piątek, 1 lipca 2016

Od Rhysa CD. Akane

Gdy zobaczyłem Akane wyglądającą trochę inaczej niż zazwyczaj, przekrzywiłem głowę i wbiłem w nią swój przeszywający wzrok.
- Wyglądasz uroczo. - westchnąłem. - Jak zawsze.
Akane pochyliła głowę, pokręciła nią i powoli odstawiła ciasto na koc.
- Nie widzę w tym nic dziwnego. - wymruczałem. - Ja mogę byc cieniem, widziałaś mnie pod tą postacią... Chociaż każdy cień wygląda chyba tak samo?
Dziewczyna zachichotała lekko i po chwili przyłączyłem się do jej śmiechu.
- A teraz. - powiedziałem, gdy przestaliśmy się śmiac. - Pozwolisz...?
Nie czekając na jej odpowiedź, przyciągnąłem ją do siebie. Musnąłem palcem serduszko na jej policzku i wplotłem ręce w jej włosy.
- Nie waż się tak o sobie myślec, Akane. - szepnąłem jej do ucha i przycisnąłem swoje usta do jej warg.
<Akane?>

Od Rhysa CD. Sansity

Popatrzyłem na jej smutną minę i uniosłem jej podbródek.
- Jeszcze możemy sprawić, że ten dzień stanie się leszy. - wymruczałem.
- Jak? Jesteśmy na jakiejś łące, nawet nie wiem gdzie, jakieś dzieci się na nas gapiły, ludzie przed tobą uciekają... Przede mną pewnie też. - uśmiechnęła się szyderczo, jednak nie było w tym wesołości, tylko... żal.
- Tak się składa, moja droga, że jesteśmy w jednym z moich ogrodów. Leży on około 15 minut od zamku. Dziećmi się nie przejmuj, a dorosłymi? - prychnąłem. - Dzisiaj śmierci wolą powiedzieć nie.
- Ale jak...?
- Tak. - szepnąłem. Przyciągnąłem ją do siebie i docisnąłem swoje usta do ust Sans.
<Sans?>

Od Mattias'a (do Katariny)

Ruszyłem przed siebie, poprawiając zsuwającą mi się z ramienia torbę.
Las był nieco mroczny przez panujący tu mrok oraz unoszącą się w powietrzu aurę tajemniczości. Nie bałem się, ale nie czułem się też komfortowo. Czułem, że ktoś od dłuższego czasu mnie obserwuje. Praca jako najemnik do czegoś mi się jednak przydała.
Musiałem przyznać, że ten ktoś był naprawdę dobry, jak nie świetny. Ciężko było mi zorientować się, gdzie w ogóle znajduje się ta tajemnicza osoba. Dyskretnie chciałem się zorientować, ale nie mogłem też dawać jej do zrozumienia, że wiem, że gdzieś tam na mnie czyha.
Postanowiłem ją sprowokować.
Postawiłem torbę na ziemi, nieopodal drzewa, pod którym się rozsiadłem. W spokoju czekałem, wsłuchując się w cichy pohukiwanie i terkotanie ptaków, a także cichy szum liści poruszanych przez wiatr. Przymknąłem oczy.
Osobnik wciąż się na mnie czaił.
Po chwili wyjąłem z torby garść malin, które zdążyłem zebrać po drodze. Posiadały wyrazisty kolor, a także przyjemny zapach. Były smaczne. Słodkie. Takie właśnie, jakie powinny być maliny.
— Mogę jedną? — Zza krzaków wyłoniła się kobieca postać.
Jej oczy były magnetyzujące, niby zielone, a niby turkusowe, nie umiałem tego jednoznacznie określić, wpatrzone były w owoce. Zaciekawiła mnie blizna biegnąca przez lewe oko. Posiadała szkarłatne włosy, które z pewnością były wyjątkowe. Ubrana była dosyć skąpą; jedynie miejsca strategiczne miała okryte. W dłoni trzymała zakrzywione ostrza.
— Tak — odparłem, nieco zaskoczony niecodzienną sytuacją.
Szkarłatnowłosa wyciągnęła dłoń po maliny, a następnie wpałaszowała je w zaskakująco szybkim tempie. Posłała mi badawcze spojrzenie.
— Masz jeszcze? — zapytała z nadzieję, a kiedy pokręciłem głową, jej wyraz twarzy zrobił się groźniejszy. — A więc teraz szykuj się na śmierć.
Wpatrywałem się w nią chwilę otępiały.
— Co?

