Uniosłem brwi na kilka sekund, a była to moja reakcja na poznanie najnowszych ciekawych myśli Asaki'ego. Chciałby pobawić się moimi mocami... Jak chce, to jest wykonalne, tyle, że, to raczej moje moce pobawią się n i m. Stłumiłem parsknięcie.
- Przekażę twe zażalenie Hadesowi. - mruknąłem nawiązując do wypowiedzi Asaki'ego.
- Kim jest Hades? - spytał chłopak, podnosząc się do pozycji siedzącej i patrząc na mnie w oczekiwaniu na odpowiedź.
- To on nakazał ci mieć taki sen. - wyjaśniłem.
Pominąłem fakt, że Hades był również Galathyniusem, a nosząc to nazwisko, musiał być ze mną spokrewniony. I był. Był moim kuzynem. Ale mniejsza o to.
- Chcesz, żeby moje cienie pobawiły się z tobą, chłopcze? - zadałem pytanie podpierając swój podbródek.
Wiedziałem, że Asaki tego chce, jednak pragnąłem od niego potwierdzenia tego, gdyż inne rzeczy się myśli, a inne rzeczy mówi się na głos. Niedoczekanie, mając do czynienia z osobą potrafiącą czytać w myślach. Ale nie o tym teraz mowa... Uniosłem ponownie brwi, patrząc na chłopaka w oczekiwaniu na jego słowa.
<Asaki?>
piątek, 26 sierpnia 2016
Od Hadesa CD Mortem
Podszedłem do łóżka na którym leżała Mortem i odgarnąłem dziewczynie włosy za ucho.
- Cos nie tak? - spytałem i przekrzywiłem głowę patrząc na nią.
- Nnie... A mmoże... Sama nie wwiem... - wyjąkała.
Westchnąłem i spuściłem wzrok. Wszedłem w jej sen, bo mogłem i chciałem. Dzięki jednej z mojej mocy potrafiłem kontrolować i ''czytać'' czyjeś sny. Tak też było i w tym przypadku.
- Wybacz. - wyszeptałem i przełknąłem z trudem ślinę. - Nie powinienem był tego robić.
- Czego? - zapytała Mortem.
- Interweniować w twoje sny.
- To byleś ty? Ty to zrobiłeś?
- Tak. Po twoim zaśnięciu zostałem chwilę w twej komnacie. - wyjaśniłem cichym głosem. - Potrafię odczytywać myśli senne... No, sny. Zrobiłem to. I dowiedziałem się, że we śnie masz zamiar zabić swoich rodziców. Nie chciałem, żeby to tego doszło, mimo tego, że pewnie wiele razy taka sytuacja zaistniała. Postanowiłem zmienić przebieg twojego snu... Co zrobiłem. - westchnąłem ponownie i podniosłem na dziewczynę wzrok. - Wybacz mi, Mortem.
<Mortem?>
- Cos nie tak? - spytałem i przekrzywiłem głowę patrząc na nią.
- Nnie... A mmoże... Sama nie wwiem... - wyjąkała.
Westchnąłem i spuściłem wzrok. Wszedłem w jej sen, bo mogłem i chciałem. Dzięki jednej z mojej mocy potrafiłem kontrolować i ''czytać'' czyjeś sny. Tak też było i w tym przypadku.
- Wybacz. - wyszeptałem i przełknąłem z trudem ślinę. - Nie powinienem był tego robić.
- Czego? - zapytała Mortem.
- Interweniować w twoje sny.
- To byleś ty? Ty to zrobiłeś?
- Tak. Po twoim zaśnięciu zostałem chwilę w twej komnacie. - wyjaśniłem cichym głosem. - Potrafię odczytywać myśli senne... No, sny. Zrobiłem to. I dowiedziałem się, że we śnie masz zamiar zabić swoich rodziców. Nie chciałem, żeby to tego doszło, mimo tego, że pewnie wiele razy taka sytuacja zaistniała. Postanowiłem zmienić przebieg twojego snu... Co zrobiłem. - westchnąłem ponownie i podniosłem na dziewczynę wzrok. - Wybacz mi, Mortem.
<Mortem?>
Natalia Morgan z Dworu Nocy!
''Czy boję się śmierci? Nie. Ponieważ sama nią jestem.''

