś się, kochana.
W mgnieniu oka, gdyż dziewczyna o niebieskich włosach nie zdążyła się odezwać, ba, nawet nie mrugnęła, znalazłem się za nią. Złapałem mocno jej nadgarstki od tyłu.
- Pupilkiem Rhysa nie byłem, nie jestem i nie będę. Za to ty, złotko, od teraz się nim staniesz.
- Nigdy! - krzyknęła. - Nie macie prawa!
- Ależ mamy. - wymruczałem.
Crystal szarpnęła się do przodu, na co ja wzmocniłem uścisk.
- Puść mnie! - warknęła.
- Twoje niedoczekanie, nie uciekniesz już więcej. - szepnąłem jej do ucha. - Nawet o tym nie myśl. Znam twoje myśli, skarbie.
To wyznanie trochę ją zaskoczyło, gdyż się uspokoiła. Wtedy popchnąłem ją do tyłu, sprawiając, że zrobiła krok. Następnym popchnięciem zmusiłem ją, by szła do przodu, a ja podążałem za nią. Gdy przeszliśmy przez drzwi od tarasu, o przeciwległą ścianę opierał się Rhys.
- Dobra robota, kuzynie. - wymruczał książę niby miłym głosem.
Podszedł do Crystal i założył jej kosmyk włosów za ucho, po czym wbił w nią swoje gniewne spojrzenie.
- Do lochu z nią. - odezwał się po chwili stanowczym głosem.
Mimo tego, że patrzył na dziewczynę, rozkaz był skierowany do mnie. Na słowa Rhysa, Crystal wzdrygnęła się.
- Jak sobie życzysz. - odpowiedziałem, ignorując odruch dziewczyny. - Do której celi?
- Blokującej i odbijającej wszystkie możliwe rodzaje mocy. - powiedział przelotnie na mnie zerkając, po czym znów spojrzał na niebieskowłosą i szepnął do niej przestrogę, w której brzmiała groźba. - Lepiej się zachowuj.
Książę skinął głową na pożegnanie i odszedł niespiesznym krokiem.
- Słyszałaś Rhysa? - warknąłem do Crystal. - To na co czekasz?!
Nie czekając na jej odpowiedź, popchnąłem ją w stronę przeciwnego korytarza, do tego, do którego skręcił mój kuzyn. Po kilkunastu minutach dotarliśmy do podziemia, w którym znajdowały się lochy. I sale tortur, jednakże o tym dziewczynie nie powiedziałem. Gdy doszliśmy do celi blokujących moce, strażnicy otworzyli nam jedną z nich. Nie miała okien i nie była zbyt duża. Wepchnąłem tam Crystal, wszedłem za nią i zamknąłem za nami drzwi.
- Posłuchaj, człeczyno. Zostaniesz tu, dopóki Rhys nie powie, że możesz wyjść. Ta cela - zrobiłem dłonią ruch otaczający pomieszczenie. - Blokuje i odbija każdą moc. To znaczy, że jeśli użyjesz jakiejkolwiek mocy, ona do ciebie wróci ze zdwojoną siłą. Nawet nie próbuj żadnych wybryków, młoda damo.
<Crystal?>
Od Rhysa C.D Vanessy
Postukałem się w podbródek, patrząc na członkinię mego dworu w zamyśleniu.
- Mam do czynienia z Vanessą Annie McLevis, zgadza się? - powiedziałem po chwili.
- Tak, Wasza Wysokość. - odpowiedziała dziewczyna.
- Wyśmienicie. Służba poinformowała mnie o twoim niedawnym przybyciu, jednakże nie mieliśmy okazji się wcześniej spotkać, prawda? - nie czekając na jej reakcję, westchnąłem. - Doprawdy, szkoda. Jednakże, skoro jesteś, że tak powiem, ''aktywna'' nocą, składa się doskonale. Teraz jest noc, ale pewnie to zauważyłaś.
- Co chcesz przez to powiedzieć, Wasza Wysokość? - spytała Vanessa.
Uniosłem brew. Znałem jej myśli, jednak już po samym jej tonie głosu - udawanej uprzejmości, wnioskowałem, że pragnęła jak najszybszego końca tego spotkania. Na jej nieszczęście, i los, i ja, chcieliśmy inaczej.
- Będziesz taka dobra i pójdziesz ze mną do któregokolwiek z moich ogrodów, a tam opowiesz mi coś o sobie i swojej historii. - wyjaśniłem.
Zdawałem sobie sprawę, że zabrzmiało to jak niezaprzeczalny rozkaz - w końcu tym własnie było. No i byłem księciem, również jej. Tak więc... Można to tłumaczyć i tym, i moim charakterem. Jednakże wniosek był jeden - jako moja poddana miała wykonać me polecenie. W przypadku odmowy, chociażby grzecznej, kara byłaby nieunikniona, ale o tym nie poinformowałem Vanessy, gdyż chciałem się przekonać, jaka będzie jej decyzja. A co za tym stoi, jak jest wobec mnie lojalna.