< Kat? >

Mattias Lind!

"Wszystko w życiu coś oznacza."

 http://vignette3.wikia.nocookie.net/powerlisting/images/3/33/DCS_11.jpg/revision/latest?cb=20141025110518

Mattias z Dworu Dnia

Od Alyssy CD. Akise

Wiedziałam, że to iluzja.
Nie wiedziałam jakim cudem udało nam się trafić na terytorium Dworu Nocy, ale oni bawili się z nami. To była gra, z której musieliśmy albo wygrać swoje życie, albo je przegrać. Druga opcja jak dla mnie nie istniała. Musiałam wygrać.
Gorączkowo przeczesywałam wzrokiem teren, starając się znaleźć wpierw Akise, a przy okazji wyjście. Korytarz był ciemny i długi. Dłonie lepiły się od pajęczyn, gdy przesuwałam nimi wolno po ścianach z każdym moim krokiem. Moim jedynym zmysłem, który w owej chwili do czegoś się nadawał był dotyk. Miałam ochotę uciec stąd jak najszybciej, ale musiałam zachować zimną krew.
Do moich uszów dobiegło głośne kliknięcie.
Następnie poczułam jak spod nóg ucieka mi grunt, a ja lecę w dół. Z moich ust wydobył się głośny, ciągły krzyk. Pierwsza myśl, która przeleciała mi przez głowę to, że to już mój koniec. Machałam rękoma jak oszalała, aby chwycić się byle czego. Poraniłam sobie tylko dłonie.
Grzmotnęłam o ziemię z tak dużą siłą, że nie mogłam złapać oddechu. Cały obraz mi się rozmazał. Tym co czułam, było tylko nieprzyjemne pulsowanie w mojej głowie. Przesunęłam wzrok na lewo, a później na prawo, jednakże nie mogłam nic dostrzec. Przed oczami miałam mroczki. Poruszyłam się lekko, ale zaraz głośno jęknęłam, a w kącikach oczu wezbrały mi się łzy.
Przekręciłam się na bok, wydając z siebie głośny okrzyk bólu. Popłakałam się, nie mogąc dać sobie rady z bólem. Promieniował on na całym kręgosłupie i przybierał na sile, gdy chciałam poruszyć nawet palcem.
— Aly! — Dobiegł mnie głos chłopaka.
Jego obecność była dla mnie małym promykiem światła w ciemnym tunelu.
— Akise — ucieszyłam się, gdy wreszcie dostrzegłam rozmazane kontury chłopaka. Klęczał nade mną, oceniając sytuację, w której się znajdujemy.
— Możesz wstać? — zapytał po chwili.
— Nie. Boli mnie cały kręgosłup — rzekłam przez łzy, nieustannie spływające po moich policzkach. Akise zagryzł dolną wargę, wpatrując się we mnie z czystym współczuciem.
— Musisz spróbować — mruknął niechętnie. — Aly, musimy stąd uciekać! Te bydlaki mogą nas dopaść.
Wpatrywałam się chwilę w Akise, a potem bąknęłam ciche "tak". Z pomocą bruneta wstałam, zaciskając zęby na materiale, który chłopak oderwał od swojej koszulki. Nowa porcja łez spłynęła po mojej twarzy. Akise wziął mnie na swoje plecy, a ja owinęłam swoje ręce wokół jego szyi.
— Jest dobrze? — zapytał miękko.
— Yhym — mruknęła cichutko.
Ruszył wolno. Pomimo jego starań czułam ból rozchodzący się po plecach z każdym jego krokiem. Choć i tak było to lepsze niż leżenie na ziemi i czekanie na śmierć. Oparłam brodę na ramieniu chłopaka.
— Akise to Dwór Nocy — poinformowałam go.
— Co? — Był wyraźnie zszokowany.
— Musieli wpłynąć na nas umysł, abyśmy przyszli tutaj, Akise. To nie żaden "psychiatryk", to tylko iluzja, a oni się z nami bawią — mruknęłam.
— Skąd niby możesz to wiedzieć? — W głosie chłopak wyczułam lekkie powątpiewanie.
— Wystarczającą dużo nasłuchałam się od mojego ojca — odparłam.
Akise nic już więcej nie mówiąc, po prostu szedł przed siebie.