Natalia z Dworu Nocy
Od Sleepi Ash'a do Mattias'a
Włuczyłem się w niedaleko położonym lesie. Była tam cisza jedyne dzwieki jakie sie rozchodziły to śpiew ptaków i szum drzew tańczących z wiatrem. Szkłem przez las aż w pewnym momencie przed demna przeleciała strzała spojrzałem zania a następnie na kierunek skąd przybyła. Tam właśnie stał dość spory mężczyzna, który po chwili do mnie podszedł.
*Co za człowiek!? Prawie mnie zabił*
Gdy spojrzałem na niego był ciut większy odemnie tak samo było z masą.
-Mogbys uważać jak sztrzelasz? Możesz kogoś zabić...
Mezczena coś powiedział, ale nie słyszałem.
-Jesteś z Tego... No... Dworu dnia?
Facjo spojrzał na mnie.
-Tak.
-Ja też dolaczylem niedawno.
(Mattias)
*Co za człowiek!? Prawie mnie zabił*
Gdy spojrzałem na niego był ciut większy odemnie tak samo było z masą.
-Mogbys uważać jak sztrzelasz? Możesz kogoś zabić...
Mezczena coś powiedział, ale nie słyszałem.
-Jesteś z Tego... No... Dworu dnia?
Facjo spojrzał na mnie.
-Tak.
-Ja też dolaczylem niedawno.
(Mattias)
czwartek, 25 sierpnia 2016
Od Sleepi Ash'a
Obudziłem się rano w moim jak ze ,,pięknym domu" i poszłem sprwdzic czy coś nie przyniusł listonosz. Przy drzwiach leżała koperta zaklejona czerwona pieczęcią, otworzyłem list i przeczytałem. W liście było napisane ze przyjęli mnie do dworu.
***
Koło południa byłem na miejscu. Dwór był przeogromny piękna zieleń, wiele miejsc do spania. Weszłem do środka.
-Dzień dobry.
Powiedziałem, ale odpowiedziała mi tylko grobowa cisza.
-Ruch jak na cmentarzu. Ech...
Nagle usłyszałem że ktoś zbiega po schodach, była to dziewczynka tak koło 12lat.
-Przepraszam cię. Nie spodziewałam się ze tak szybko do nas dołączysz.
-Nic się nie stało. Jestem Sleepi Ash.
-A ja nazywam się Arin. Chodź pokaże ci twój pokuj.
Poszłem za małą dziewczynką która zaprowadziła mnie do pokoju.
Po paru chwilach usiedlismy na łóżku i Arin zaczęła mi opowiadać o posiadłości. Gdy minęło około trzech godzin powiedziała że musi iść. Zdziwiłem się lekko, ale nie zaprzeczałem, zanim się obejrzałem jej już nie było. Zamieniłem się w kota i zwinety w kłębek na poduszce i zasnołem.
(jak ktoś jest?)
***
Koło południa byłem na miejscu. Dwór był przeogromny piękna zieleń, wiele miejsc do spania. Weszłem do środka.
-Dzień dobry.
Powiedziałem, ale odpowiedziała mi tylko grobowa cisza.
-Ruch jak na cmentarzu. Ech...
Nagle usłyszałem że ktoś zbiega po schodach, była to dziewczynka tak koło 12lat.
-Przepraszam cię. Nie spodziewałam się ze tak szybko do nas dołączysz.
-Nic się nie stało. Jestem Sleepi Ash.
-A ja nazywam się Arin. Chodź pokaże ci twój pokuj.
Poszłem za małą dziewczynką która zaprowadziła mnie do pokoju.
Po paru chwilach usiedlismy na łóżku i Arin zaczęła mi opowiadać o posiadłości. Gdy minęło około trzech godzin powiedziała że musi iść. Zdziwiłem się lekko, ale nie zaprzeczałem, zanim się obejrzałem jej już nie było. Zamieniłem się w kota i zwinety w kłębek na poduszce i zasnołem.
(jak ktoś jest?)
Sleepi Ash Neko z Dworu Dnia!
''Jestem sobą i nie będę się zmieniał, dla ciebie. Może to samolubne, ale mówi się trudno.''

Sleepi Ash z Dworu Dnia
wtorek, 23 sierpnia 2016
Od Aidena CD Sansity
Rozejrzałem się po okolicy. Staliśmy właśnie obok drogi, między domkami. Z jednej strony zaczynało się miasto, z drugiej zaś pola uprawne. Spojrzałem na Sans, która z nieco dziwnym uśmieszkiem stała, jakby zamyślona. Skoro ona może używać mocy, to ja raczej też. Podniosłem z ziemi niewielki, szary kamyk. Zmierzyłem go wzrokiem, a po chwili rzuciłem gdzieś na drogę. Wystawiłem rękę i skupiłem się. Na początku nic się nie działo, lecz gdy chciałem się już poddać, kamień przyleciał i przywarł do mej dłoni. Czyli działa. Przyjrzałem się Sans.
