poniedziałek, 27 czerwca 2016

Od Asaki'ego CD Sansity

Spojrzałem na kartkę i sam zacząłem się śmiać. To na pewno był jeden z lepszych kawałów jakie kiedykolwiek widziałem.
- Co najmniej mistrzem. - powiedziałem patrząc znowu na górę klusek w pomidorowym sosie. W sumie spaghetti nawet na zimno jest dobre. Przeniosłem wzrok na leżące obok widelce i aby sprawdzić czy nie są przyklejone lekko je szturchnąłem. O dziwo nie były co mnie zdziwiło. Ja to bym wszystko poprzyklejał i stał gdzieś obok aby na to patrzeć, a może i zachęcał ludzi do spróbowania. Na pewno było by ciekawie. Po chwili odwróciłem wzrok na dziewczynę, która przestała się już śmiać chociaż dalej miała na twarzy. Nie tylko ona. Ja tak samo, tym bardziej patrząc na wkurzonych ludzi, którzy mocowali się z tym podobnie co ja.

( San?)

Od Sansity CD Asaki'ego

Asaki zgodził się na co się uśmiechnęłam. Poszliśmy tak dalej przez las co jakiś czas rozmawiając, ewentualnie wymieniając się uwagami. Po dłuższym czasie dotarliśmy do oddalającego się małego skupiska ludzi, którzy coś wykrzykiwali oburzeni. Ostatnia osoba wkurzona odchodziła od małego stolika. Kiedy podeszli bliżej, zobaczyli, że na nim leżał talerz z apetycznym daniem a kawałek dalej mała przenośna  mikrofalówka. Asaki oblizał wargi.
-Akurat głodny jestem- powiedział i sięgnął po talerz z jedzeniem, pewnie żeby je podgrzać. Co prawda, złapał talerz... ale go nie podniósł. Nawet nie drgnął, kiedy użył drugiej ręki i wręcz walczył z talerzem. Zlustrowałam stolik wzrokiem i zauważyłam małą kartkę, którą wzięłam do ręki. Kiedy ją przeczytałam, popłakałam się ze śmiechu.
-Co tobie tak wesoło?- Stęknął chłopak dalej mocując się z naczyniem. Pokazałam mu kartkę nie przestając się śmiać.
"Częstujcie się. 
PS. Talerz przyczepiony do stolika super klejem. Efekt zamarzł całkiem. Mikrofalówka jest zepsuta. "

-Ten kto to wymyślił, jest moim mistrzem trollingu- powiedziałam krztusząc się ze śmiechu.


Asaki?

Od Asaki'ego CD Sansity

Spojrzałem na dziewczynę z brzęczykiem w ręce i się uśmiechnąłem. Od jakiegoś czasu wyczuwałem jej obecność.
- Widzę, że lubisz dowpy Sanskun. - powiedziałem jak zwykle dodając końcówki do imion.
- Ja jestem Asaki, ale mów mi jak chcesz. - dodałem przyglądając się jej uważnie. Była ode mnie wyższa o jakieś pięć centymetrów jak nie więcej. Do tego najwidoczniej starsza.
- Chętnie się przejdę. - odpowiedziałem wreszcie na jej pytanie. Wyglądala na ciekawą jednak nie za bardzo wiedziałem jak mogę ją wkurzyć. Jednak dopilnuje aby się tego dowiedzieć.

( Sans? )

Od Sansity CD Rhysa

Nie spodziewałam się okazji z kolacją, ale z chęcią się zgodziłam. Nie wiedziałam, że zamek od środka jest dużo większy niż to, jakie sprawia wrażenie z zewnątrz. Nawet nie liczyłam komnat które mijaliśmy, pewnie po chwili dałoby się zgubić w liczeniu.
W końcu byliśmy na miejscu. Trochę czułam się głupio- tu wszystko takie eleganckie, książę też a ja? Ubrana normalnie i jeszcze w nieco za dużej bluzie. Normalnie żyć nie umierać. Mimo to patrząc na księcia, chyba mu to nie przeszkadzało. W duchu jednocześnie śmiałam się i trzymałam kciuki. Kiedy świece zostały zapalone a my usiedliśmy, uśmiechnęłam się lekko do władcy.
-Jeszcze raz dziękuję za zaproszenie Rhys.

Rhys? Nie mam pojęcia jak to rozwinąć ;-;

Od Rhysa cd. Asaki'ego

Minęło kilka godzin, gdy znalazłem chwilę czasu, by zajrzeć do Asaki'ego. Zmieniłem się w niematerialny cień i podążałem do jego komnaty. W mej siostrze było jednak trochę okrutności, gdyż zaprowadziła Asaki'ego do jednej z gorszych komnat. Wślizgnąłem się przez szczelinę pod drzwiami i zbliżyłem się do chłopaka. Strugał kogoś - mnie - w szkielecie. Pomijając to, że dusiłem się cieniami (jakby cokolwiek, a już na pewno nie cienie, mogło mnie zabić...) całkiem, całkiem odwzorował me śmiercionośne oblicze. Bezgłośnie zmieniłem się w człowieka i zachichotałem:
- Chłopcze, nawet nieźle ci wyszedłem.
Asaki zdezorientowany obrócił się, a wtedy machnąłem ręką.
- Wstawaj. - poleciłem mu. - Chodź za mną, Asaki.
- Gdzie? - spytał.
- Na kolację. - rzuciłem tonem, jakby jedzenie kolacji przez władcę i więźnia było najnormalniejszą i najbardziej oczywistą rzeczą na świecie. A zwłaszcza robioną przeze mnie, Księcia Dworu Nocy, śmierć we własnej osobie.
- Jestem twoim więźniem? - zadał pytanie.
- Nie... Jesteś członkiem  m o j e g o  Dworu. A to dwie zupełnie inne rzeczy. - powiedziałem i dodałem w myślach ''tak jakby''.
Chłopak porzucił szkielet, schował sztylety i podążył za mną. Prowadziłem go do moich komnat. Przeszliśmy przez dwa pomieszczenia i dotarliśmy do jadalni.
<Asaki?>