< Akise? >

Od Hisaki'ego (do Akise)

Ziewnąłem szeroko i kichnąłem. Służąca moich rodziców rozglądała się niepewnie, idąc szeroką drogą, wzdłuż której poustawiane były stragany. Nigdy nie byłem w podobnym miejscu, całe życie spędziłem w wielkim domu mojej rodziny i jeszcze większym ogrodzie. Rozglądałem się, próbując zobaczyć coś godnego zakupu. Marchewki, kury, plecione koszyki z wikliny...
- Yumeha, popatrz! - Pociągnąłem ją za fartuszek, spoglądając na nią z uśmiechem. - Widzisz? O tam, obok stoiska z rybami... Kot!
Siedział niedaleko wielkiego kosza, z którego wystawały rybie ogony. Miał białą sierść i wpatrywał się łakomie w towar ze stoiska złotymi oczami.
- Paniczu, nie jesteśmy tutaj, by kupować ryby, szukamy członków Dworu Dnia... - zaoponowała słabo staruszka.
- Nie chodzi mi o ryby - roześmiałem się. - Tylko o kota. Mógłbym go ze sobą wziąć? - popatrzyłem na kobietę z nadzieją. - Rodzice nigdy nie pozwalali mi mieć zwierzątka...
- Paniczu... - westchnęła Yumeha. Zatrzymała się i ścisnęła lekko moją rękę. W jej oczach zalśniły łzy. - To był straszny cios dla całej służby, a najbardziej dla panicza. Nie chciałabym sprzeciwiać się woli świętej pamięci pana i pani Makoto, ale... Wiem jak bardzo tego panicz pragnie, więc... W porządku. - Spróbowała się słabo uśmiechnąć. - Może panicz go ze sobą zabrać, ale wyłącznie wtedy, gdy księżniczka również wyrazi zgodę na trzymanie zwierzęcia na swoim Dworze.
- Dziękuję, Yumeha! - wykrzyknąłem i przytuliłem ją mocno.
Pobiegłem natychmiast w stronę białego kota, i oczywiście musiałem się potknąć. To nieodłączny element każdego mojego biegu. Wyhamowałem tuż przed nosem kota, który skulił się ze strachu i zacisnął oczy.
- Nie bój się - powiedziałem, kucając. Podniosłem rękę i powoli zbliżyłem ją do grzbietu zwierzaka. - Nie zrobię ci krzywdy.
Ostrożnie pogładziłem miękkie futerko. Po raz pierwszy w życiu dotknąłem zwierzęcia. To było niesamowite uczucie. Kot podniósł się i otarł o moje kolana. Zamruczał głośno.
- Będziesz się nazywał Jun. - Podniosłem go na wysokość twarzy, a potem otoczyłem ramionami i podniosłem się, rozglądając w poszukiwaniu Yumehy. Zauważyłem ją w pobliżu grupki jakiś mężczyzn ubranych w marynarki i z bronią przypasaną do boku. Podszedłem ostrożnie, by się nie przewrócić z kotem na rękach do staruszki.
- Mam go, Yumeha! - oznajmiłem wesoło. - Wcale nie uciekał, na początku tylko trochę się przestraszył, ale potem od razu mnie polubił, więc zabiorę go ze sobą. I dałem mu na imię Jun, jest taki piękny, prawda Yumeha? - Podniosłem wzrok i dopiero wtedy zauważyłem, że kobieta płacze. Zdziwiony ty widokiem, przerwałem potok słów. - Coś się stało? Dlaczego płaczesz?
- Paniczu... - Służąca pochyliła głowę. - Tutaj musimy się rozstać. Ci mili panowie zaprowadzą się do Dworu Dnia, a ja muszę wracać do domu państwa Makoto.
- Ale dlaczego? - Głos mi się załamał. Yumeha była ulubioną służącą mojej mamy, pomagała jej nawet po tym jak... - Nie odchodź! - złapałem ją za rękę. Pojedyncza łza stoczyła się po moim policzku.
- Paniczu, życzeniem państwa Makoto było, bym przyprowadziła panicza do Dworu Dnia, jeśli im przytrafiłoby się coś złego... - Yumeha przytuliła mnie i teraz oboje płakaliśmy na całego. Zasmarkałem jej całe ramię, kompletnie nie mogłem się uspokoić. Przypomniałem sobie to, co tak strasznie chciałem zapomnieć, a teraz jeszcze muszę się rozstać z Yumehą...
- Bądź dzielny, paniczu. I sprawuj się dobrze na Dworze Dnia. Twoi rodzice na pewno byliby z ciebie dumni - Służąca pogłaskała mnie do głowie i odwróciła się szybko do członków straży Dworu Dnia. - Proszę, zabierzcie tego chłopca.
Odeszła szybko, ocierając twarz haftowaną chusteczką. Stałem na drodze, patrząc za nią tak długo, jak mogłem, dopóki nie zniknęła mi z oczu. Potem podniosłem z ziemi Jun, który w całym zamieszaniu wyskoczył z moich objęć i powlokłem się drogą prowadzącą na Dwór Dnia.
Panowie ze straży nie byli zbyt rozmowni, nawet na mnie nie spoglądali. Poza tym, byłem zajęty ocieraniem łez z twarzy i nie byłem w nastroju na rozmowy, więc sytuacja w gruncie rzeczy mi odpowiadała. Głaskałem Jun'a i wpatrywałem się w brukowaną drogę pod moimi stopami, aż doszliśmy do wielkiej bramy, za którą znajdował się pałac - siedziba Dworu Dnia i Dworu Nocy.
Strażnicy gdzieś sobie poszli, każąc mi zostać na miejscu. Znajdowałem się na placu, kilka metrów dalej była wielka fontanna o kształcie koła i średnicy przynajmniej dziesięciu metrów. Przysiadłem na niej i obróciłem się w stronę wody. Spojrzałem na swoje falujące odbicie - nie wyglądałem już tak tragicznie. Jun wyraźnie nie bał się zamoczenia, bo spacerował sobie na murku tuż powyżej wody.
Nie wiem, ile czasu spędziłem, siedząc i wpatrując się w swoje odbicie. Nawet nie myślałem o tym, by gdzieś pójść, bo przecież kazano mi tutaj czekać...
- Hej, mały, to twój kot próbował się utopić w fontannie? - usłyszałem głos, a zaraz potem przed moimi oczami pojawiła się ręka trzymająca za kark przemokniętego Jun'a.
Rzuciłem się na kota i zacząłem go wycierać rękawami swojej koszulki. Kiedy był już względnie suchy, odwróciłem się błyskawicznie, tak, że niemal sam prawie zaznałem kąpieli. W polu mojego widzenia pojawił się czyjś brzuch. Zadarłem głowę do góry.
- Co mu zrobiłeś? - krzyknąłem na czarnowłosego chłopaka, który z założonymi rękami przyglądał mi się z nieodgadnioną miną.