- Mam pytanie - powiedziałem.
- Hm? - Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Jakie masz jeszcze inne moce prócz teleportacji?
Sans stała spokojnie, choć na jej twarzy dostrzegłem cień zaskoczenia. Białowłosa podparła ręką podbródek, w zamyśleniu. Po chwili z lekkim uśmiechem na twarzy odparła:
- Dowiesz się, jak mnie mocno zdenerwujesz.
- To od czego by tu zacząć...
Dziewczyna otworzyła nieco szerzej oczy.
- Ty tak na serio?
- Oczywiście, a czego się spodziewałaś? - Uniosłem brew do góry, jak to robią zwykle ludzie.
- Ja bym na twoim miejscu nie wywoływała wilka z lasu.
Zmrużyłem oczy. No, może trochę racji ma. Nie mam broni, poza tym w pobliżu jest mało budynków, ewentualna ucieczka jest niemożliwa.
- No dobra, sprawdzę to kiedy indziej - powiedziałem po chwili. - Tak w ogóle, gdzie się znajduje gospoda Grillby'ego?
Sans słysząc to pytanie uśmiechnęła się lekko.
- A, niedaleko, ale spokojnie, w każdej chwili mogę nas...
- Aha - przerwałem jej. - W takim razie przejdziemy się.
Ruszyłem w stronę miasta. Gdy zauważyłem, że Sans nie idzie za mną, zatrzymałem się i odwróciłem się do niej, pytając:
- Idziesz?
- Tak - odparła dziewczyna, doganiając mnie. - Tylko wiesz, może straż przestała się za mną uganiać, ale ty nadal jesteś poszukiwany.
- Póki jestem z tobą, nic mi się nie powinno stać.
- To czy nie lepiej będzie, jeśli nas przeniosę magią? Będzie o wiele szybciej.
- Chcę poznać te tereny, aby następnym razem się nie zgubić.
Zarzuciłem na głowę kaptur. Wraz z Sans udaliśmy się do miasta.
- Wybrałam dłuższą drogę, na około, jakby co - rzekła Sans. - W końcu chciałeś poznać miasto.
- Jasne - odparłem. - Nigdzie mi się nie spieszy.
Dziewczyna szła z przodu spokojnym, spacerowym krokiem. Dłonie miała schowane w kieszeniach swej niebieskiej, chyba za dużej, bluzy. Zgrabnie wymijała stojących na jej drodze przechodniów. Ja cały czas podążałem za nią, również z rękami w kieszeniach i twarzą nieco przysłoniętą przez kaptur i jego cień. Uważnie przyglądałem się wszystkiemu, choć ludzie nieco przysłaniali mi widok. Nagle kątem oka dostrzegłem coś błyszczącego na wąskim przejściu między dwoma budynkami. Zatrzymałem się i przyjrzałem się tej rzeczy. Był to złoty pierścień. Od razu przypomniał mi się tamten, który straciłem.
- Ej, Sans - powiedziałem.
Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie. Po chwili podeszła bliżej, pytając:
- O co chodzi?
Ruchem głowy wskazałem jej samotnie leżący pierścień. Sans popatrzyła na niego lekko zawiedziona.
- Przecież to tylko... - przerwała i zmierzyła mnie wzrokiem. - Słuchaj, wiem, co zamierzasz zrobić. Nie pomyślałeś jednak, że to może być pułapka?
- Pomyślałem - odparłem. - Ale co, jeśli to nie jest pułapka?
- Ta, a ten pierścień przypadkiem znajduje się na środku tej wąskiej uliczki.
- Wszystko jest możliwe. A nawet, gdyby to była pułapka, to bym uciekł.
- A co, gdyby cię złapali?
- Wtedy ty byś mi pomogła.
Dziewczyna nieco skrzywiła się.
- A co by było, gdybym jednak ci nie pomogła?
Spojrzałem na nią obojętnie.
- Co, czyli te dwa czy trzy razy, kiedy mi pomogłaś, to były po prostu przypadki?
Sans milczała. Skierowałem wzrok na pierścień i powoli ruszyłem w jego stronę. Niedawno mówiła, że przydam jej się jeszcze. Oby się nie rozmyśliła.