Od Rhysa cd. Katariny

Chwilę patrzyłem na Katarinę poważnie, po czym zachichotałem. Katarina ostrożnie dołączyła do mnie. Gdy przestałem się śmiać, powiedziałem do niej:
- Wiesz... Nazywali mnie różnie, Księciem Ciemności, Mrocznym Panem, Władcą Cieni, Far Dorchą, Śmiercią... Feyra w dzieciństwie przezywała mnie Rysiem. - na wspomnienie dziecięcych lat potrząsnąłem głową i kontynuowałem. - Jednakże, nikt jeszcze nie nazwał mnie ''Panem Strasznym''. Wiesz, wiem, że jestem straszny, no ale jeszcze z czymś takim się nie spotkałem.
Minęło kilka minut w ciszy. W końcu odezwałem się.
- Och, Katarino. Pojedziesz ze mną moim powozem z powrotem na Dwór Nocy. Ma siostra ma jednak rację, nie przychodź tutaj, gdyż wtedy już cię nie ''uratuję''. - parsknąłem.
Spojrzeniem przepołowiłem kajdany i dziewczyna odetchnęła głęboko, wreszcie wolna. No, prawie.
- Mam nadzieję, że nie zamierzasz uciekać, wtedy powrócą. - ostrzegłem z drapieżnym błyskiem w oku. - I to na dłużej.
Dziewczyna prychnęła. Poprowadziłem ją przez zamek Księżniczki Dworu Dnia aż do mojego powozu. Był cały czarny, z dużymi oknami po bokach. Ciągnęło go sześć szkieletów koni, które teraz gniewnie parskały i stukały kopytami, raz po raz któryś stawał dęba. Gdy sługa otworzył nam drzwiczki powozu, podałem Katarinie rękę. Dziewczyna zignorowała jednak mą dłoń i sama weszła. W środku usiadła na kanapie obitej czarnym aksamitem. Gdy wszedłem za nią i usiadłem naprzeciwko niej, sługa zamknął drzwi i dał znak woźnicy, by ruszył. Konie - szkielety rzuciły się galopem, na krzyk woźnicy zwolniły do szybszego kłusa.
<Katarina?>

Od Asaki'ego cd. Rhysa

Robiło się coraz bardziej ciekawie, co jeszcze bardziej mnie cieszyło. Spojrzałem na księcia z dumą wypisaną na pyszczku. Kiedy już odchodziliśmy ponachałem mu futrzastą łapką wyciągając przy tym język. Księżymiczką przez całą droge do komnaty głaskała mnie po grzbiecie. Byla istnym przeciwieństwem tamtego. Po chwili jednak pieszczoty się skończyły i zostałem zamknięty w hakimś pomieszczeniu. Nie chciałem uciekać. Ciekawiło mnie co dalej się stanie.
- No to chyba tu troche posiedze. - mruknołem patrząc na ciemny pokuj. Oświetlały go dwie świece, które świeciły się cieniem. Przez to panował tu pułmrok. Pomieszczenie było małe. Posiadało zaledwie stoliczek, krzesełko i łóżko. Oczywiscie stare no i nie wygodno. Podłoga była z paneli bez jakichkolwiek dywanów, a ściany byłu z ciemnych cegieł. Przez to wszystko było tu chłodno. Kiedy już przestałem się rozglądać przemieniłem się znowu w człowieka.  Mój struj był cały w jrwi.
- No super będzie trzeba prać. - westchnołem ściągając opierzoną peleryne. Pod tym nadal miałem biała pluzke no i spodnie tego samego koloru. Że też nie mogłem sprawić sobie czarnych.  Cicho wrstchnołem patrząc w róg pokoju. I wtedy zauwarzyłem coś pięknego. Białe jak śnieg kosci. Skocznym krokiem do nich podeszłem. Był to caly kościotrup. Musiał tu długo leżeć. Wyciagnołem sobie kość ramienną i usuadłem obok niego. W drugą ręke wziołem swój sztylet.
- Jak można więżniowi nie zabrać broni. - westchnołem z niedowierzaniem i zacząłem rzeźbić naszego księcia duszonego przez własne cienie. Dobrze zapamiętałem jego wygląd więc nie miałem problemu z czymś takim. Jak zwykle takowa figurka piwstawala powoli jednak po skończeniu na oewno będzie bardzo realistyczna. Uśmiechnołem sie z satysfakcją ciekawy kiedy ktoś tu przyjdzie.

( Rhys?  Kiedy go odwiedzisz xd)