Akise?

Od Sansity CD Akane

Zgodnie z odliczaniem, pokazałyśmy swoje dzieła jakim były dekorowanie wypieków. Nie miałam zbytnio zdolności kulinarnych, za tym przemawiał Papyrus ale i tak dekorowanie nie było aż takie ciężkie.


Miałam nadzieję, że nie ma przeciwwskazań do kolorowego lukru i małych twardych cukrowych kuleczek. Kiedy tylko spojrzałyśmy na wzajemne dzieła, zachwyciłyśmy się. Jej sernik wyglądał bajecznie, a truskawki i jagody to bardzo lubiłam. Rozbroiła mnie natomiast ta mięta. O matko.
-Ej, to wyszło tak słodkie, że aż żal zjeść te dzieła- zaśmiałam się, kiedy postawiłyśmy na stole słodkości.
-No tak ale co innego możemy zrobić? Oprawić w ramki?
-Zawsze można to uwiecznić. Wszystko jest całe i mieszkanie nie spłonęło podczas naszego gotowania.
-Spaliłaś kiedyś mieszkanie podczas gotowania?- Akuś zrobiła ogromne oczy, tak, że spodki przy tym wysiadały.
-Ja nie. Natomiast znajoma brata owszem- zakryłam dłonią usta.- Dali jej wyzwanie, żeby wróg, który ją pokonał w walce, stał się jej przyjacielem. Postanowiła wspólne gotowanie. Nie dość, że wszystko porozwalali bo użyli mnóstwo siły, sajgon nie z tej ziemi to na koniec spalili jej dom. Była z tego dumna- musiałam trzymać się krawędzi stołu, żeby nie spaść na ziemię ze śmiechu.

Akuś?