<Sansity?> Aiden chyba lubi wplątywać się w tarapaty...
- Mam pytanie - powiedziałem.
- Hm? - Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie pytająco.
- Jakie masz jeszcze inne moce prócz teleportacji?
Sans stała spokojnie, choć na jej twarzy dostrzegłem cień zaskoczenia. Białowłosa podparła ręką podbródek, w zamyśleniu. Po chwili z lekkim uśmiechem na twarzy odparła:
- Dowiesz się, jak mnie mocno zdenerwujesz.
- To od czego by tu zacząć...
Dziewczyna otworzyła nieco szerzej oczy.
- Ty tak na serio?
- Oczywiście, a czego się spodziewałaś? - Uniosłem brew do góry, jak to robią zwykle ludzie.
- Ja bym na twoim miejscu nie wywoływała wilka z lasu.
Zmrużyłem oczy. No, może trochę racji ma. Nie mam broni, poza tym w pobliżu jest mało budynków, ewentualna ucieczka jest niemożliwa.
- No dobra, sprawdzę to kiedy indziej - powiedziałem po chwili. - Tak w ogóle, gdzie się znajduje gospoda Grillby'ego?
Sans słysząc to pytanie uśmiechnęła się lekko.
- A, niedaleko, ale spokojnie, w każdej chwili mogę nas...
- Aha - przerwałem jej. - W takim razie przejdziemy się.
Ruszyłem w stronę miasta. Gdy zauważyłem, że Sans nie idzie za mną, zatrzymałem się i odwróciłem się do niej, pytając:
- Idziesz?
- Tak - odparła dziewczyna, doganiając mnie. - Tylko wiesz, może straż przestała się za mną uganiać, ale ty nadal jesteś poszukiwany.
- Póki jestem z tobą, nic mi się nie powinno stać.
- To czy nie lepiej będzie, jeśli nas przeniosę magią? Będzie o wiele szybciej.
- Chcę poznać te tereny, aby następnym razem się nie zgubić.
Zarzuciłem na głowę kaptur. Wraz z Sans udaliśmy się do miasta.
- Wybrałam dłuższą drogę, na około, jakby co - rzekła Sans. - W końcu chciałeś poznać miasto.
- Jasne - odparłem. - Nigdzie mi się nie spieszy.
Dziewczyna szła z przodu spokojnym, spacerowym krokiem. Dłonie miała schowane w kieszeniach swej niebieskiej, chyba za dużej, bluzy. Zgrabnie wymijała stojących na jej drodze przechodniów. Ja cały czas podążałem za nią, również z rękami w kieszeniach i twarzą nieco przysłoniętą przez kaptur i jego cień. Uważnie przyglądałem się wszystkiemu, choć ludzie nieco przysłaniali mi widok. Nagle kątem oka dostrzegłem coś błyszczącego na wąskim przejściu między dwoma budynkami. Zatrzymałem się i przyjrzałem się tej rzeczy. Był to złoty pierścień. Od razu przypomniał mi się tamten, który straciłem.
- Ej, Sans - powiedziałem.
Dziewczyna zatrzymała się i spojrzała na mnie. Po chwili podeszła bliżej, pytając:
- O co chodzi?
Ruchem głowy wskazałem jej samotnie leżący pierścień. Sans popatrzyła na niego lekko zawiedziona.
- Przecież to tylko... - przerwała i zmierzyła mnie wzrokiem. - Słuchaj, wiem, co zamierzasz zrobić. Nie pomyślałeś jednak, że to może być pułapka?
- Pomyślałem - odparłem. - Ale co, jeśli to nie jest pułapka?
- Ta, a ten pierścień przypadkiem znajduje się na środku tej wąskiej uliczki.
- Wszystko jest możliwe. A nawet, gdyby to była pułapka, to bym uciekł.
- A co, gdyby cię złapali?
- Wtedy ty byś mi pomogła.
Dziewczyna nieco skrzywiła się.
- A co by było, gdybym jednak ci nie pomogła?
Spojrzałem na nią obojętnie.
- Co, czyli te dwa czy trzy razy, kiedy mi pomogłaś, to były po prostu przypadki?
Sans milczała. Skierowałem wzrok na pierścień i powoli ruszyłem w jego stronę. Niedawno mówiła, że przydam jej się jeszcze. Oby się nie rozmyśliła.
<Sansity?> Aiden chyba lubi wplątywać się w tarapaty...
Subskrybuj:
Posty (Atom)