<Vanessa?>
Od Katariny C.D Rhysa
- Tsa... powiedźmy - oznajmiłam po czym już nieco osiąkniętą kurtkę założyłam s powrotem. Otrzepałam się i poprawiłam włosy. Chwile potem zmieniłam się w liska i strzepałam nadmiar wody z futerka. Sądzę że tak będzie szybciej i wygodniej. Chwile potem znów przybierając styl kobiecy, podeszłam do księcia.
-Wracajmy powoli.. - oznajmiłam po chwie troche słabym chłosem. Nie wiem dlaczego, ale jakoś już chciałam uciec od tego wszystkiego, ale czy to ma sens? Znów uciec i układać nowe życie? Chyba musze po prostu zrozumieć i przyzwyczaić się, że nie dla wszystkich jest... to obiecane.
-Ale do zamku? - spytał spokojnie machając delikatnie reką w strone swojej książecej kaplicy.
-Em... tak. Zgłodniałam, sądze że to idealna pora obiadowa. - uśmiechnełam się spokojnie choć nie szczeże. Jednak co nam sie pogibaciło i skręciliśmy w nie tę drogę co trzeba. Scieżka traciła piekny wiosenny kolor, przybrały natomiast szare i mroczne oblicze z ostrymi jak i ruchomymi cierniami. Nie przeprawiało mnie to o dreszcze, ale czułam cos niepokojącego.
-Takie pytanie... czy rośliny również mogą być zarazone? - spytałam z ciekawości. Chwile potem nim usłyszałam odpowiedż nie zdązyłam nawet mrugnąc jak poczułam iż coś zaciska mi się na nodze. Sekunda... i już wisiałam do góry nogami.
-Bardzo zabawne... - odetchnełam po czym podciągnełam się wyciągając ostrze, ale prawie by mi spadło i aby je złapać musiałam znów wyprostować ciało w dół. Dosięgłam w ostatniej chwili, tym razem gdy sie podciągnełam otetnełam plącze i zgrapnie obruciłam się spadając na nogi.
Rhys?
-Wracajmy powoli.. - oznajmiłam po chwie troche słabym chłosem. Nie wiem dlaczego, ale jakoś już chciałam uciec od tego wszystkiego, ale czy to ma sens? Znów uciec i układać nowe życie? Chyba musze po prostu zrozumieć i przyzwyczaić się, że nie dla wszystkich jest... to obiecane.
-Ale do zamku? - spytał spokojnie machając delikatnie reką w strone swojej książecej kaplicy.
-Em... tak. Zgłodniałam, sądze że to idealna pora obiadowa. - uśmiechnełam się spokojnie choć nie szczeże. Jednak co nam sie pogibaciło i skręciliśmy w nie tę drogę co trzeba. Scieżka traciła piekny wiosenny kolor, przybrały natomiast szare i mroczne oblicze z ostrymi jak i ruchomymi cierniami. Nie przeprawiało mnie to o dreszcze, ale czułam cos niepokojącego.
-Takie pytanie... czy rośliny również mogą być zarazone? - spytałam z ciekawości. Chwile potem nim usłyszałam odpowiedż nie zdązyłam nawet mrugnąc jak poczułam iż coś zaciska mi się na nodze. Sekunda... i już wisiałam do góry nogami.
-Bardzo zabawne... - odetchnełam po czym podciągnełam się wyciągając ostrze, ale prawie by mi spadło i aby je złapać musiałam znów wyprostować ciało w dół. Dosięgłam w ostatniej chwili, tym razem gdy sie podciągnełam otetnełam plącze i zgrapnie obruciłam się spadając na nogi.
Rhys?
Od Hadesa C.D Mortem
Na słowa Mortem zaśmiałem się cicho.
- Później to padniesz ze zmęczenia, moja droga. - szepnąłem jej do ucha.
- Nie... - zaprotestowała i potrząsnęła głową.
- Przecież widzę, jak się zachowujesz. - nie dając jej czasu na odpowiedź, dopowiedziałem. - Chodź.
- Gdzie?
Położyłem dziewczynie palec na ustach i uśmiechnąłem się tajemniczo. Wziąłem ją w ramiona i przytuliłem do siebie.
- Cii... Zaniosę cię do twojej komnaty. - powiedziałem i ruszyłem niespiesznym krokiem w stronę zamku, ostrożnie stawiając kroki, by iść spokojnie oraz żeby Mortem miała jak najwygodniej.
<Mortem?>
- Później to padniesz ze zmęczenia, moja droga. - szepnąłem jej do ucha.
- Nie... - zaprotestowała i potrząsnęła głową.
- Przecież widzę, jak się zachowujesz. - nie dając jej czasu na odpowiedź, dopowiedziałem. - Chodź.
- Gdzie?
Położyłem dziewczynie palec na ustach i uśmiechnąłem się tajemniczo. Wziąłem ją w ramiona i przytuliłem do siebie.
- Cii... Zaniosę cię do twojej komnaty. - powiedziałem i ruszyłem niespiesznym krokiem w stronę zamku, ostrożnie stawiając kroki, by iść spokojnie oraz żeby Mortem miała jak najwygodniej.
<Mortem?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)
